Imponujące warunki fizyczne w nastoletnim wieku pozwoliły Adamowi Chrzanowskiemu błyskawicznie się rozwinąć. Swoje pierwsze kroki w piłce stawiał w rodzimym Raszynie, by przenieść się "po sąsiedzku" do Znicza Pruszków. Klub grający obecnie na zapleczu Ekstraklasy okazał się trampoliną do wielkiego futbolu: rosłego stopera również poprzez młodzieżową reprezentację Polski (kapitan rocznika 1999) zauważyli skauci wielu czołowych polskich klubów, był nawet jeden mocny kandydat z zagranicy.

"Chrzanek" postanowił wybrać Lechię Gdańsk i przenieść się na Pomorze. Biało-zieloni zaoferowali mu rozwój w zespołach młodzieżowych, a także pierwsze kroki w Ekstraklasie. Z łatką supertalentu był delikatnie wdrażany do pierwszego zespołu, a pierwszym poważnym kontaktem z futbolem na światowym poziomie był występ przeciwko... Juventusowi w sierpniu 2015 roku. W Ekstraklasie zadebiutował rok później wchodząc z ławki w meczu z Lechem Poznań, z którym zresztą miał wcześniej szansę zmierzyć się w Pucharze Polski jeszcze w barwach Znicza.

Do Lechii z propozycją wypożyczenia nieoszlifowanego diamentu zwróciła się włoska Fiorentina, która zaproponowała roczną umowę z opcją zakupu definitywnego. Viola w ostatnich latach ściągała do siebie chociażby Jakuba Błaszczykowskiego, Artura Boruca czy Rafała Wolskiego, a obecnie jej zawodnikiem jest Bartłomiej Drągowski. W całej Italii trwa zresztą "boom" na Biało-Czerwonych, więc 17-latkowi powinno być nieco łatwiej. Ten radzi sobie na obczyźnie wręcz wzorowo: jest pewnym punktem jednej z najlepszych młodych ekip w lidze, a ostatnio został wyróżniony do "jedenastki" rundy Primavery przez prestiżowe Corriere Dello Sport. Ten sam magazyn zresztą niedawno umieścił go w gronie pięćdziesięciu najbardziej utalentowanych nastolatków we Włoszech.

 

 

Polsatsport.pl: Twoje życie zmieniło się diametralnie w ciągu kilkunastu miesięcy, a teraz przyszłość z tobą wiąże jeden z największych włoskich zespołów. Może być mowa o 'sodówce'?

Adam Chrzanowski: Dalej jestem tym samym chłopakiem z Raszyna czy Pruszkowa. Na szczęście mam wokół siebie ludzi, którzy nie pozwolą mi odlecieć od ziemi zbyt wysoko. Jak coś by zauważyli, od razu zostałbym sprowadzony do parteru. Mam przed sobą wielkie cele i perspektywy, a takie mogę osiągnąć tylko i wyłącznie przez codzienną pracę i doskonalenie umiejętności. Na szczęście mam rodziców, przyjaciół i dziewczynę, którzy wspierają mnie na każdym kroku. Najbardziej dało się to zauważyć po przylocie do Włoch. Nie znałem języka, byłem tu sam. Pomogli mi przetrwać.

Do Lechii trafiłeś ze Znicza Pruszków w 2015 roku, chociaż bardzo mocno chciało cię (w pakiecie z... całą rodziną) holenderskie Twente. Nie spodobała ci się wizja rozwoju w kraju, który tak prężnie stawia na młodzież?

Była konkretna oferta z Holandii, ale byłem wtedy przekonany, że nie jestem gotowy mentalnie i psychicznie na wyjazd z kraju. W dodatku chciałem kontynuować swoją przygodę z piłką w Polsce, to wydawał mi się wtedy naturalny scenariusz.

 

Treningi w Lechii Gdańsk u boku takich weteranów, jak Sebastian Mila i Jakub Wawrzyniak były bezcennym doświadczeniem.

Mogło się wydawać, że to w barwach jednego z klubów Ekstraklasy będziesz chciał postawić pierwsze kroki w futbolu przez duże F, jednak z Gdańska do jeszcze większego klubu uciekłeś stosunkowo szybko. Nie za szybko? Nie było perspektyw na grę w Ekstraklasie?

Nie chciałem odchodzić z Lechii, ponieważ wiedziałem, że znajduję się w perfekcyjnym miejscu dla mojego rozwoju. Aczkolwiek Lechia zrezygnowała z drużyny rezerw, co po części wpłynęło na moją decyzję o wyjeździe. Zaważyło również to, że przed moim odejściem trenowałem już tylko z zespołem CLJ (Centralna Liga Juniorów).

Jak wspominasz pojedynki z najdroższym piłkarzem świata - Paulem Pogbą i inną gwiazdą Juve - Paulo Dybalą? To wtedy włoski styl gry zrobił na tobie takie wrażenie?

Wtedy spełniło się jedno z moich marzeń z dzieciństwa. Każdy chłopak chciałby stanąć naprzeciw nazwisk, które zna z telewizji, a trener Brzęczek wystawił mnie od początku spotkania. Cały czas powtarzał: "Tylko się nie stresuj. To tylko zwykły mecz". Mając szesnaście lat zagrać przy pełnych trybunach i to jeszcze z takim przeciwnikiem? To było to! Wtedy nie przypuszczałem nawet, że za dwa lata będę miał okazję grać na włoskich boiskach na co dzień.

Pierwsze treningi na Zachodzie były potężnym przeskokiem?

