Fortuna: Kot to materiał na medalistę olimpijskiego

Zimowe

Mistrz olimpijski z 1972 roku Wojciech Fortuna jest pod wrażeniem wyczynu Macieja Kota, który w 45. rocznicę zdobycia złota przez Fortunę, sięgnął po swój pierwszy triumf w zawodach Pucharu Świata. - Kot to materiał na medal olimpijski. Trzeba w to wierzyć, bo Maciek potrafi odpalić tak jak na przykład w sobotę - mówi Fortuna w wywiadzie dla Polsatsport.pl.

Paweł Ślęzak: O której chodzi Pan teraz spać? Jest 19:30, ale chyba po tym co ostatnio robią polscy skoczkowie to adrenalina jest taka, że w ogóle nie chce się kłaść do łóżka?

Wojciech Fortuna: Nie jestem wyspany, bo oglądałem skoki w nocy. Oglądam wszystkie skoki - i kwalifikacje i zawody. I będę oglądał aż po samą Planicę. Dzisiaj nie spałem, bo konkursy w Sapporo są dla mnie wyjątkowe. A że mamy w tym momencie złotą drużynę i chłopcy skaczą na medal, to trzeba to oglądać, żeby wiedzieć co będzie dalej. Na karku mamy przecież mistrzostwa świata, gdzie liczę na medale indywidualne i drużynowe.

45 lat po Pana wygranej w konkursie olimpijskim, po zwycięstwo w Pucharze Świata sięgnął Maciej Kot. Jak zmieniła się skocznia w Sapporo przez te 45 lat? Te dwa triumfy były równie zaskakujące czy tego w żadnym stopniu nie da się jednak porównać?

Po tym jak ja skakałem w Sapporo, to ta skocznia została już gruntownie przebudowana. Zmienione zostało wszystko m. in. profil skoczni. Rekord wynosił wtedy 112 metrów, a jej wielkość przypominała wtedy rozmiar naszej Dużej Krokwi. Wtedy nie było tam nic - wchodziliśmy pieszo na górę, a teraz są tam wyciągi, elegancki domek startowy. Wtedy był natomiast piękny amfiteatr, który teraz jest przebudowany. Nie można tych skoczni porównywać, bo teraz są zdecydowanie inne odległości, jest bezpieczniej - są mniejsze prędkości, a zawodnicy skaczą w kaskach, wszystko na plus. Teraz do uzyskania 135, 140 metrów wystarczy prędkość najazdowa 90-92 km/h, wtedy to były prędkości powyżej 100 km/h.

Zmieniło się wszystko, a to, że Maciej Kot wygrał, to nie jest niespodzianka. On już latem dawał znaki, że ja tu jeszcze wrócę, ja tu jestem. To są bardzo doświadczeni chłopcy, którzy przeszli różne szkoły - fińskie, polskie, austriackie. Dlatego dzisiaj tak pięknie skaczą. To piękny polski akcent po 45 latach. 11 lutego wygrał "Kotek", a 12 lutego Kamil. Poza tym gdyby inaczej potoczyła się sprawa z wiatrami, w Sapporo przecież co roku wiatr zmienia się w trakcie serii konkursowej, to Kamil Stoch już 11-ego stałby tam na podium. To dalekie miejsce to był wypadek przy pracy. Ja jednak wiedziałem i wierzyłem w Kamila. Powiedziałem nawet po pierwszym konkursie Bronkowi Stochowi, ojcu naszego skoczka, że Kamil jutro wygra. To co zrobił w nocnym konkursie zasługuje na duże brawa. To jest utytułowany skoczek, podwójny mistrz olimpijski, mistrz świata. I pewnie znów zostanie tym mistrzem świata.

A czy od Maćka Kota można już w tym momencie oczekiwać tego samego co od Kamila?

Maciek to już jest bardzo doświadczony skoczek, ale czasami coś się wtargnie w jego poczynania i się pogubi. Ale to jest materiał na medal olimpijski, tak jak to powiedział Hannu Lepistoe. Trzeba w to wierzyć, bo Maciek potrafi odpalić tak jak na przykład w sobotę. To nie było tak, że mu wyszło - on po prostu potrafi tak skoczyć. Dostał fajny wiaterek, który umie wykorzystać i poleciał na sam dół.

Cała nasza drużyna spisuje się świetnie. Coś przestało grać u Dawida Kubackiego, ale ja myślę, że jak Polacy wrócą z Korei, to wszystko wróci do normalności i drużyna pokaże się z dobrej strony na mistrzostwach świata. Lahti zawsze było szczęśliwe dla polskich sportowców, bo stamtąd właśnie został przywieziony pierwszy medal mistrzostw świata. Już w 1938 roku zdobył go Stanisław Marusarz i od niego zaczęło się prawdziwe skakanie. Potem mistrzem świata i brązowym medalistą został tam Józef Łuszczek, złoto zgarnął też Adam Małysz. Nasi skoczkowie dobrze znają tamte obiekty i myślę, że będą kolejne medale.

Zatrzymajmy się chwilę przy Piotrze Żyle. Piotrek w mediach ma niezwykły wizerunek wesołka. Czy to nie przeszkadza mu trochę w skokach? Czy jest wręcz przeciwnie?

Kibice za to właśnie go lubią, że gdy nawet mu nie wyjdzie, to on i tak się śmieje. Po prostu jest wesoły. Z kolei jak mu wyjdzie skok, to też się bardzo fajnie cieszy i za to dostaje oklaski. On bardzo dużo pracował, zmienił dojazd. Stefan Horngacher powiedział mu przecież: "Nie możesz dojeżdżać jak panienka. Musisz to zmienić". Zresztą ja też mu kiedyś to wypominałem, podobnie jak Adam Małysz. Teraz te skoki wychodzą mu coraz lepiej. A że źle mu dmuchało w Sapporo, to nie ma co się tym przejmować. To jest doświadczony lotnik i na pewno będzie się liczył w Lahti i może tam namieszać.

Cała rozmowa z Wojciechem Fortuną w załączonym materiale.

Paweł Ślęzak, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze