Paweł Wojtala: Tak - z „Jusko” i „Bosym” - zostaliśmy działaczami!

Piłka nożna
Paweł Wojtala: Tak - z „Jusko” i „Bosym” - zostaliśmy działaczami!
fot.Cyfrasport

„Lato zabetonował stary układ” - mówi Paweł Wojtala - „Boniek swoim nazwiskiem od razu przyczynił się do innego postrzegania PZPN-u”. Wojtala latem 2016 roku wygrał wybory w Wielkopolskim Związku Piłki Nożnej i zaczął personalną rewolucję. 44-letni działacz: „To konieczność, zaniedbania były w każdym aspekcie. Marketing? Zero”.

Paweł Wojtala, Andrzej Juskowiak i Bartosz Bosacki – jeszcze niedawno kopali piłkę w Lechu, na Zachodzie, w reprezentacji. Od pół roku rządzą w Wielkopolskim Związku Piłki Nożnej. Hasło rzucił ten pierwszy, stając do walki o prezesurę ze Stefanem Antkowiakiem. Wydawało się, że Antkowiak „zabetonuje” związek na kolejną kadencję, a tymczasem latem 2016 roku Wojtala wygrał. Ba, jesienią dostał się również do zarządu PZPN.

Roman Kołtoń: Jak się czujesz w roli Człowieka Roku w Wielkopolsce? „Głos Wielkopolski” nominował Cię z hasłem: „Działacz sportowy, wizjoner”. W uzasadnieniu czytamy: „Od razu wniósł świeży powiew i wprowadził nowe pokolenie na stanowiska w skostniałej strukturze Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej”.

 

Paweł Wojtala: Spokojnie, spokojnie – to tylko nominacja, wyróżnienie. Czuję się zaskoczony i zarazem... zobowiązany.

 

Odpowiadasz jak rasowy dyplomata. Nawet nie polityk, a właśnie dyplomata...

 

Powiem tak – chciałem usprawnić Wielkopolski Związek Piłki Nożnej i na pewno początek został zrobiony.

 

Wiosną 2016 roku zastanawiałeś się, czy kandydować. Za rywala miałeś Stefana Antkowiaka, który rządził już trzecią kadencję i chciał zostać na jeszcze jedną. Antkowiak miał mocną pozycję – tak się przynajmniej wydawało. Wierzyłeś, że możesz pokonać tego działacza z krwi i kości?

 

Czy wierzyłem? Jak już wystartowałem, to tak. Jednak grono tych, co we mnie wierzyli, było bardzo nieliczne. Zresztą sam się mocno zastanawiałem. Miałem propozycję, aby znaleźć się we władzach obok Stefana Antkowiaka. Jednak uznałem, że chcę pracować na swój rachunek. Jeśli wygram, dokonam gruntownych zmian – takie było moje przeświadczenie. Aby wygrać musiałem odbyć mnóstwo rozmów – ostatnie dwa-trzy miesiące przed wyborami to były ciągłe podróże i dyskusje. Dzień przed wyborami, tak jakoś koło godziny 22, zacząłem układać przemówienie na wybory. I poczułem wtedy, że cały stres odchodzi. Wiedziałem, że teraz już ode mnie to nie zależy. Jeśli miałem przekonać ludzi, to... przekonałem ich w ostatnich miesiącach.

 

Byłem świadkiem Twojej wymiany zdań ze Stefanem Antkowiakiem – w marcu 2016 roku - w kuluarach meczu Polska – Serbia w Poznaniu. Ówczesny prezes Wielkopolskiego ZPN powiedział z uśmiechem na twarzy, że będziesz jego następcą, ale za cztery lata. Pośmialiśmy się wspólnie. Pomyślałem, że skusi cię ta oferta. Cztery lata wiceprezesury u starego wygi...

 

Oj, kuszony byłem jeszcze nie raz... Podchody trwały prawie do ostatniej chwili. Było jednak grono ludzi z okręgów, które mówiło – Paweł startuj, nie oglądaj się na to, co jest. Pomyśl o tym, co ma być.

 

Czy prezes Antkowiak był zaskoczony przebiegiem zjazdu wyborczego 6 sierpnia 2016 roku?

 

Myślę, że było to dla niego trudne przeżycie. Na pewno nie dopuszczał do siebie myśli o porażce. Chciał odejść, ale po decyzji, którą sam podejmie – za cztery lata...

 

Zacięta była rywalizacja?

 

Bez wątpienia. Ostatecznie wygrałem 79 do 67. I tych 67 to ludzie, których chciałbym przekonać – a przynajmniej gros z nich – w trakcie tej kadencji. W wyborach startowało czterech kandydatów. W pierwszej turze Antkowiak zgromadził 65 głosów, a ja 51. Już przed nią wielu mówiło – jeśli dojdzie do drugiej tury, wygrasz. I tak się stało.

 

Czujesz, że jesteś „baronem”? Nawet prezes Zbigniew Boniek łapie się na tym, że nazywa szefów szesnastu wojewódzkich związków piłki nożnej „baronami”.

 

Jaki ze mnie „baron”?!? Przecież mam dopiero czterdzieści parę lat. Jest kilku innych szefów związków w moim wieku, a najmłodszy z nas – Marek Łukiewski liczy 30 „wiosen”.  

 

Krygujesz się, ale to medialne określenie chyba jeszcze długo będzie w użytku – bez względu na wiek „baronów”.

 

Co zrobić (ze śmiechem)...

 

Zostawmy słowo „baron” - odpowiada ci określenie działacz?

 

Nie mam z tym żadnych problemów, choć nie ma co ukrywać, że konotacja tego słowa w opinii publicznej jest negatywna. Działacz kojarzy się z kimś z PRL-u. Gdzieś też oddaje tych ludzi, którzy parali się korupcją. Działali – brali za telefon i kombinowali, jak mogli. Jednak wielu ludzi z zapałem pracowało, aby ich kluby naprawdę mogły pochwalić się seniorami, czy juniorami. Bez ich chęci, zapału i zaangażowania nie byłoby wielu klubów w B-klasie, czy okręgówce. Działacz to często starszy pan, społecznik. Dziś połączyłbym to określenie ze słowem menedżer, czyli ten który zarządza – klubem, czy też wojewódzkim związkiem albo jakąś strukturą wewnątrz. Chyba w tym wywiadzie nie będziemy się spierać o nazewnictwo. Można mnie śmiało określić słowem „działacz”. I pewnie Andrzej Juskowiak, który w Wielkopolskim Związku Piłki Nożnej opowiada za pracę z młodzieżą, też nie obrazi się na to hasło. Ba, pewnie nie obrazi się również Bartosz Bosacki, który odpowiada u nas za marketing.

 

Wojtala, Juskowiak, Bosacki – trudno nie mówić o rewolucji w WLKP!

 

Na pewno na kluczowych stanowiskach nastąpiła rewolucja. To była konieczność – zaniedbania były w każdym aspekcie działalności. Pełniącym obowiązki dyrektora biura został Maciej Chłodnicki, trenerem koordynatorem Marcin Drajer. Zmiany nastąpiły również w wydziale gier – tam jest bardzo młody, prężny wiceprzewodniczący wydziału.

 

Dalsza część na drugiej stronie.

 

 

Rozumiem, że wydział gier jest kluczowy...

 

Absolutnie! Myślę, że jego praca już jest odczuwalna w... tak zwanym „terenie”...

 

(Śmiech) – ja mówię o „baronach”, a Ty o „terenie”.

 

Cóż, terminologia funkcjonuje od kilkudziesięciu lat. Trudno ją odrzucić. Tak, czy inaczej chcemy, żeby system funkcjonował sprawnie – i jeśli chodzi o planowanie, i jeśli chodzi o weryfikację. Cały czas zabiegamy, aby wszystko odbywało się za pomocą systemu Extranet. Naprawdę czas na pracę drogą elektroniczną. Dotychczas tak nie było. Teraz propagujemy, prosimy, a dopiero gdy to nie daje efektu, zmuszamy. Naprawdę weryfikacja całych rozgrywek – od seniorów po żaków – może się odbywać przy pomocy Extranetu. To nie jest tak, że nie chcemy przyjmować delegacji z terenu. Wszyscy są serdecznie witani w progach wojewódzkiego związku – z istotnymi sprawami, czy wnioskami. Jednak nie w celu prowadzenia rozgrywek na co dzień.

 

A sprawy sędziowskie?

 

To w Wielkopolsce trudny temat...

 

Ze względu na przeszłość – na osobę Ryszarda F., „Fryzjera”?

 

Niewątpliwie, afera korupcyjna w której wielką rolę odegrał ten pan, wymiotła cała pokolenie arbitrów. Teraz musimy zachęcać do sędziowania. I będziemy to czynić. Środowisko w końcówce rządów Stefana Antkowiaka było bardzo skłócone, adresowano mnóstwo wzajemnych pretensji. Teraz sytuacja się uspokoiła. Ludzie trochę inaczej - mam przekonanie, że lepiej - się traktują. W najbliższych tygodniach chcemy ostatecznie zdiagnozować sytuację i zacząć marsz w górę. Aby nie było problemu z sędziami w meczach niższych klas, w rywalizacji dzieci i młodzieży, a z czasem, abyśmy doczekali się arbitra w Ekstraklasie.

 

Rozumiem, że nacisk postawisz jednak na pracę z dziećmi i z młodzieżą?

 

To nasza największa rola! Właśnie dlatego złożyłem propozycję współpracy Andrzejowi Juskowiakowi, który znał mechanizmy ze swojej aktywności na Wybrzeżu. Czuję, że w Polsce panuje boom na futbol. Nie ma co ukrywać, że ten boom wziął się z sukcesów reprezentacji, awansu Biało-Czerwonych do finałów EURO 2016 – w wielkim stylu. Z samego występu we Francji, gdzie znaleźliśmy się w ćwierćfinale. Boom to jedno, a wykorzystanie tego zjawiska to druga kwestia, z którą musimy się uporać. Chcemy rozwijać rozgrywki i turnieje...

 

Zaraz pewnie powiesz, że na to trzeba pieniędzy...

 

Ale ja wcale nie będę narzekał na brak środków...

 

Jak to? Prawie każdy narzeka...

 

Owszem, to są trudne tematy, ale po to wziąłem się za to z takimi ludźmi, jak „Jusko”, czy „Bosy”, abyśmy dali radę. Będą pieniądze – pozyskamy. Bartka nie było łatwo przekonać, ale jak się zdecydował, to na pewno da radę, bo to łepski facet. A sytuację, którą zastał, można określić jednym słowem... Czy nie powinienem być jednak dyplomatą?

 

Proszę mówić, jak jest, czy raczej jak było.

 

Ok – to pewnie żadna niespodzianka. Marketing w Wielkopolskim Związku Piłki Nożnej to było... zero. Więc czas na zmianę. Każdy zresztą pracuje nad swoją działką. Daję Bartkowi, czy Andrzejowi dużą autonomię, co nie znaczy, że nie będę inspirował... Klimat dla piłki zdecydowanie się poprawił. I to wcale nie dzięki EURO 2012, choć organizowaliśmy ten turniej. Ówczesne władze były jednak znienawidzone. Nie bójmy się tego słowa. PZPN to była jedna z najbardziej nielubianych organizacji w Polsce. Przyszedł Zbigniew Boniek i to odmienił – najpierw swoim nazwiskiem, a później pracą. To pierwsze miało kolosalne znaczenia. Ludzie z dnia na dzień inaczej spojrzeli na PZPN, na polską piłkę. Za tym przyszły konkretne działania, a także – nie ma co ukrywać – sukces reprezentacji, którą objął Adam Nawałka.

 

Boniek zadziałał na wyobraźnię w Polsce, a Wojtala w Wielkopolsce?

 

Spokojnie, spokojnie, proszę mnie do prezesa Bońka nie porównywać – za wysokie progi. Boniek jest jeden, niepowtarzalny.
Faktem jest, że były piłkarz w roli prezesa i jeszcze sobie radzi. Ty też były piłkarz – poradziłeś sobie z Antkowiakiem, a teraz radzisz sobie z materią.

 

Jeszcze niedawno trudno było spotkać byłych piłkarzy nawet w klubach. Jeśli już to w roli trenerów, czy asystentów. Raczej nigdy w gabinetach – na funkcjach różnych szczebli. To się zmienia – zarówno w klubach, jak i w wojewódzkich związkach. W klubach ta zmiana była bardziej naturalna. Środowisko działaczy w związkach jednak praktycznie wcale nie korzystało z byłych piłkarzy. A przecież eks-zawodnicy również szukają swojego miejsca w życiu. I myślę, że część potrafi się sprawdzić w zarządzaniu. Chyba masz rację, że zaszła zmiana pokoleniowa. Gdzieś tam zapoczątkował ją Boniek, czy Radek Michalski z Pawłem Kryszłowiczem cztery lata temu.

 

Grzegorz Lato też był piłkarzem...

 

I to jakim, ale... „zabetonował” stary układ. Boniek miał jednak zupełnie inny pomysł personalny. Nie ma porównania również, jeśli chodzi o strategię. Choć zawsze można dyskutować, którą kwestię jak można rozwiązać. Mam nadzieję, że prezes Boniek w drugiej kadencji nie będzie się obawiał „burzy mózgu”.  

 

Kluby narzekają, że tyle jest opłat na rzecz wojewódzkich związków.