Pierwsze treningi we Włoszech "wgniotły mnie w fotel". W tym samym czasie co ja, do zespołu dołączył Chorwat, z którym później się zaprzyjaźniłem. Pewnego dnia podczas zajęć wyrównawczych, mieliśmy zaplanowanie rozbieganie  dla zawodników, którzy nie byli jeszcze w rytmie meczowym. Zaczynamy, robimy swoje, a Josip po kilku minutach pada na murawę z okrzykiem "chce mi się wymiotować!". Trenerzy byli wyrozumiali i pozwolili mu zakończyć trening przed czasem. Ja na szczęście z kondycją nigdy nie miałem większego problemu, więc jakoś przetrwałem początki. Ale przyznam, że po pierwszych dwóch tygodniach schodziłem z boiska dosłownie wykończony...

Ile razy już słyszałeś że za kilka lat możesz zostać gwiazdą? Takie słowa bardziej motywują, czy wywołują presję?

Zależy od człowieka, jakie ma podejście do tego wszystkiego. Jednym przez takie pompowanie balonika zwyczajnie odbija, a jeszcze innych motywuje do cięższej pracy. Jeżeli ktoś chce zostać zawodowcem, musi nauczyć się żyć i radzić sobie z presją, która jest nieodłączną częścią sportu na wysokim poziomie. Na szczęście należę do tych zawodników, których takie słowa wyłącznie motywują.

 

Chrzanowski wyprowadzający na boisko reprezentację Polski do lat 17. w meczu z Czarnogórą. Za jego placami bramkarz Liverpool FC, Kamil Grabara.

Pogadajmy o twoim idolu. Porównania do Kamila Glika bardziej męczą czy dodają  skrzydeł? Widzisz siebie jako lidera dorosłej kadry za kilka lat wzorem byłego kapitana Torino?

Muszę cię zmartwić, ale... wzoruję się na Sergio Ramosie. Jak dla mnie jest to obecnie najlepszy środkowy obrońca na świecie. Natomiast porównania do Kamila są dla mnie wielką motywacją do dalszej pracy, bo wiem, że to, co robię idzie we właściwym kierunku. Nie wybiegam tak daleko w przyszłość, jednak występ w pierwszej reprezentacji Polski to jest marzenie każdego zawodnika w moim wieku. A co będzie, pokaże czas.

Jak wyglądają warunki życia obcokrajowca-nastolatka we Włoszech?

Do osiemnastego roku życia jestem... uziemiony w mieszkaniu, które zapewnił mi klub. Jest tutaj rygorystyczny regulamin, którego muszę przestrzegać. Codziennie o godz. 22 przychodzi opiekun z biura sprawdzając, czy jesteśmy w mieszkaniu w komplecie. Dzielę je z pięcioma kolegami z młodej Fiorentiny, stanowimy prawdziwą mieszankę wybuchową - są tutaj między innymi Brazylijczyk, Senegalczyk czy wspomniany Chorwat. Jak chcę gdzieś wyjść, rodzice muszą... wysłać do klubu e-maila z informacją: gdzie wychodzę, kiedy i na ile. Nie powiem, czasami jest u nas wesoło. Były momenty, że chcieli nas rozdzielić i zamienić mieszkania, bo podobno... były na nas skargi. Na szczęście tak się nie stało! Jak skończę osiemnaście lat, planuję się usamodzielnić.

Wybrałeś Włochy głównie ze względu na fakt, że to królestwo gry defensywnej?

Z menadżerem doszliśmy do wniosku, że aktualnie to jest najlepszy kierunek dla mojego rozwoju. Mogę tutaj nauczyć się bardzo wiele o poprawnej grze defensywnej, udoskonalić ją "po włosku". Raz w tygodniu mamy trening typowo dla defensywy. Spotykamy się na murawie pół godziny przed treningiem, a trener pokazuje nam co możemy poprawić jeśli chodzi o ustawienie, krycie, taktykę, grę strefami...

Jesteś pewnym punktem juniorskiego zespołu Fiorentiny, który po 14. kolejkach jest w czubie tabeli ligi młodzieżowej Primavera Youth. Myślisz już o debiucie w Serie A, czy boisz się, że Włosi nie zdecydują się na wykupienie cię z Lechii?

O debiucie w pierwszej drużynie staram się nie myśleć, bo na ten moment daleko mi do tego. Byliśmy liderem, ale niestety tylko przez jedną kolejkę... W sobotę przegraliśmy z Milanem 1:2. Mamy jednak zespół z takim potencjałem, że walka o triumf w lidze jest naszym obowiązkiem. Staram się nie myśleć o tym, czy Fiorentina mnie wykupi, czy nie... Przyszedłem tutaj, żeby się dalej rozwijać i nabrać większego doświadczenia, obycia w mocniejszej lidze, aby docelowo wrócić do Lechii już jako zawodnik gotowy na grę w Ekstraklasie.

 

Młoda Fiorentina ma wiele powodów do świętowania, bowiem po 14 kolejkach Primavery traci do lidera z Lazio zaledwie dwa punkty.


We Włoszech ostatnio zapanował trend na Polaków. Polak został kapitanem Torino, zaś legendarny Diego Maradona chwali pod niebiosa polski duet z Napoli. To w jakiś sposób ułatwia twój pobyt we Florencji?

Do każdego podchodzą tutaj tak samo. Nie ma różnicy, czy ktoś jest z Polski, czy z Brazylii, Hiszpanii... Każdy walczy o swoje. Codziennie na treningach każdy chce się pokazywać z jak najlepszej strony, zapomina o narodowości. Rywalizacja u nas w drużynie jest naprawdę duża, dlatego nie można się nawet na chwilę rozkojarzyć. Jeden gorszy mecz i można stracić miejsce w podstawowej jedenastce.

Na zakończenie spytaliśmy Adama o przepis na sukces dla innych polskich juniorów aspirującym do gry na Zachodzie. "W odniesieniu sukcesu najważniejszy jest trening oraz obranie celów do których będzie się dążyło".