"Za każdego seta, którego wygramy, stawiam piwo wszystkim obecnym w hali. Jeśli wygramy mecz, każdy dostanie całą zgrzewkę" - mówił Heynen przed meczem w Friedrichshafen.

 

W pierwszym spotkaniu ulubieńcy niemieckiej publiczności stanęli na wysokości zadania i okazali się lepsi od Wilfredo Leona oraz jego kolegów w drugim secie. Wygrali 25:23, lecz w całym spotkaniu górą byli zawodnicy z Kazania (1:3).

 

Heynen obietnice spełnił: "Musiałem kupić 2,5 tysiąca butelek piwa po poprzednim meczu, a jedna butelka kosztuje około 1 euro” - mówił.

 

Na konferencji prasowej, również dziennikarze otrzymali po butelce.

 

 

Przed drugim meczem złożył taką samą obietnicę i też było blisko. We wtorek jego zespół, mimo że przegrał 0:3 to zaprezentował się z bardzo dobrej strony i miał szanse na „urwanie” seta gospodarzom spotkania. Druga partia zakończyła się wynikiem 40:38 dla Zenitu.

 

"Nie mogę powiedzieć, że jestem zadowolony, bo przegraliśmy, ale jestem zadowolony ze stylu w jakim dziś zagrał mój zespół. Dowiedzieliśmy się bardzo dobrą lekcję z tej gry" - powiedział Heynen i dodał: „Może to dobrze, że Zenit wygrał drugiego seta 40:38. Przynajmniej żona nie będzie musiała mnie zabić" – żartował.