Sporting wypadł z gry o mistrzostwo Portugalii

Piłka nożna
Sporting wypadł z gry o mistrzostwo Portugalii
fot. PAP

Jeśli Sporting Lizbona chciał jeszcze liczyć się w walce o tytuł w Portugali, musiał wygrać w sobotni wieczór na Estádio do Dragão. FC Porto jeszcze w pierwszej połowie zdobyło jednak dwie bramki i to "Smoki" wyszły zwycięsko z potyczki, która może mieć duże znaczenie w końcowym rozrachunku. Wynik 2:1 oznacza, że lider ma już 9 punktów przewagi nad Zielono-Białymi.

Niespodziewana porażka prowadzącej w tabeli Benfiki z Vitorią Setubal 0:1 w poprzedniej kolejce spotkań sprawiła, że FC Porto w razie wygranej nad Sportingiem wskoczyłoby na pozycję lidera ligowych rozgrywek. Przy takim scenariuszy bonus byłby jednak jeszcze większy, bo przewaga nad Lwami z zielono-białej części stolicy Portugalii urosłaby do dziewięciu punktów. Plan zakładający wykluczenie Sportingu z walki o mistrzostwo kraju "Smoki" zaczęły realizować już na początku spotkania.

Nie minęło nawet siedem minut, a Rui Patricio już musiał wyjmować futbolówkę z siatki. Jesus Corona tak zakręcił obrońcami gości, że ci z łatwością pozwolili mu na precyzyjne dośrodkowanie w pole karne, gdzie Meksykanin wypatrzył Tiquinho Soaresa. Ten zgubił kryjącego do zawodnika i precyzyjnym uderzeniem głową w krótki róg zaskoczył bramkarza Sportingu. Tego dnia Soares nie chciał jednak poprzestać na jednym trafieniu i jeszcze przed przerwą ukąsił po raz drugi. Brazylijczyk w 40. minucie popędził do świetnego prostopadłego podania od Danilo, zostawił obrońców daleko z tyłu, a po minięciu Patricio trafił do pustej bramki. Goście zostali rzuceni na deski po raz drugi.

Pilkarze FC Porto chyba zbytnio uwierzyli, że mecz wygra się sam i w drugiej połowie oddali inicjatywę Zielono-Białym. Sygnałem ostrzegawczym dla gospodarzy powinna być już sytuacja z 57. minuty, gdy Adrien Silva dopadł do bezpańskiej piłki tuż przed polem karnym Smoków i technicznym uderzeniem próbował zaskoczyć Ikera Casillasa. W tej sytuacji hiszpańskiego bramkarza uratowała jeszcze poprzeczka, ale trzy minuty później nie miał on tyle szczęścia po strzale Alana Ruiza. Wprowadzony tuż po przerwie Argentyńczyk równo po godzinie gry zadziwił wszystkich na stadionie nieoczekiwanym wolejem tuż przed polem karnym. Casillas był nie mniej zaskoczony potężnym uderzeniem i piłka po jego rękach zatrzepotała w siatce.

Mimo usilnych starań, goście tego wieczoru nie zdołali już trafić po raz drugi do bramki FC Porto. Najbliżej gola wyrównującego był w końcówce Sebastian Coates, ale strzał głową środkowego obrońcy w instynktowny sposób odbił były reprezentant Hiszpanii i legenda Realu Madryt. Dzięki zwycięstwu 2:1 Porto wskoczyło na czoło tabeli, z którego jeszcze w niedzielę zostanie zapewne strącone przez Benfikę. Lizbończycy z czerwonej części miasta zagrają bowiem z przedostatnią w tabeli Primeira Liga ekipą Nacional.

FC Porto - Sporting CP 2:1 (2:0)

Bramki: Tiquinho Soares (7', 40') - A. Ruiz (60')

psl, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze