W niedzielę 22 stycznia w mieszkaniu sportowca na warszawskim Mokotowie doszło do zwarcia w lampkach zawieszonych na choince. W tym czasie Korzeniowski przebywał na pucharze świata w Zakopanem. W apartamencie przebywała jego żona Magdalena oraz 6-letni syn. To właśnie chłopiec zauważył dym, wybiegł na balkon i zawołał pomoc.

 

– W całej klatce było pełno dymu. Nie dało się oddychać. Na szczęście jeden z mieszkańców pukał do wszystkich drzwi w kamienicy i informował, że jest pożar. Przestraszyłam się i tak szybko, jak tylko mogłam, wybiegłam na podwórko – powiedziała ”Faktowi” starsza pani mieszkająca w tej samej klatce.

 

Żona polskiego chodziarza walczyła z ogniem do tego stopnia, że poparzyła sobie twarz i ręce i musiała udać się do szpitala. Jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Całą sytuacje potwierdził za pośrednictwem Facebooka Korzeniowski.