CF: Cień wielkiego Śląska. Urban: Nie ma dużego potencjału

Piłka nożna

W 2012 roku Wrocław świętował mistrzostwo Polski, które Śląsk zdobył po 35 latach. Niespełna sześć lat później tamtejszy zespół zajmuje 11 miejsce w Ekstraklasie i boryka się z problemem wielkiego, ale pustego stadionu. Co zostało z historycznego tytułu?

O przeszłość, teraźniejszość i przyszłość Śląska zapytaliśmy nowego szkoleniowca wrocławian Jana Urbana, Łukasza Madeja, który był jednym z filarów mistrzowskiej drużyny i lokalną legendę, fizjoterapeutę Jarosława Szandrocho.

Łukasz Madej, mistrz Polski ze Śląskiem z 2012 roku: W klubie wciąż wiszą plakaty z tamtego okresu, unosi się duch mistrzostwa…

Jarosław Szandrocho, fizjoterapeuta Śląska od 1995 roku: Za 50 lat ktoś otworzy historię czy jakiś almanach i zobaczy skład Śląska sprzed lat: Łukasz Madej, Sebastian Mila i tak dalej. Będziemy nieśmiertelni. Szczególnie, że klub zdobył ten tytuł po raz pierwszy od 35 lat. Chociaż tak naprawdę nie skonsumował go tak, jak powinien go skonsumować…

Ł.M.: Były zawirowania. Jedni właściciele odchodzili, inni zostawali. Obecnie Śląsk jest na garnuszku miasta, które nie pozwala nam zginąć.

Jan Urban, trener Śląska: Dziś szału nie ma. Śląsk radzi sobie w miarę swoich możliwości. Nie jest za bogato, choć chcemy, aby to wszystko dobrze funkcjonowało.

Ł.M.: W 2012 roku mieliśmy bardzo szeroką kadrę. Trener mógł rotować składem, grali ci, którzy byli w formie. Do klubu chciało się przychodzić. Mieliśmy pozytywnie zwariowanych chłopaków, którzy robili taką otoczkę, że nam wszystko szło. Dziś tak szerokiej kadry nie ma. W klubie cały czas jest tylko Mariusz Pawelec, a w międzyczasie wróciłem ja i Piotrek Celeban.

J.S.: Nie było super mega gwiazd wielkiego formatu, ale gwiazdą był cały zespół. Było 25 zawodników na tym samym poziomie i trener mógł nimi rotować. Ta banda wariatów była tworzona dużo wcześniej. To był plan 5-letni. Rozpoczął go trener Ryszard Tarasiewicz, który zespół tworzył krok po kroku.

J.U.: Nie ma w tej drużynie zbyt dużego potencjału, i mam nadzieję, że chłopaki się na mnie nie obrażą, natomiast wiem, że mam grupę ludzi, która pracuje bardzo solidnie. Jest  to grupa wielu obcokrajowców, więc można byłoby powiedzieć, że będzie łatwo o jakieś grupki, a tego nie ma. Mogę zaświadczyć, że atmosfera jest bardzo, bardzo dobra.

Ł.M.: Jak się patrzy na gazety czy zdjęcia z radością po mistrzostwie, to w człowieku to wszystko wraca. Ale to aż i tylko wspomnienia…

J.S.: Tęsknię za tym, aby znów poczuć dreszcz emocji. Pamiętam, jak w mistrzowskim sezonie graliśmy przedostatni mecz na Wiśle Kraków. Siedzieliśmy z kierownikiem w szatni, sprzęt był rozłożony, a w nas buzował stres. To było coś niesamowitego.

J.U.: Dziś Śląsk radzi sobie, jak może. Wiemy, że jest mnóstwo kibiców, choć nie ma ich na stadionie, i musimy ich szanować. Musimy zrobić wszystko, aby było jak najlepiej. Bo w piłce jest tak, że dziś może być biednie, ale sytuacja szybko się zmienia i kto wie, co będzie jutro.

Reportaż z Wrocławia zobacz w materiale wideo.

Sebastian Staszewski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze