Austriak Oliver Marach i Hiszpan David Marrero to partnerzy deblowi, z którymi Łukasz sięgał po zwycięstwa w 2010 i 2013 roku. Zawsze w zwycięskich finałach rozgrywanych w Acapulco rywalami Łukasza Kubota byli Włosi. W 2010 roku Kubot i Marach pokonali Potito Starace i Fabio Fogniniego, a trzy lata później Kubot i Marrero okazali się lepsi od pary: Fabio Fognini i Simone Bolelli. Polak ma prawo czuć się spełniony jako tenisista. Wygrał turniej Wielkiego Szlema w parze ze Szwedem Robertem Lindstedtem. W 2014 roku w Melbourne Park nie było mocnych na polsko-szwedzką parę. Łukasz znakomicie returnuje, potrafi zachwycić wolejem, pracuje na treningach w pocie czoła. Wielu tenisistów z czołówki światowej uważa, że ze świecą można szukać drugiego tak pracowitego zawodnika. Punktualny, sumienny, lojalny, nie skarżący się na warunki, a te czasami w trakcie kariery były przerażająco urągające. Łukasz to skromny i kulturalny chłopak, aczkolwiek mający gigantyczne aspiracje. Obieżyświat, ale zawsze z należną czcią odnosi się do gry w reprezentacji Polski w Pucharze Dwighta Davisa. Już podczas pobytu w Australii, Łukasz rozmyślał o pojedynku w Zenicy. Prawdziwy patriota… Na pytanie czy wybiera się na mecz Pucharu Davisa z Bośnią i Hercegowiną, Łukasz odpowiedział: „Powiem szczerze: liczę się z tym, że pojadę. Będziemy walczyć. Nie będzie łatwo. Chorwat Ivan Dodig przekazał mi informację, że w Zenicy istnieje jedno z największych więzień na Bałkanach, więc może być dziko… Musimy być przygotowani na wszystko. To jest właśnie esencja Pucharu Davisa. Tym charakteryzują się te rozgrywki, że trzeba się bardzo solidnie przygotować na prawdziwą bitwę. Mam nadzieję, że będzie to kolejne, ciekawe doświadczenie w drużynie”. Pragnę zauważyć Łukaszu, że lider Bośniaków: Damir Dżumhur rozegrał w Melbourne Park pięciosetówkę z Viktorem Troickim w pierwszej rundzie Aussie Open. Chłopak potrafi grać w tenisa, prawda? „Damir potrafi grać. Ich drugi singlista: Mirza Basić, znany bardzo dobrze kibicom tenisa we Wrocławiu, gdyż grał w finale challengera Wrocław Open w 2015 roku, o ile dobrze pamiętam… (Rewelacyjna pamięć, Łuki!) To są bardzo solidni zawodnicy. To nie będzie spacerek. Czeka nas bardzo trudne spotkanie. Każdy punkt będzie bardzo ważny, ale dla gospodarzy to też jest istotny mecz, bo inaugurują występy w grupie pierwszej strefy euro-afrykańskiej. Będzie to pojedynek na bardzo trudnym terenie. Myślę, że nie tyle będą decydowały umiejętności, co zimna głowa, zdolność wyczekiwania oraz opanowanie. Ważne, żeby nie dać się sprowokować” – rzekł Łukasz, triumfator w czternastu turniejach deblowych.

 

Niestety, mimo heroicznego wysiłku deblistów: Łukasza Kubota i Marcina Matkowskiego, Tomislav Brkić i Mirza Basić w pięciu setach pokonali Polaków, a całe spotkanie zakończyło się wysoką porażką biało-czerwonych: 0-5. Po występach w Brisbane, Sydney, Melbourne i Zenicy, Łukasz nie próżnował. Zagrał w Rotterdamie i Rio de Janeiro. Okrutnie mało czasu, aby zmrużyć oko. Wiecznie w podróży. W Meksyku też będzie trudno o sen…

 

Acapulco to nie tylko tenis. Słynna La Quebrada, która jest równie uwodzicielska w nocy jak i w blasku słońca... Szaleni młodzi Meksykanie, tzw. las clavadistas skaczą ze skał i niestraszna im czeluść, w którą się zanurzają. 24 metry lotu i chwila strachu przed kalectwem i śmiercią. Czasem śmiałkowie oddają skok w towarzystwie płonącej pochodni… Lot poprzedza modlitwa do Najświętszej Panienki (Nuestra Senora de Guadalupe). Niebywała troska, kropelki potu zdobiące czoło i wieczny niepokój. Patronka meksykańskich katolików ma uchronić herosów przed nieszczęściem. Modlą się, aby nie był to ostatni skok w życiu... Spojrzenie na maleńką kapliczkę, rzut oka na tłum gapiów, który podaruje  kilkaset pesos, wszak turyści z całego świata ochoczo odwiedzają tą skalistą rozpadlinę, a za wysiłek artystów wypadałoby uiścić opłatę...  

 

Po gwiazdach kina (Elizabeth Taylor, Frank Sinatra, Brigitte Bardot), które odwiedzały Acapulco w latach 50-tych, pozostały jedynie wspomnienia. Dziś nocując w sensownym hotelu należy obawiać się natrętnych sprzedawców, którzy zakłócają spokój przybyszom z całego świata. Wieczorne wyjście do restauracji może być rozkoszą dla podniebienia, bo kuchnia meksykańska zachwyca bogactwem smaków, ale należy być ostrożnym, bo ni stąd ni zowąd mogą paść strzały znikąd i nie będzie to żartobliwa tonacja z komiksów Papcio Chmiela. Szaleństwo miesza się z niepokojem, a drogie limuzyny krzyżują się z nieludzko odrapanymi autobusami. Rafa Nadal wiele lat czekał na puchar za zwycięstwo w Acapulco, a wygrywał dwukrotnie nad zatoką: w 2005 i 2013 roku. Dyrektor turnieju – Raul Zurutuza stawał na rzęsach, aby trofeum, które zapadło się pod wodami Pacyfiku, trafiło do rąk znakomitego hiszpańskiego tenisisty. Zurutuza, który oddycha tenisem i dałby się pokroić za możliwość obejrzenia znakomitego widowiska na korcie, uważa, że najlepszym jak dotąd finałem rozegranym w Acapulco był bój Argentyńczyków. W 2003 roku w finale turnieju spotkali się Mariano Zabaleta i Agustin Calleri. „To kwintesencja turnieju ATP w Meksyku. Nieważny jest ranking, liczy się serce do gry. To co Mariano i Agustin pokazali na korcie w 2003 roku, przyprawiało mnie o zawał. Nie pamiętam bardziej ognistego i krwistego pojedynku. El Gordo (Grubasek – przydomek Agustina) wygrał, ale wyściskałem obu chłopaków, bo rozegrali boski mecz” – twierdzi Raul.

 

Perspektywa zmienia się z biegiem lat. Dziś ranking odgrywa rolę, nie wchodząc w konflikt z serduszkiem rzecz jasna… W tym sezonie Rafa Nadal będzie jedną z najjaśniej świecących gwiazd turnieju w Acapulco. Oprócz mistrza olimpijskiego w singlu z Pekinu i mistrza w deblu z Rio de Janeiro, do Meksyku przybędzie Serb Novak Djoković, który z rzadka odwiedza latynoskie terytoria. Raul Zurutuza jest wniebowzięty, bo obecność dwóch fenomenalnych tenisistów gwarantuje znakomitą frekwencję. Oprócz Rafy i Novaka w drabince turnieju wprost roi się od znakomitych tenisistów: Milos Raonić, Grigor Dimitrow, Juan Martin Del Potro, Nick Kyrgios, Dominic Thiem, Marin Cilić, David Goffin. Nic tylko szykować poduszkę, rozsiąść się wygodnie na sofie i oglądać tenis przegryzając sałatkę z awokado. A o brzasku polskiego czasu nic tak nie postawi widzów Polsatu Sport na nogi jak pojedynek wieczoru w Acapulco smakujący niezgorzej niż boskie huevos rancheros z dużą ilością pomidorów i fasoli… Śniadać, a w wolnej chwili zerkać na złote przemyślenia tenisisty z Bolesławca… Czegóż chcieć więcej?

 

Tomasz Lorek: Łukasz, czescy reporterzy specjalizujący się w tenisie, zachwycają się twoją znajomością języka Vaclava Havla i Radka Stepanka. Skoro masz takie zdolności lingwistyczne, to rozumiem, że z tenisistką z Tajwanu Yung-Jan Chan rozmawiasz w narzeczu mandaryńskim?

 

Łukasz Kubot: Nie, skądże. Rozmawiamy po angielsku. (uśmiech Łukasza)

 

A skąd pojawił się pomysł, aby stworzyć duet z dziewczyną, która ma na koncie aż 18 tytułów w deblu? Dawno się dogadaliście czy to naprędce sklecona para?

 

Odkąd rozstaliśmy się z Czeszką Andreą Hlavaćkovą po US Open’2016, Chan (fonetycznie: Czan) pytała mnie o perspektywę wspólnego występu podczas Australian Open’2017. Powiedziałem jej, że jeżeli wszystko będzie ok ze zdrowiem, to zagramy. Zdrowie dopisało, więc zagraliśmy.

 

Ciąg dalszy na drugiej stronie.