 

Z czegoś budżet wojewódzkich związków musi się brać. Chcielibyśmy jednak ulżyć klubom. Koszty poprzednich władz były bardzo rozbudowane. Na pewno w Poznaniu zdołamy o 20 procent obniżyć koszt funkcjonowania biura. Celem samym w sobie nie może być jednak ograniczanie budżetu wojewódzkiego związku – celem jest sprawne funkcjonowanie w obszarach, które właśnie wojewódzki związek gospodaruje.

 

Problemem na dniach jest wyprowadzka ze stadionu Lecha.

 

I to jest dla mnie naprawdę palący problem – po dziesięciu latach przy Bułgarskiej związek musi się wyprowadzić niemal z dnia na dzień. Niewątpliwie siedziba była za duża. Teraz mamy otrzymać od Poznańskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji pomieszczenia na Golęcinie. Jednak tam wymagany jest remont i adaptacja. Szkoda, że nie możemy poczekać z pół roku na Lechu.

 

Zły jesteś na Lecha?

 

Następne pytanie...

 

Hm, prezes niezadowolony z „Kolejorza”?

 

Ujmijmy to tak – na Lecha nie jestem zły, zezłościła mnie cała ta sytuacja. Zresztą niezależna od władz Lecha...

 

Ciężkie jest życie działacza...

 

Czuję podtekst...

 

Chodzi o dwie Wigilie z rzędu w grudniu – w piątek Warszawa, w sobotę Hanower...

 

Trzeba się spotykać! Codziennie jestem w biurze – wpadam, rozmawiam, dyskutuję, staram się być do dyspozycji działaczy z regionu. Inaczej sobie tego zajęcia nie wyobrażam. A co do Wigilii – ta w Warszawie była PZPN-u. Dzień później – precyzując był nie Hanower, a Barsinghausen - tam była baza naszej kadry na Mundialu w 2006 roku. Piękny ośrodek, ciągle rozbudowywany. Wielkopolski Związek Piłki Nożnej współpracuje ze związkiem z Dolnej Saksonii. I warto te relacje podtrzymywać, zarówno w zakresie wymiany sędziów, jak i szkolenia trenerów, czy młodzieży. Na początku marca będziemy mieli kolejne efekty kooperacji, bowiem nasze kadry chłopców i dziewcząt jadą tam na zgrupowanie i mecze kontrole. W Barsinghausen miałem okazję kilka godzin rozmawiać z Reinhardem Grindelem, prezesem DFB – Niemieckiego Związku Piłki Nożnej. To zawsze cenne doświadczenie.

* * *
PAWEŁ WOJTALA (44 lata) – od 6 sierpnia 2016 roku prezes Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej. Wychowanek słynnej „trzynastki”, szkoły współpracującej z Lechem Poznań. Stamtąd jako 12-latek trafił do „Kolejorza”, gdzie grał do 1996 roku.  Z Widzewem Łódź awansował do Ligi Mistrzów. Później występował m.in. w HSV, Werderze, Legii, Lechu, Oberhausen. Karierę zakończył w 2007 roku. Pracował jako dyrektor sportowy w Zagłębiu Lubin. 12 meczów w reprezentacji.

 

ANDRZEJ JUSKOWIAK (46 lat) – wiceprezes wojewódzkiego związku piłki nożnej ds. młodzieży i organizacji szkolenia. Wychowanek Kani Gostyń, a w latach 1988-92 napastnik Lecha Poznań. W 1992 roku na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie świętował srebrny medal i koronę króla strzelców. Grał m.in. w Sportingu Lizbona, Olympiakosie Pireus, Borussii Moenchengladbach, Wolfsburgu, Energie Cottbus. 39 meczów w reprezentacji – 13 goli. Był trenerem napastników Lecha, a także członkiem zarządu Lechii Gdańsk, zajmującym się sprawami  szkoleniowymi.  

 

BARTOSZ BOSACKI (41 lat) – odpowiada w Wielkopolskim Związku Piłki Nożnej za marketing i komunikację. Jako obrońca – podobnie jak Wojtala – wychował się w SKS 13 Poznań, a następnie trafił do Lecha. Później trzy lata w Amice Wronki. Od 2002 roku znowu w Lechu, skąd wyjechał do Bundesligi – do 1. FC Nuernberg. W 2006 wrócił do Poznania i jeszcze przez pięć lat zakładał trykot „Kolejorza”. 20 meczów w reprezentacji – 2 gole (w pamiętnym meczu na Mundialu w 2006 roku z Kostaryką).

Roman Kołtoń, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze