Staszewski: O Legię nie trwa bitwa, a wojna. Kto mówi prawdę? Ujawniamy kulisy burzy

Piłka nożna
Staszewski: O Legię nie trwa bitwa, a wojna. Kto mówi prawdę? Ujawniamy kulisy burzy
fot. PAP

W czwartek rozpoczęło się decydujące starcie o warszawską Legię. Może być ono długie i wyniszczające, ale żadna ze stron nie ma już wyboru. Zwycięzca weźmie wszystko. Ujawniamy kulisy wczorajszej burzy, która wstrząsnęła legijnym środowiskiem. Dotarliśmy m.in. do e-mailowej korespondencji zwaśnionych stron.

Czwartek był bez wątpienia najgorętszym dniem spośród wszystkich trzydziestu trzech w 2017 roku. Bo choć w Warszawie od rana temperatura powietrza nie przekraczała jednego stopnia, to popołudniu atmosfera rozżarzyła się wyjątkowo, szczególnie w okolicach stadionu Legii. W relacjach udziałowców klubu, Dariusza Mioduskiego, Macieja Wandzla i Bogusława Leśnodorskiego, którzy od kilku miesięcy toczą bitwę o stołeczną władzę, bywało już gorąco i nerwowo, ale tak jak wczoraj – chyba jeszcze nie było.

Starcie o to, kto będzie decydował o przyszłości mistrzów Polski, weszło w decydującą fazę. A skoro Legia to klub niegdyś wojskowy, to taka właśnie terminologia pasować będzie tu jak ulał: 2 lutego prowadzona od dawna wojna pozycyjna, przez błyskawiczny atak, przeszła do wojny totalnej. Ta ze słownikowej definicji „prowadzona jest wszelkimi dostępnymi środkami”. Legijna również wskoczyła na inny poziom. W Warszawie nie ma już nikogo, kto wciąż wierzy w eleganckie starcie na szpady przy ul. Łazienkowskiej.

Niespodziewany atak

9 października 2016 r. Mioduski, większościowy udziałowiec Legii, niespodziewanie ogłosił wycofanie się z bieżącej działalności Legii. W opublikowanym oświadczeniu biznesmen poinformował: „W toczącym się sporze, dalsze rozmowy pomiędzy wspólnikami powinny odbywać się w gabinetach. Mam jednak świadomość, że wykorzystywane są wszelkie dostępne możliwości, sprawiające, że dochodzenie moich praw będzie procesem długotrwałym (…) Dlatego, nie mając zaufania do zarządu, w pełni odsuwam się od bieżącej działalności klubu i rezygnuję z prowadzenia nadzorowanych przez mnie projektów”. Ogłosił także ciszę medialną: „Dodatkowo informuję, że nie będę w najbliższym czasie udzielał mediom żadnych dodatkowych informacji ani komentarzy”.

Silenzio stampa przerwana została w czwartkowe popołudnie (choć już wcześniej, 13 stycznia, Mioduski wydał oświadczenie odnoszące się do tekstu Romana Kołtonia). W rozmowie telefonicznej 53-latek poinformował nas, a także dziennikarzy sport.pl, o „zerwaniu negocjacji”. W wywiadzie, który ukazał się na Polsatsport.pl, tłumaczył: „Wierzę, że to gra moich rywali, że przeciągają linę. Może nie mają jeszcze środków, może nie mają czasu. Jeżeli będą chcieli, to muszą zgodzić się na te dwie kwestie w formie, jaką proponuję. Jeżeli nie zgodzą się, to znaczy, że mają inne motywacje”. I dodał, wyjaśniając dlaczego nie doszło do czwartkowego spotkania: „W środę wieczorem otrzymałem maila w którym panowie poinformowali mnie, że ze spotkania nici”.

Według biznesmena Wandzel i Leśnodorski proponowali mu zawarcie w umowie punktów, które miały by zezwolić na wykupienie udziałów za pomocą środków własnych klubu, a także naciskali na zdjęcie odpowiedzialności z Zarządu za jego dotychczasowe działania. Na to nie chciał zgodzić się Mioduski. I zapowiedział, że w tej kwestii będzie nieugięty.

Spotkanie wciąż w planach

Tuż po rozmowie z Mioduskim podjęliśmy próby skontaktowania się z prezesem Legii Bogusławem Leśnodorskim, a także Maciejem Wandzlem. Jeszcze przed publikacją rozmowy z Mioduskim udało się porozmawiać z tym drugim. Wandzel w ostrych słowach odniósł się do zarzutów współudziałowca: „Niestety, ale to w stu procentach nieprawda. Przykro mi o tym mówić, ale Darek zachowuje się nieetycznie zarówno upubliczniając szczegóły poufnych rozmów, jak i mówiąc po ludzku nieprawdę. Nikt nie zerwał rozmów”. Wandzel odmówił także komentowania szczegółów negocjacji, twierdząc, że „byłoby to nieprofesjonalne”.

Jego zaskakujące słowa o nieprzerwanych negocjacjach potwierdził członek Zespołu Mediacyjnego Polskiej Rady Biznesu, Wojciech Kostrzewa, który obecnie przebywa w Stanach Zjednoczonych. Jeden z głównych mediatorów poinformował nas drogą elektroniczną: „Potwierdzam, że na najbliższy wtorek 7 lutego zaplanowane jest spotkanie Grupy Mediacyjnej PRB z udziałem wszystkich udziałowców Legii”. W związku z napiętą atmosferą Kostrzewa wyjątkowo zgodził się na upublicznienie naszej korespondencji.

Co kryją e-maile?

Udało nam się dotrzeć do fragmentów kilku korespondencji których adresatami, poza Mioduskim, Wandzlem, Leśnodorskim oraz prawnikami, byli m.in. członkowie Zespołu Mediacyjnego Polskiej Rady Biznesu. W e-mailu datowanym na 1 lutego Wandzel poinformował o braku porozumienia w kilku kwestiach. Wyjaśnił, że w związku z tym zmuszony jest odwołać czwartkowe spotkanie. Do tego momentu treść wiadomości pokrywa się ze słowami jego oponenta. Wandzel nie zrywa jednak negocjacji, lecz chce „odwołać się do autorytetu zespołu mediacyjnego” prosząc o spotkanie w najbliższym czasie. Intencje wydają się być jasne – dalsza chęć do rozmów.

Dotarliśmy również do wiadomości z 27 stycznia. Według Mioduskiego negocjatorzy Wandzla opuścili salę, przerywając rozmowy. E-mail potwierdza sam fakt zakończenia dyskusji, widzimy w nim jednak, że nadawca wyraźnie zaznacza, że nie jest to zerwanie rozmów, a jedynie „danie sobie czasu”.

W teorii staliśmy się mimowolnymi świadkami czeskiego filmu, który uporządkowany nabiera jednak sensu. Na wtorkowym spotkaniu Mioduskiego z Wandzlem, ten pierwszy zażądał zgody duetu rywali na akceptację swoich postulatów (jak twierdzi, dotyczących akceptacji odpowiedzialności Zarządu i możliwości wykorzystania środków klubu przy procedurze zakupu). Zgody jednak nie było, o czym Wandzel poinformował w e-mailu. Rozwiązaniem, jakie zaproponował, były rokowania z udziałem członków Zespołu PRB, które umówione zostało na 7 lutego o godz. 19. Brak konsensusu Mioduski odebrał jako porzucenie negocjacji – jak sam wyjaśnił, nie jest zainteresowany innym wyjściem niż to, które zaproponował we wtorek. A więc w tej chwili Wandzel nie godzi się na żądania Mioduskiego, ale wciąż chce rozmawiać, natomiast Mioduski nie chce, bo… Wandzel nie godzi się na jego postulaty. Faktem jest, że rozmowy nie zostały zerwane. Obaj panowie znaleźli się natomiast w martwym punkcie.

Racja mojsza, niż twojsza

„Wróćmy do sedna sprawy. Nie zgadzam się na wykup z pieniędzy Legii. To żelazny warunek. Odrzucony przez MW i BL. #dobroLegii” – jeszcze w czwartek napisał na swoim twitterowym koncie Dariusz Mioduski. Tym samym dał jasno do zrozumienia, że najistotniejszą dla niego kwestią jest zablokowanie tzw. wykupu lewarowanego. Sęk w tym, iż z obozu Wandzla i Leśnodorskiego płynie jasny przekaz, że… nikt takim wykupem zainteresowany nie jest, a obie strony od miesięcy poszukują zewnętrznych inwestorów.

W czwartek wieczorem Mioduski poinformował nas w krótkiej wiadomości: „Jeżeli nie ma problemu z dwoma kwestiami, które poruszyłem, to do stołu mogę wrócić w każdej chwili. Pozdrawiam”.  

W tej chwili o Legii wciąż chce decydować każdy z obozów. Jeden twierdzi, że negocjacje są zakończone, choć wcale nie są, drugi chce rozmawiać, choć nie na wszystkich warunkach tego pierwszego. Biznesmeni z Polskiej Rady Biznesu, którzy mieli prowadzić mediacje, oczekują na wtorkowe spotkanie i potwierdzają gotowość do pomocy. Oby tylko wojna, jakkolwiek brutalna, nie zamieniła się w kultową scenę z „Dnia Świra”, gdzie „moja jest tylko racja i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza!”…

Sebastian Staszewski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze