Marcin Tybura na gali UFC 208 do oktagonu amerykańskiej organizacji wejdzie po raz trzeci. W debiucie reprezentant S4 Fight Club przegrał z Timothy Johnsonem, ale już w drugim występie popisał się spektakularnym nokautem wysokim kopnięciem na Viktorze Peście. Początkowo w Nowym Jorku miał zmierzyć się z Brazylijczykiem Luisem Henrique, ale ostatecznie dojdzie do pojedynku z debiutującym w UFC Justinem Willisem.

***

Maciej Turski: Rozmawialiśmy jeszcze tydzień temu, ale od tamtej pory sporo się zmieniło. Miałeś obawy, że po wypadnięciu Luisa Henrique z karty walk Twój pojedynek może w ogóle się nie odbyć?

Marcin Tybura: Przechodziło przez głowę to kilka razy. Całe szczęście pracownicy UFC błyskawicznie mnie poinformowali, że rozpoczęli już poszukiwania następcy za Brazylijczyka. Wszystko trwało błyskawicznie, bo już po sześciu godzinach poznałem nazwisko swojego kolejnego rywala, Justina Willisa.

Znałeś to nazwisko czy początkowo było dla Ciebie anonimowe? Rozpoczęliście szybką analizę Amerykanina?

Na początku niewiele mi powiedziało jego nazwisko. Razem ze sztabem szkoleniowym obejrzeliśmy jego wszystkie dostępne walki, a jak wiemy nie było ich zbyt wiele. Ma dość specyficzny styl i wydaje się, że mocno bije. Lubi spychać pod siatkę, ale nie wiem czy będzie tego próbował.

Można porównać poziom Willisa do tego, który prezentuje niedoszły rywal Henrique?

Nigdy nie lekceważę swoich przeciwników. W tym sporcie nie można sobie na to pozwolić. Willis ma w swoim rekordzie niezbyt pokaźną liczbę walk, ale to też wynika z regularności jego występów - walczył średnio raz na rok. Po obejrzeniu jego walk mam wrażenie, że gdyby walczył częściej to z pewnością wylądowałby w UFC już znacznie wcześniej. Dodatkowo okazało się, że Daniel Omielańczuk miał okazję z nim trenować podczas wizyty w American Kickboxing Academy i podobno wyglądał naprawdę solidnie. Dla Willisa będzie to debiut w organizacji i w takiej sytuacji nie będzie miał nic do stracenia.

Podczas tygodnia medialnego miałeś okazję się z nim poznać?

Kilka razy minęliśmy się w hotelowym korytarzu i wymieniliśmy spojrzenia. Nic specjalnego...

W wolnej chwili odwiedziliście z trenerami Barclays Center i obejrzeliście mecz NBA z Marcinem Gortatem w akcji. Jakie wrażenia?

Hala naprawdę robi spore wrażenie, a dodatkowo była wypełniona kibicami po brzegi. Mecze NBA są niezwykle wciągające i z przyjemnością skupiliśmy się głównie na oglądaniu sportowego widowiska. Marcin Gortat rozegrał fajne spotkanie, zaprezentował się na parkiecie z bardzo dobrej strony i w sumie to było najważniejsze.

Mieliście kontakt z Marcinem Gortatem? Na Twitterze podziękował Tobie za obecność na meczu.

Niestety nie udało się spotkać nawet na małe zdjęcie. Za późno organizowaliśmy to wyjście i już nie było wystarczająco dużo czasu, aby udało się coś zaaranżować. Mieliśmy jednak bardzo dobre miejsca w pierwszych rzędach i mogliśmy z bliska śledzić jego grę. Szkoda, ale następnym razem na pewno się uda.

W Nowym Jorku cały czas odbywają się ważne wydarzenia sportowe, koncerty itp. Czy na ulicach Nowego Jorku, w okolicach Barclays Center, widać zainteresowanie UFC?

Jak najbardziej! Nawet podczas meczu NBA, na którym byliśmy, gościem specjalnym był Khabib Nurmagomedov, więc siłą rzeczy nadchodzące wydarzenie UFC było wspominane. W samej hali i okolicach widać sporo logotypów UFC, a na ulicach prowadzone są akcje promocyjne. Widać, że UFC ciekawi ludzi w Nowym Jorku.

Podczas pobytu w Nowym Jorku doszło jeszcze do innego ważnego wydarzenia, a mianowicie zaręczyn Twojego klubowego kolegi Janka Błachowicza. Opowiadał Wam wcześniej o swoich planach?

Tak, wszystko było ukartowane znacznie wcześniej. Początkowo Janek miał zawalczyć 4 lutego w Houston, a następnie odwiedzić Nowy Jork. Do walki w Houston nie doszło, ale Janek i tak swoich planów nie miał zamiaru zmieniać i dotrzymał słowa.

Wiesz, czy był zdenerwowany w trakcie zaręczyn?

Przed zaręczynami Janek był bardzo spokojny, ale nie miałem okazji widzieć samego wydarzenia. Później opowiadał, że wcale tak łatwo nie było i lekki stresik się pojawił. Z tego co mówił to na pewno było trudniejsze niż walka w oktagonie!

Na zakończenie, z jakim nastawieniem mentalnym przystępujesz do pojedynku z Justinem Willisem? Przed pierwszą walką zawsze pojawia się stres, przed drugim pojedynkiem wiedziałeś, że masz porażkę w rekordzie. Teraz ma zupełnie inną sytuację.

U mnie stres związany z samą walką i rozmyślanie o tym "Jak będzie?" pojawia się dopiero w ostatnich godzinach przed wejściem do oktagonu. Po ceremonii ważenia zaczynam analizować możliwe scenariusze i skupiam się tylko na pojedynku. Na pewno mam za sobą doświadczenie dwóch walk w klatce UFC i tego nikt mi nie odbierze. Ogółem miałem okazję być już na trzech galach UFC i już wiem, jak to wszystko wygląda od środka. Może być nieco łatwiej, ale zadanie muszę wykonać sam.

Dziękuję i życzę dużo spokoju, bo o Twoją formę kibice mogą być spokojni.

 

Dziękuję i pozdrawiam.