Pindera: Dwie strzelby PGE Skry

Siatkówka

Skra w trzech setach rozstrzelała Cuprum Lubin, głównie za sprawą Mariusza Wlazłego i Bartosza Kurka.

O Wlazłym, który odebrał kolejną nagrodę MVP dla najbardziej wartościowego zawodnika meczu znów można pisać w starym stylu: Kto ma Wlazłego ten wygrywa! Teraz możemy dodać jeszcze Kurka, który bardzo dobrze odnalazł się na swojej starej pozycji przyjmującego. I to kolejny raz.

 

Wcześniej stał grzecznie w kwadracie dla rezerwowych i czekał na sygnał Phillipe’a Blaina, trenera siatkarzy z Bełchatowa, kiedy ma zmienić Wlazłego. A to nie zdarzało się zbyt często. Jeśli jednak już wchodził na boisko, to cudów nie dokonywał. I koło się zamykało.

 

Historię Kurka zna doskonale każdy kibic siatkówki w naszym kraju. Lata całe miał niepodważalne miejsce w reprezentacji. Grał na lewym skrzydle w kadrze i klubie, wszyscy zazdrościli nam młodego zawodnika o tak znakomitych parametrach fizycznych. Ale decyzja Stephane’a Antigi przed rozgrywanymi w Polsce mistrzostwami świata (2014) zmieniła wszystko. Kurka zabrakło w drużynie, która sięgnęła po złoto. To był szok, nie tylko dla Bartka.

 

Wrócił jednak do reprezentacji, gdy Antiga zaproponował mu zmianę pozycji i świetnie radził sobie jako atakujący. Wynik na igrzyskach w Rio de Janeiro znamy. Polacy przegrali z Amerykanami w ćwierćfinale, Antiga zamiast kolejnego państwowego odznaczenia stracił pracę, a Kurek dostał propozycję gry w Japonii za rekordowe honorarium.

 

Odwołał wyjazd w ostatniej chwili, co odbiło się głośnym echem, nie tylko w Polsce, później awaryjnie trafił do Skry, grał jednak mało, bo tu miejsce atakującego zarezerwowane jest dla Wlazłego. I kiedy wydawało się, że do reprezentacji w tej sytuacji szybko nie wróci, los się do niego niespodziewanie uśmiechnął.

 

Problemy zdrowotne i słabsza forma przyjmujących zespołu z Bełchatowa sprawiły, że Blain „dostrzegł” wreszcie Bartka i przesunął go w dobrze znajome mu miejsce. Przecież on właśnie w Skrze grał swoją najlepszą siatkówkę. I teraz sobie o tym przypomina.

 

Skra mając dwie strzelby na skrzydłach (Wlazły i Kurek) oraz świetny środek (Kłos, Lisinac) może dużo. Jeśli tylko nie zawiedzie przyjęcie, to argentyński rozgrywający Nicolas Uriarte już wie jak z tych ofensywnych mocy korzystać. A wtedy dla siatkarzy z Bełchatowa nie powinno być rzeczy niemożliwych. Ale to oczywiście scenariusz życzeniowy, realia są nieco inne.

 

W PlusLidze Skra na razie ogląda plecy ZAKSY Kędzierzyn Koźle, a w Lidze Mistrzów do Final Four jeszcze daleka droga.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze