Paweł Wojtala, Andrzej Juskowiak i Bartosz Bosacki – jeszcze niedawno kopali piłkę w Lechu, na Zachodzie, w reprezentacji. Od pół roku rządzą w Wielkopolskim Związku Piłki Nożnej. Hasło rzucił ten pierwszy, stając do walki o prezesurę ze Stefanem Antkowiakiem. Wydawało się, że Antkowiak „zabetonuje” związek na kolejną kadencję, a tymczasem latem 2016 roku Wojtala wygrał. Ba, jesienią dostał się również do zarządu PZPN.

Roman Kołtoń: Jak się czujesz w roli Człowieka Roku w Wielkopolsce? „Głos Wielkopolski” nominował Cię z hasłem: „Działacz sportowy, wizjoner”. W uzasadnieniu czytamy: „Od razu wniósł świeży powiew i wprowadził nowe pokolenie na stanowiska w skostniałej strukturze Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej”.

 

Paweł Wojtala: Spokojnie, spokojnie – to tylko nominacja, wyróżnienie. Czuję się zaskoczony i zarazem... zobowiązany.

 

Odpowiadasz jak rasowy dyplomata. Nawet nie polityk, a właśnie dyplomata...

 

Powiem tak – chciałem usprawnić Wielkopolski Związek Piłki Nożnej i na pewno początek został zrobiony.

 

Wiosną 2016 roku zastanawiałeś się, czy kandydować. Za rywala miałeś Stefana Antkowiaka, który rządził już trzecią kadencję i chciał zostać na jeszcze jedną. Antkowiak miał mocną pozycję – tak się przynajmniej wydawało. Wierzyłeś, że możesz pokonać tego działacza z krwi i kości?

 

Czy wierzyłem? Jak już wystartowałem, to tak. Jednak grono tych, co we mnie wierzyli, było bardzo nieliczne. Zresztą sam się mocno zastanawiałem. Miałem propozycję, aby znaleźć się we władzach obok Stefana Antkowiaka. Jednak uznałem, że chcę pracować na swój rachunek. Jeśli wygram, dokonam gruntownych zmian – takie było moje przeświadczenie. Aby wygrać musiałem odbyć mnóstwo rozmów – ostatnie dwa-trzy miesiące przed wyborami to były ciągłe podróże i dyskusje. Dzień przed wyborami, tak jakoś koło godziny 22, zacząłem układać przemówienie na wybory. I poczułem wtedy, że cały stres odchodzi. Wiedziałem, że teraz już ode mnie to nie zależy. Jeśli miałem przekonać ludzi, to... przekonałem ich w ostatnich miesiącach.

 

Byłem świadkiem Twojej wymiany zdań ze Stefanem Antkowiakiem – w marcu 2016 roku - w kuluarach meczu Polska – Serbia w Poznaniu. Ówczesny prezes Wielkopolskiego ZPN powiedział z uśmiechem na twarzy, że będziesz jego następcą, ale za cztery lata. Pośmialiśmy się wspólnie. Pomyślałem, że skusi cię ta oferta. Cztery lata wiceprezesury u starego wygi...

 

Oj, kuszony byłem jeszcze nie raz... Podchody trwały prawie do ostatniej chwili. Było jednak grono ludzi z okręgów, które mówiło – Paweł startuj, nie oglądaj się na to, co jest. Pomyśl o tym, co ma być.

 

Czy prezes Antkowiak był zaskoczony przebiegiem zjazdu wyborczego 6 sierpnia 2016 roku?

 

Myślę, że było to dla niego trudne przeżycie. Na pewno nie dopuszczał do siebie myśli o porażce. Chciał odejść, ale po decyzji, którą sam podejmie – za cztery lata...

 

Zacięta była rywalizacja?

 

Bez wątpienia. Ostatecznie wygrałem 79 do 67. I tych 67 to ludzie, których chciałbym przekonać – a przynajmniej gros z nich – w trakcie tej kadencji. W wyborach startowało czterech kandydatów. W pierwszej turze Antkowiak zgromadził 65 głosów, a ja 51. Już przed nią wielu mówiło – jeśli dojdzie do drugiej tury, wygrasz. I tak się stało.

 

Czujesz, że jesteś „baronem”? Nawet prezes Zbigniew Boniek łapie się na tym, że nazywa szefów szesnastu wojewódzkich związków piłki nożnej „baronami”.

 

Jaki ze mnie „baron”?!? Przecież mam dopiero czterdzieści parę lat. Jest kilku innych szefów związków w moim wieku, a najmłodszy z nas – Marek Łukiewski liczy 30 „wiosen”.  

 

Krygujesz się, ale to medialne określenie chyba jeszcze długo będzie w użytku – bez względu na wiek „baronów”.

 

Co zrobić (ze śmiechem)...

 

Zostawmy słowo „baron” - odpowiada ci określenie działacz?

 

Nie mam z tym żadnych problemów, choć nie ma co ukrywać, że konotacja tego słowa w opinii publicznej jest negatywna. Działacz kojarzy się z kimś z PRL-u. Gdzieś też oddaje tych ludzi, którzy parali się korupcją. Działali – brali za telefon i kombinowali, jak mogli. Jednak wielu ludzi z zapałem pracowało, aby ich kluby naprawdę mogły pochwalić się seniorami, czy juniorami. Bez ich chęci, zapału i zaangażowania nie byłoby wielu klubów w B-klasie, czy okręgówce. Działacz to często starszy pan, społecznik. Dziś połączyłbym to określenie ze słowem menedżer, czyli ten który zarządza – klubem, czy też wojewódzkim związkiem albo jakąś strukturą wewnątrz. Chyba w tym wywiadzie nie będziemy się spierać o nazewnictwo. Można mnie śmiało określić słowem „działacz”. I pewnie Andrzej Juskowiak, który w Wielkopolskim Związku Piłki Nożnej opowiada za pracę z młodzieżą, też nie obrazi się na to hasło. Ba, pewnie nie obrazi się również Bartosz Bosacki, który odpowiada u nas za marketing.

 

Wojtala, Juskowiak, Bosacki – trudno nie mówić o rewolucji w WLKP!

 

Na pewno na kluczowych stanowiskach nastąpiła rewolucja. To była konieczność – zaniedbania były w każdym aspekcie działalności. Pełniącym obowiązki dyrektora biura został Maciej Chłodnicki, trenerem koordynatorem Marcin Drajer. Zmiany nastąpiły również w wydziale gier – tam jest bardzo młody, prężny wiceprzewodniczący wydziału.

 

Dalsza część na drugiej stronie.