Rok Szakala?

Sporty walki
Rok Szakala?
fot. Polsat Sport

Amerykanie stawiają na Carla Framptona, a ja na Wasyla Łomaczenkę. To on, nie Irlandczyk, był dla mnie najlepszy w 2016 roku.

Takie wybory, to oczywiście indywidualne, subiektywne oceny, zwłaszcza gdy nie ma zdecydowanego lidera. Tym razem ESPN i The Ring postawiły na „Szakala z Belfastu”, który faktycznie miał najlepszy okres w swojej karierze. Najpierw zunifikował dwa pasy w wadze superkoguciej wygrywając ze Scottem Quiggiem, a później przeniósł się do kategorii piórkowej i pokonał w Nowym Jorku  Leo Santa Cruza. Trudno więc odmówić amerykańskich ekspertom racji, gdy Bokserem 2016 Roku wybierali Framptona.

 

Ale ja mam jednak wątpliwości. Tytuł ten powinien otrzymać najlepszy w bokserskim fachu, oczywiście jeśli nie był w tym czasie bezrobotny i pokazał się w ringu z dobrej strony. A Łomaczenko moim zdaniem jest lepszy od Framptona. Co do jego klasy, chyba nikt nie ma wątpliwości, bo to postać wybitna, podobnie jak Terence Crawford i Roman Gonzalez. I tak, jak Irlandczyk zrobił w minionym roku bardzo dużo, by zasłużyć na taką nagrodę.

 

Ukrainiec, były mistrz wagi piórkowej, też zmienił kategorięna wyższą i tak jak Frampton już w pierwszym podejściu zdobył kolejny tytuł efektownie nokautując Portorykańczyka Romana Martineza. Warto podkreślić, że dokonał tego w siódmej zawodowej walce, co jest nowym rekordem. Nikt bowiem wcześniej nie zdobył dwóch mistrzowskich pasów w tak krótkim czasie. A przecież kilka miesięcy później Łomaczenko zmusił jeszcze do poddania niepokonanego, bardzo mocno bijącego Jamajczyka Nicholasa Waltersa.

 

Jeśli już miałbym szukać godnego rywala dla Ukraińca, to wskazałbym Terence’a Crawforda lub Romana Gonzaleza. Mistrz kategorii junior półśredniej w wielkim stylu unifikował pasy deklasując byłego czempiona WBC, Ukraińca Wiktora Postoła. A kieszonkowy czempion, „Chocolatito” Gonzalez z Nikaragui, sięgnął po tytuł w czwartej kategorii, tym razem junior koguciej, wygrywając ze znakomitym Meksykaninem Carlosem Cuadrasem.

 

Dla mnie ten właśnie pojedynek zasługuje na miano najlepszego w minionym roku, ale nie dyskutuję z ekspertami The Ring, który na pierwszym miejscu widzą bokserską wojnę Francisco Vargasa z Orlando Salido, zakończoną remisem. To kwestia gustu, ja zawsze stawiałem na umiejętności.

 

Dlatego tak bardzo trudno mi było dokonać wyboru na Boksera Roku. Komentowałem  walki tych najlepszych, wiem co potrafią, ale gdy przychodzi wybierać pomiędzy Łomaczenką i Crawfordem, zostawiając Gonzaleza, to naprawdę można poczuć dyskomfort.

 

Carla Framptona naprawdę szanuję, bo dokonał wielkich rzeczy, ale w mojej ocenie jest gorszym pięściarzem od wspomnianej trójki. Łomaczenko, Crawford i Gonzalez, to mistrzowie wybitni, każdy z nich ma to coś, co sprawia, że tak ich cenimy. A jednocześnie są tak dobrzy w tym, co robią, że wydaje się nam, że wygrane przychodzą im bez większego wysiłku, a takie zwycięstwa ceni się jakby mniej od krwawych wojen. Być może stąd te amerykańskie nagrody dla Framptona.

 

Za Wasylem Łomaczenką, przy moim osobistym wyborze przemawia nie tylko fakt, że w ekspresowym tempie podbija drugą kategorię, ale też styl w jakim to robi. Dwukrotny złoty medalista olimpijski (2008 i 2012), zdobywca Pucharu Barkera na igrzyskach w Pekinie, niepokonany w rozgrywkach WSB, zaczynał na zawodowych ringach od kategorii piórkowej, sięgając po pas WBO w trzeciej walce, a w tym roku przeszedł do superpiórkowej i  znokautował w czerwcu obrońcę tytułu. To kosmiczna, błyskawiczna kariera pięściarza, który jako amator wygrał 396 walk przegrywając zaledwie jedną, w swym pierwszym finale mistrzostw świata w Chicago, w 2007 roku).

 

Łomaczenko walczy z odwrotnej pozycji, ale nie jest mańkutem, stąd te jego kończące ciosy zadawane prawą, silniejszą ręką. Tak właśnie prawym sierpowym rzucił na deski w nowojorskiej Madison Square Garden, Martineza.

 

Szczególne słowa uznania należą się w tym miejscu ojcu Wasyla, Anatolijowi Łomaczence, który w trenerskim fachu  bez wątpienia jest specjalistą światowej klasy. Na wyżyny wprowadził nie tylko syna, sukces Ołeksandra Usyka, który we wrześniu odebrał pas WBO w wadze junior ciężkiej Krzysztofowi Głowackiemu bijąc przy tym rekord Evandera Holyfielda, to w dużej mierze również jego zasługa, choć nie stał w jego narożniku, ale był w ErgoArenie. A przecież to nie są jego jedyni uczniowie.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze