Przemek Garczarczyk: Przede wszystkim: wszystkiego najlepszego z okazji 37 urodzin! Jest sobota, twoje urodziny ale jesteś na treningu bo czeka Cię walka. Nie ma luźnych dni?

 

Mike Mollo: Nie, żadnych.

 

Jakaś uroczystość jest dziś przewidziana? Jak spędzisz urodziny?

 

Po treningu pójdę do domu, dzień jak zwykle. Kolacja z żoną, dziećmi. To wszystko.

 

Przez ostatnie pięć tygodni nie brakowało kontrowersji: rzeczy, które mówił Zimnoch, kłopoty z podróżą do Polski. Najważniejsze: na czternaście dni przed walką wszystko jest jasne, możesz koncentrować  się tylko na ponownym pokonaniu Krzysztofa Zimnocha.

 

Promotorzy zrobili znakomita robotę, cieszę się, że mogliśmy się dogadać. Zdali sobie sprawę, że to niemożliwe lecieć aż do Turcji, żeby później lecieć do Polski. To nie miało sensu. Dziekuję za to. Jeśli chodzi o walkę... jestem gotowy. Będzie się działo.

 

Byłeś bardzo zadowolony z obecnych przygotowań. Przed pierwszą walką z Zimnochem miałeś trzyletnią przerwę, krótszy okres przygotowań. Teraz jest odwrotnie. Mówisz, ze jesteś lepszy –  dziesięć razy lepszy, pięć razy lepszy? Zupełnie inny Mike Mollo?

 

Mike Mollo jest zawsze taki sam. Teraz miałem naprawdę okazję skoncentrować się na walce, ostatnim razem – zupełnie nie. Ten ostatni rok był zupełnie inny – znacznie większa koncentracja i kiedy rozpocząłem obóz treningowy, wszystko przychodziło łatwiej. Byłem już niejako w połowie drogi. Czuję się naprawdę znakomicie, wypadło mnóstwo jakichś drobnostek. Gdyby walka była jutro, też byłbym gotowy.

 

Jeden z Towich sparingpartnerów, Nick Mazurek właśnie zaliczył ósme zwycięstwo. Mówiłeś, że to były dobre sparingi, bo choć Mazurek to nie Zimnoch... ale zatrzymajmy się tutaj: Mazurek lepszy do Zimnocha? Wygrałby?

 

Bez problemu...

 

Postawiłbyś na niego w takiej walce?

Stawiam na niego wszystkie pieniądze. Za każdym razem...

 

P: Znamy się od kilkunastu lat, więc mogę powiedzieć, że już jesteś w bojowym nastroju. Może zawzięty, ale na pewno gotowy do bitki.


Coś w tym jest. Ostatnim razem nie miałem nic do Zimnocha. Tym razem ten chłopiec gada i gada. Nazwał mnie księżniczką...

 

...czego chyba nikt jeszcze przed nim nie zrobił...

 

... tak i jeszcze mówi, że odnowiłem mieszkanie po pierwszej walce. Facet: ja mam normalną pracę! Pracuje 50-60 godzin dziennie. Wierz mi: walka z Tobą nie znaczy dla mojej rodziny zupełnie nic. To wypłata na zabawę, na wędkowanie. Odpuść to sobie!

 

Czyli teraz też, pieniądze z honorarium za pobicie Zimnocha pójdą na wędki...

 

Część na pewno. Szczupaki już czekają.

 

Dla Ciebie życie jest zawsze takie same: Bóg, rodzina, boks i wędkowanie, niekoniecznie w tej kolejności. Nie zmieniasz się.

 

Nigdy.

 

Ale jest dla Ciebie czymś specjalnym walczenie w Polsce.

 

Na pewno, kocham to.  W Polsce (kibice) respektują ten sport. To tak jak NFL tutaj. Pięściarzy się w Europie docenia. Nie czuję tego w USA.

 

Jestem w pięściarskim biznesie prawie trzydzieści lat i nie pamiętam, żeby amerykański pięściarz leciał do Polski na walkę z Polakiem i – może się mylę, ale może nie – miał więcej fanów niż rodak. Jak myślisz, dlaczego?

 

Może ze względu na jego pozę, zachowanie? Rzeczy, które mówi. Zachowuje się jak 12-letnia dziewczynka. Nie chcę robić żadnego dramatu, podgrzewać atmosfery, ale ten dzieciak jest niepoważny. Wrzuca coś na swojego Facebooka, ma 100 lajków. Szpilka coś wrzuca i ma 100 tysięcy. Myślałem, że ostatnia lekcja czegoś go nauczyła, ale jak widać nie. Z przyjemnością lekcję powtórzę.

 

Wspomniałeś o Szpilce. Były dwie wojny, waliliście się z całej siły po głowach. Powiedz, jak po czymś takim zostaje się przyjaciółmi.

 

Bokserska wspólnota. Jedna bitwa skończona, patrzysz na rywala i mówisz: OK, robimy to jeszcze raz. Jeden leży, drugi leży, jestem cały pokrwawiony, ale ciągle chcemy więcej. Wyrabia się związek... ale to musi być z kimś odpowiednim. Jedni to mają, inni nie. Jedna z tych tajemniczych rzeczy związanych z boksem.

 

Kończąc: Krzysztof Zimnoch powtarza, że wie jak z Tobą walczyć w rewanżu...

 

Wie jak ze mną walczyć? Niby jak? Ostatnio walczył ze mną przez półtorej minuty. Co będzie robił? Tylko kwestia czasu, kiedy skrócę dystans... możesz uciekać ile chcesz! Próbować lewy prosty, schodzić z linii ciosu. I tak Ciebie dopadnę, zamknę w ringu. Nie możesz liczyć na to, że sędzia Ciebie uratuje. Nie możesz mówić, że się przetrenowałeś. Synku, przyznaj się do tego, że ostatnim razem byłeś znokautowany. Nic się teraz nie zmieni.

 

Mike Mollo, na 12 dni przed  rewanżową walką, 25 lutego w Szczecinie...

 

Nie mogę się doczekać, kiedy znowu będę z Tobą w ringu! Nie mogę!

 

Od wywiadu z bardzo spokojnym Mike Mollo...

 

Nigdy tak o rywalu nie mówię, ale przychodzę po Ciebie. Będzie źle.