Adam 'destru' Gil: Tytuł mistrza został Virtusom skradziony

Inne
Adam 'destru' Gil: Tytuł mistrza został Virtusom skradziony
fot. Galeria Rzeszów

Tuż po ELEAGUE Majorze, na którym polskie Virtus.pro zajęło drugie miejsce, o prestiżowych zmaganiach porozmawialiśmy z Adamem ‘destru’ Gilem. Jeden z ekspertów w studio Polsatu Sport News podsumował zorganizowany w Atlancie turniej, opowiadając o plusach i minusach imprezy, pozytywnych zaskoczeniach i zawodach. Zdradził nam również swoje drużynowe plany na przyszłość.

Szymon Groenke: Milion dolarów w puli nagród, szesnaście najlepszych drużyn na świecie, nowy system rozgrywek, świetna realizacja, ponad milion unikalnych widzów na Twitchu, relacja z imprezy w studio Polsatu Sport News, a w dodatku Virtus.pro w finale. Turniej organizowany przez ELEAGUE w Atlancie przyniósł nam naprawdę ogrom emocji. Po zakończeniu imprezy dało się usłyszeć głosy, że to najlepszy Major w historii.


Adam ‘destru’ Gil: Zgadzam się, że to najlepiej zrealizowany turniej rangi Major do tej pory - lecz uważam, że można to zrobić jeszcze lepiej, efektowniej, wzbudzając jeszcze większe zainteresowanie społeczności oraz podnosząc prestiż dla samych uczestników. W dobie rozgrywek z pulą nagród przewyższającą milion dolarów gdzieś te Majory zaczynają ginąć. Czekam zatem na kolejną petardę od Valve i organizatorów, którzy mam nadzieję, utwierdzą nas w przekonaniu, że Majory to turnieje numer jeden na świecie. Dla mnie osobiście była to wyjątkowa impreza ze względu na ogrom pracy włożonej w polską transmisję na Polsat Sport News. Zdecydowanie czekam na kolejne!


Przyjrzyjmy się więc niektórym z wymienionych wyżej punktów po kolei. Jak podobał Ci się – zarówno Tobie, jako doświadczonemu zawodnikowi, jak i Tobie, jako ekspertowi, widzowi, komentatorowi – nowy system szwajcarski?


Myślę, że to idealne rozwiązanie - zarówno dla graczy, którzy mogą skupić się w pełni na rozgrywanym w danym dniu pojedynku - jak i widzów, dla których widowisko trwa cały tydzień. Daje to też szansę drużynom, które wolniej się rozpędzają na dużych turniejach - i mieliśmy tutaj świetny przykład Astralis. Dodatkowo, losowanie uczestników spotkań po każdym dniu wyklucza element przygotowania się pod konkretnego przeciwnika. To dobre dla widowiska, a ponadto zwiększa ilość map rozgrywanych przez zespoły - jednocześnie zwiększając poziom turnieju.


No właśnie. Poziom turnieju. Kolejny punkt - uczestnicy. Tuż przed Majorem zapowiedziano trochę zmian w zespołach, które pojawiły się w Atlancie. Według informatorów roszady miałyby nastąpić m.in. w G2 Esports i Teamie EnVyUs, w fnatic i GODSENT. I chwilę po zakończeniu Majora – stało się. Wiązało się to z ryzykiem braku stuprocentowego zaangażowania przez graczy, którzy mogli poczuć się tymi zmianami dotknięci. No i koniec końców, w dużej mierze te zespoły (za wyjątkiem fnatic) nie awansowały do fazy pucharowej.


Miałem nadzieję, że zawodnicy będą chcieli pokazać się z dobrej strony - ale to nie zawsze wychodziło, przykładem może być Edouard ‘SmithZz’ Dubourdeaux. Solidne ekipy pokazały się lepiej na tym turnieju, jednak należy pamiętać, że przemyślane zmiany wnoszą do zespołu absolutnie nową jakość - idealnie widać to po Astralis i Natus Vincere.


O tej nowej jakości pomyśleli po imprezie gracze mousesports, ogłaszając powrót oskara. Następnie solidnie zaskoczyli się natomiast reprezentanci OpTic: stanisław niespodziewanie opuścił przecież formację, o której przed nowym rokiem mówiło się jak o faworytach Majora. I to chyba właśnie fatalna pozycja tej drugiej ekipy była jednym z większych zaskoczeń turnieju.


Wydaje mi się, że w przypadku OpTic i ich wcześniejszej wygranej to był jedynie jednorazowy wyskok. Nie wytrzymali presji, stąd też teraz zawirowania na scenie amerykańskiej. Kolejne zaskoczenie to słaba dyspozycja FlipSid3 Tactics, które odpadło po pierwszych trzech meczach.

 

A kto – pomijając na razie Virtusów – zaskoczył Cię pozytywnie. O Na’Vi i Astralis już wspomniałeś.


Z dobrej strony na pewno pokazało się Gambit Gaming. Byli sporym zagrożeniem dla Virtus.pro w ich ostatnim spotkaniu, w którym udało im się - pomimo przegranych pistoletówek - wygrać 10 rund z gry. To zespół, który ciągle jest na fali wznoszącej i robi niesamowity progres w bardzo krótkim czasie.


Emocje po finale już chyba opadły. Pamiętasz, jaka atmosfera panowała w studio Polsatu Sport News, gdy Virtus.pro walczyło o trofeum?

 

Wszyscy z zainteresowaniem oglądali spotkanie. Najmocniej emocjonował się chyba Janusz Kubski (ojciec Filipa ‘Neo’ Kubskiego, menadżer Teamu Kinguin – przyp. red.) – co nie powinno nikogo dziwić. To była wielka szansa dla VP na udowodnienie wszystkim, że nawet pomimo gorszego początku zeszłego roku oni ciągle walczą o miano najlepszych na świecie. Takiego meczu nie dało się oglądać na spokojnie.


Ostatecznie Polacy zdobyli srebrne medale po niezwykle zaciętym meczu z Astralis. Tak zaciętym, że niedosyt i świadomość tego, że pierwsze miejsce mieli prawie w kieszeni, może uwierać do dziś.


Zawiodła obrona i braki komunikacyjne. To aż dziwne, że w kilku rundach Polacy popełniali tak oczywiste błędy – mając tak ogromne doświadczenie. Runda 1 na 3 dla Andreasa 'Xyp9xa' Højsletha nie powinna się wydarzyć. Dodatkowo myślę, że nastąpiło rozluźnienie w decydującej fazie spotkania - 13:7 i teoretycznie łatwiejsza strona na de_train. Tytuł mistrza został im skradziony, zatem na pewno zobaczymy Virtusów w zaciętej walce o jego odzyskanie.


Nie da się jednak ukryć, że Polacy zaprezentowali się świetnie, zarówno indywidualnie, jak i drużynowo. Wygrali trzy mecze grupowe i z czystym kontem zaczęli w play-offach. Postawili się im dopiero Duńczycy. Oglądaliśmy zupełnie inną formacje niż podczas finałów World Electronic Sports Games w Chinach. Myślisz, że porażka z Teamem Kinguin była swego rodzaju nauczką?


To był kubeł zimnej wody wylany w najlepszym możliwym dla nich momencie. Nawet nie chodzi tutaj o naukę, tylko o przypomnienie – historia zna kilka przypadków kiedy Virtus.pro przegrywało mecz bądź mapę na polskie zespoły. Następował wtedy momentalny zwrot akcji. Sam pamiętam, jak wygraliśmy na turnieju w Kłomnicach de_nuke na ekipę Filipa. Ewidentnie mu się to nie spodobało i SAM wygrał z nami de_inferno, mając ponad 25 fragów, podczas gdy jego kompani mieli ich tylko po 3-4.


Wierzysz, że Virtusi są w stanie utrzymać taką formę przez kolejne miesiące? Tylko na przestrzeni nadchodzących tygodni czeka ich DreamHack Masters w Las Vegas i IEM w Katowicach. Czy może to Astralis – śladami SK Gaming sprzed jakiegoś czasu – zacznie przez kolejne pół roku dominować wszędzie, gdzie tylko się pojawi?


Faktycznie, scena układa się w okresy dominacji poszczególnych zespołów, zaczynając od Ninjas in Pyjamas, przez Team EnVyUs, fnatic, SK Gaming i być może teraz Astralis. Uwielbiam grę Duńczyków, bardzo lubię tych zawodników, natomiast oczywistą sprawą jest, że wolałbym okres dominacji Virtus.pro. Miejmy więc nadzieję, że przyszedł czas Polaków.

 

Co do samych zawodników, Olof ‘olofmeister’ Kajbjer napisał, że według niego Janusz ‘Snax’ Pogorzelski jest aktualnie najlepszym zawodnikiem na świecie. Wiktor ‘TaZ’ Wojtas pokazał natomiast, że wiek wcale nie przeszkadza mu w profesjonalnej grze. Długo nie widziałem tak dobrze grającego Wojtasa.


Grę Janka podsumuje jednym słowem – fenomenalna. Jeśli chodzi o TaZa, widać, że ma szczęśliwy okres w życiu i to przekłada się na jego formę. Martwi mnie trochę postawa Neo, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że jest obarczony prowadzeniem zespołu. Myślę, że jak wstrzeli się z formą, to Virtus.pro jako drużyna może być nie do zatrzymania.


Na samym początku wspomniałeś o ogromnie pracy włożonej w transmisję organizowaną przez Polsat Sport News. To bez wątpienia historyczna chwila. Byłeś w naszym studio jednym głównych ekspertów. Jak wspominasz tę przygodę?


Przede wszystkim, ogromnym zaszczytem było zasiadanie w studio podczas jednego z pierwszych transmitowanych turniejów w telewizji. Dużą frajdę sprawiła mi możliwość rozmowy z osobami, które w e-sport wkładają swoje serce nie od wczoraj i mogliśmy wspólnie powspominać początki oraz prześledzić drogę sportu elektronicznego. Warto również dodać, iż duża liczba osób do obsługi studia niewątpliwie wpłynęła na jakość transmisji. Mam nadzieję zatem, że widz – zarówno laik jak i osoba znająca się biegle na grze – odczuwał przyjemność z oglądania relacji.

 

 

 


Myślisz, że polska społeczność – nie tylko laicy, ale też długoletni fani e-sportu – jest gotowa na kolejne kroki związane z e-sportem w TV?


Tak, jak wspomniałem, mam nadzieję że jakość transmisji oraz specjalistyczne oceny analityków przyczynią się do jeszcze większego rozwoju i poszerzania grona fanów takich rozgrywek. A czy niezwiązany z e-sportem widz, skacząc po kanałach, zdecyduje się zostać na dłużej – to już zależy od podtrzymywania tej jakości przez prowadzących, zapraszania odpowiednich gości, jak i obsługi technicznej. Ktoś musi w umiejętny sposób wytłumaczyć tym ludziom, na czym polega gra i dlaczego potrafi być tak emocjonująca.


Zorganizowanie jednego z kolejnych Majorów w Katowicach, być może pod szyldem IEM, jest prawdopodobne? Wydaje mi się, że polska publika dałaby z siebie więcej niż ta z Atlanty.


Oczywiście, co roku publiczność w spodku udowadnia, że jest najlepsza na świecie. Za każdym razem mam tam ciarki. I mam wrażenie, że Major odbędzie się w Katowicach szybciej niż może się nam wydawać.


Oprócz działalności – nazwijmy to: komentatorsko-eksperckiej – nadal aktywnie grasz w Counter-Strike’a. Aktualnie reprezentujesz barwy VenatoreS. Zmiany, które dotknęły kilka ekip w Polsce, nie ominęły również Was. Jak zareagowałeś, gdy Sebastian ‘NEEX’ Trela poinformował, że odchodzi.


Nie będę ukrywał, że byłem rozczarowany. Każdy ma inne priorytety, a rozstania zawsze bolą. Mieliśmy okazję spotkać się w Rzeszowie, wyjaśniliśmy sobie kilka kwestii i żyjemy dalej w zgodzie.


Sebastian w oficjalnym komunikacie stwierdził, że jesteś jego „e-sportowym ojcem”. Rozmawiałeś z nim na temat jego odejścia przed podjęciem ostatecznej decyzji?


Wiedzieliśmy, że coś wisi w powietrzu, ale nie naciskaliśmy zbyt mocno. Wierzyłem do końca w tamtą ekipę, stąd też duże rozczarowanie. Nie próbowaliśmy o tym rozmawiać, NEEX po prostu poinformował nas, że odchodzi ze względu na kosmiczną propozycję.

 

 

 


A Maciej ‘Luz’ Bugaj i Wiktor ‘mynio’ Kruk? To była Wasza wspólna decyzja? Luz dołączył do Sferis PRIDE, mynio stworzył ekipę z byłymi „Orzełkami”.


To było następstwem odejścia NEEXa. O ile mynio swoją decyzją mnie nie zaskoczył, a nawet byłem jej pewny, to najbardziej zabolało mnie odejście Luza. To świetny gość, który perfekcyjnie potrafi rozładować atmosferę. Grę z nim wspominam bardzo miło. Stwierdził jednak, że musi wykorzystać daną mu szansę. Czas pokaże, jak to się wszystko poukłada. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dziś wydaję mi się, że obaj podjęli złe decyzje. Jesteśmy z Sebastianem ‘dArkiem’ Babińskim bardzo zmotywowani. Zrezygnowaliśmy z wielu rzeczy, żeby ułożyć sobie ten rok pod Counter-Strike’a. Na razie wszystko zmierza w dobrym kierunku.


Rafał ‘sany’ Pietrzak, Karol ‘tecek’ Kapczyński, Michał ‘SooN’ Wójcicki – dlaczego postanowiliście wyciągnąć rękę właśnie do nich?


Z Rafałem znamy się już długo i mieliśmy okazję razem grać w drużynie. Wtedy zdecydował się odejść ze względu na konflikt z NEEXem. Stąd też od razu pomyśleliśmy właśnie o nim. Z Soonem też grałem i uważam go za idealny materiał na świetnego zawodnika. Jest pewny siebie, wierzy w swoje umiejętności. Tecek natomiast jest bardzo doświadczonym strzelcem, który zawsze z zaangażowaniem podchodzi do budowania swoich zespołów. Dokładnie takich osób potrzebujemy w tym momencie.


Macie niemal całkowicie odświeżony skład. Z problemami kadrowymi – jak już wspomnieliśmy – zmagało się także Sferis PRIDE. Karol ‘repo’ Cybulski oraz Kamil ‘kamil’ Kamiński stworzyli całkowicie nową ekipę. Odnoszę wrażenie, że walka o miano trzeciej najlepszej sekcji w kraju będzie nadzwyczaj emocjonująca.


Najlepsza trójka to nasz plan minimum. Myślę, że mając odpowiednie zaplecze, będziemy mogli powalczyć mocniej. I to nie tylko na krajowej scenie.


Macie już plan na to, jak wskoczycie do czołówki? Wiesz już coś o turniejach, na których ewentualnie wystąpicie?


Na pewno będziemy starali się zagrać w Pucharze Polski podczas IEM. Myślimy też o wyjeździe do Kopenhagi. Teraz natomiast jest czas na ciężki trening.


A jak po kilku miesiącach kolaboracji oceniasz współpracę z VenatoreS?


Jest bardzo rozwojowa. Ernest jest bardzo zaangażowanym człowiekiem i pomimo tego, że w większości ogarnia wszystko sam, to daje sobie z tym radę. Dodatkowo, szuka różnego rodzaju partnerów i sponsorów i niedługo powinno udać się zapełnić nam jeszcze lepsze warunki.

Szymon Groenke

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze