Kerber bardzo pewnie zaczęła środowy mecz z 89. na liście WTA Witthoeft, ale w drugiej odsłonie własnymi błędami pozwoliła rywalce wrócić do gry. Złość wyładowała na rakiecie, którą rzuciła o kort. W decydującym secie pierwsza rakieta świata opanowała już sytuację. Humor poprawił się jej po spotkaniu, gdy zgromadzeni na trybunach kibice odśpiewali jej "Happy Birthday".

 

"Zawsze gram w swoje urodziny i zawsze w Australii. Czuję się tu już jak w domu. Teraz mam 29 lat. Starzeję się, ale myślę, że czeka mnie wspaniały dzień" - zaznaczyła Niemka.

 

W poprzedniej także się męczyła - Ukrainkę Łesię Curenko pokonała 6:2, 5:7, 2:6.

 

Kerber w ubiegłym sezonie miała świetną passę. Co prawda po triumfie w Melbourne odpadła w pierwszej rundzie kolejnej imprezy wielkoszlemowej - French Open, ale potem dotarła do finału Wimbledonu, wywalczyła srebrny medal olimpijski w Rio de Janeiro, we wrześniu triumfowała w US Open i została liderką światowego rankingu.

 

Jej kolejną rywalką w Australii będzie Czeszka Kristyna Pliskova.

 

Andżelika Kerber - Carina Witthoeft 6:2, 6:7 (3-7), 6:2