Przemek Garczarczyk: Tylko 30 dni do rewanżowej walki z Krzysztofem Zimnochem w Szczecinie. Jak sparingi?

 

Mike Mollo: Tragicznie. Zupełnie mi to nie idzie, nic nie wychodzi w tym boksie. Wszystko zapomniałem...(śmiech). Może być na pocieszenie ducha i ekipy rywala?

 

Może być. Tak bardziej serio: jest jakaś zaplanowana przez Sama  Colonnę liczba rund sparingowych?

 

Nie ma. Czasami robimy mniej, czasami więcej. Wszystko zależy od obciążeń jakie mam przygotowując się do rewanżu  z Zimnochem. Bo ja idę cały czas na 100 procent. Inaczej nie potrafię. Robimy technikę, kondycję, sparingi. Cały dzień na sali. To lubię.

 

Nick Mazurek powiedział ostatnio, że jak chcesz sparingów, to wiesz gdzie go znaleźć. Sparujecie?

 

Jak mam to grzecznie i dyplomatycznie powiedzieć... Sparowaliśmy przed pierwsza walką, rok temu. Nick wie jak mocno biję. Mamy koleżeńskie relacje.

 

Mówisz o tym, jak dobrze się czujesz na sali treningowej, mając 37 lat. Zdaża ci się patrzeć na swoją karierę i zastanawiać, co by było gdyby?

 

37 lat to na ciężkiego  nie tak źle. Ostatnio trochę myślałem o przeszłości. Mając 28 lat byłem szósty w rankingu WBA. Wygrałem przez KO z McBride... i Don King, mój ówczesny promotor, przetrzymał mnie bez kolejnej walki przez pół roku, dając mi sparing w wykonaniu Zacka Page. Pół roku później był nokaut na Binkowskim i przegrane  na punkty walki z Andrzejem Gołotą w Madison Square Garden i to samo z Jameelem McCline w Chinach. Znowu 18 miesięcy przerwy, dwie walki, później trzy lata bez ringu bo miałem „promotorów”, którzy woleli sąd niż dbanie o moje pojedynki. No i Szpila. Wyboksowany na pewno nie jestem: osiem walk w osiem lat. Ale to już przeszłość. Teraz żyję tylko 25 lutego.  

Do Szczecina wybierasz się z żoną. Nie będziesz rozproszony?

 

Carrie to wspaniała i... bardzo twarda kobieta. Jeśli już, to będę ekstra zmotywywany. Pozdrawiam wszystkich kibiców. Wracam do pracy bo pas międzynarodwoego mistrza Polski wagi ciężkiej zobowiązuje.