Piłka nożna

Prezes Ekstraklasy: Klasyczna liga – 16 lub...

Piłka nożna

Prezes Lecha Poznań: ESA 37? Jesteśmy...

O tej Łodzi to prezes chyba przez sentyment mówi – gdzie jest Widzew? Gdzie ŁKS?!?

Widzew w 3. lidze, ale stoi za nim rzesza kibiców. Łódzki klub sprzedał aż 8 tysięcy abonamentów! Ile jest klubów w Ekstraklasie, które sprzedało więcej? Pewnie kilka jest, ale dosłownie kilka. Bo Widzew to marka – to tradycja, biorąca się z historii. U nas ciągle brakuje kibiców, którzy przychodzą na swój klub – na dobre i złe. Bez względu na to, czy jest w czołówce, w strefie spadkowej, czy też w niższej lidze. Na klub chodzi się, bo się go po prostu kocha. A u nas – nawet w Ekstraklasie – chodzi się na przeciwnika. Przyjeżdża Legia, to stadion się zapełnia. W dłuższej perspektywie to się musi zmienić. I naprawdę nie bójmy się mówić o tej perspektywie – nawołuję do  myślenia o strategii – tylko to pozwoli nam iść naprzód w Europie. Proszę zobaczyć, jak zmieniła się reprezentacja Polski. Jest strategia, sztab trenerów, który pracuje od rana do nocy, a nie  pojawia się w związku raz w miesiącu – po wypłatę. Oczywiście jest ciekawe pokolenie piłkarzy, ale nie było tego pokolenia wcześniej – w 2012 roku?


Elementem strategii PZPN jeśli chodzi o szkolenie jest nowy wiceprezes ds. szkolenia – Marek Koźmiński, a także zaangażowanie doradcy ds. sportowych, Piotra Burlikowskiego?

Marek energicznie rozeznaje się w pewnych kwestiach. W marcu zaprezentujemy, jakie są nasze plany, poczynając od reformy Centralnej Ligi Juniorów. Początkowo były cztery grupy, później dwie, a teraz chcemy aby była jedna, ale z odpowiednim zapleczem finansowym – tak, aby piłkarze 18, 19-letni rywalizowali z najlepszymi w tej kategorii wiekowej i po takim przetarciu mogli trafić do zawodowych klubów. Na pewno podejmiemy kwestię licencji trenerów – zaprezentujemy spójny system, w którym chcemy obniżyć koszty szkolenia... Co do Piotra Burlikowskiego – jak to doradca, niech patrzy na wiele spraw, aby nie za często wypowiadać się publicznie, ale nadzwyczaj często formułować dla mnie ciekawe wnioski.

Na koniec – co pan powie na temat systemu VAR – „Video Assistant Referee”?

Moja piłka się kończy...

Aż tak?

Aż tak! Żyję futbolem pół wieku i jakoś nie przeszkadzała mi polemika. Futbol to gra kontaktowa – wie pan, która dyscyplina zespołowa najbardziej przypomina piłkę nożną?


Rugby?

W moim przekonaniu piłka ręczna. I tam również gra jest mocno kontaktowa. I jest mnóstwo dyskusyjnych sytuacji, jeśli chodzi o interpretację gry faul. Podobnie jest w piłce ręcznej i tam jakoś nikt nie sięga po analizę wideo. W piłce nożnej jest ogromna presja ze strony mediów. I działacze poddają się tej presji. Mogę zrozumieć „Goal-line technology”. Jednak VAR - czyli „Video Assistant Referee” - rodzi dużo poważniejsze implikacje. Kto będzie podejmował decyzje? Arbiter główny? Już nie – takiś pan za kulisami. Może za „sterami” - przed telewizorami – zasiądzie Michał Listkiewicz...


Michał liczy już 63 lata...

Przecież nie musi biegać po boisku – pomieszczenie z monitorami i mniej lub bardziej wygodny fotel. Mecz w kontrowersyjnej sytuacji będzie przerwany – na minutę lub dwie. Co w tym czasie z widzami na stadionie? Poza tym najważniejsze kwestia – interpretacji. Z jednej kamery powtórka – faul. Z drugiej kamery – nie ma faulu. Z trzeciej – może faul. Rozmawiałem właśnie z Roberto Rosettim, który we Włoszech odpowiada za wprowadzenie VAR. To naprawdę złożona operacja. Kosztowna, w której pojawia się wiele problemów.

Analiza wideo wykorzystywana jest w tenisie i w siatkówce...


Tak, ale rywale są po dwóch stronach siatki. Dotyczy to sytuacji innych, niż faul, który tak naprawdę często podlega dyskusji. To kwestia interpretacji, jakże charakterystycznej dla futbolu. Ile razy szło się na stadion, a kibice krzyczeli „sędzia kalosz” albo – jak to czasy się zmieniły! - „sędzia chuj”. A teraz przychodzi czas na piłkę, hm, jak ją nazwać, „stechnologizowaną”... A i tak nie uniknie się sytuacji, które będą kontrowersyjne, które rozpalą polemikę. Gra jednak stanie się inna – dłuższa, rwana...

FIFA narzuca rewolucję w wielu obszarach...

Wielu pędzi na świecie z prędkością 180 kilometrów na godzinę – a tak się nie da... Coraz więcej polemiki, problemów, kłótni. Brakuje spokoju, wyważenia racji, spokojnej narracji, w której można poznać argumenty. Chodzę do kina, ale jakoś po tygodniu często nie pamiętam nawet tytułu filmu. Człowiek wspomina sceny, czy dialogi z filmów z lat 60, czy 70-tych XX wieku. Teraz to wszystko jest powierzchowne, płytkie, charakterystyczny jest pęd do innowacji.

Czy w tym pędzie do innowacji nie chciał błysnąć Marco Van Basten, świetny piłkarz, który zabrał głos w sprawie zmiany przepisów. Warto dodać, że Van Basten nie zabrał głosu jako były zawodnik, czy trener. To obecnie dyrektor w FIFA...

Znam Marco dość dobrze. To fajny gość. Jednak inteligencja nie polega na głoszeniu pomysłów, których nawet się dokładnie nie przeanalizuje. Van Basten palnął głupotę o futbolu bez spalonych. Jakoś piłka nożna mogła funkcjonować ponad 100 lat w oparciu o przepisy, które wymyślono w XIX wieku, a teraz nagle historia uległa przyspieszeniu. Jednak mówić, że można znieść przepis o spalonym, to tak jakby wyrzucić dawne przepisy do kosza. W imię czego? Jak spotkam Marco, to poproszę go, żeby jednak zajął się poważniejszymi sprawami – choćby zaangażował się w skuteczność systemu FIFA „solidarity contribution” („mechanizm solidarności”). System został wprowadzony w 2011 roku i polega na tym, że w przypadku transferów piłkarzy między klubami różnych federacji 5 procent sumy odstępnego ma trafić na konta klubów, które prowadziły danego zawodnika od 12 do 23 roku życia.

System „solidarity contribution” jakoś działa...

Z naciskiem na „jakoś”...

PZPN pomaga naszym klubom – tym z młodości Grzegorza Krychowiaka, czy Arkadiusza Milika...

PZPN stara się we wszech miar pomóc. Jednak chodzi o wprowadzenie konkretnej regulacji, która powodowałaby, że płatność dla klubów, które wychowywały, następowałaby przez federację. Proszę sobie wyobrazić, że Real Madryt kupuje z Bayernu Monachium Roberta Lewandowskiego za 100 milionów euro. I 5 milionów euro jest do dystrybucji w ramach „solidarity contribiution”...

Te pieniądze trafiłby na konta Varsovii, gdzie „Lewy” był sześć lat, Delty, Legii, Znicza i Lecha, ba, nawet Borussii Dortmund.

I myśli pan, że Varsovia wiedziałaby, jak przeliczyć, ile im się należy? I wiedziałaby jak skontaktować się z Realem Madryt, aby wystawić „Królewskim” fakturę? A tam w Madrycie na pewno czekają na maile i telefony ze świata – od maluczkich, którym należne są pieniądze. Uważam, że federacja krajowe powinny mieć wgląd w kontrakty między klubami – tak jak jest teraz – ale i powinny zabezpieczać egzekucję pieniędzy. I w tym rola choćby Marco Van Bastena, który pracuje w FIFA. Ja na razie pukam, stukam, trąbię, ale za chwilę zacznę krzyczeć.

Skąd ten opór?

Bo się nie płaci - mały klub z Afryki, czy Ameryki Południowej, a często i z Europy nie jest w stanie wyegzekwować należnych pieniędzy. Niedawno zaległości z tytułu „solidarity contribution” sięgały pół miliarda euro!

Pół miliarda euro! Chryste Panie!

I to są sprawy do rozwiązania na dziś, a nie dywagacje, jak wyglądałby futbol bez spalonych.