- Sezon zimowy jest krótki, ale intensywny. Mimo że nie startują w nim specjaliści od rzutów, którzy stanowią mocny punkt polskiej lekkoatletyki, są powody do optymizmu. Moim zdaniem mamy osiem szans medalowych. Jeśli wykorzystamy połowę, to start ekipy można będzie uznać za udany - powiedział Olszewski.

 

Dodał, że jego marzeniem jest, aby następcy mistrzów nawiązali do wielkich tradycji polskiej lekkoatletyki. Natomiast oczekiwaniem - by w Belgradzie poprawili rekordy życiowe bądź najlepsze wyniki w sezonie.

 

- Jestem dumny z tego, że - oprócz doświadczonych zawodników, którzy udowodnili swoją klasę w międzynarodowych imprezach - w naszej ekipie znaleźli się też młodzi, utalentowani sportowcy. Do nich należy przyszłość - podkreślił prezes PZLA.

 

A ci młodzi, to przede wszystkim 21-letnia sprinterka Ewa Swoboda, biegająca średnie dystanse 21-letnia Sofia Ennaoui, 20-letni ośmiusetmetrowiec Mateusz Borkowski i także 20-letni kulomiot Konrad Bukowiecki.

 

Adam Kszczot, którego czekają trzy biegi na 800 m dzień po dniu przyznał, że nie jest tym przerażony, bo w swej blisko 20-letniej karierze miał już kilka takich przypadków.

 

- Nie da się porównać rywalizacji pod dachem do tej na stadionie. To zupełnie inna bajka. To jest wielka loteria, typowy hazard. Na bieżni stadionu jakiś błąd można poprawić, można odrobić stracony dystans. W hali to tak jak na szachownicy, jeden błędny ruch i od razu jest się na przegranej pozycji. Na stadionie prosta ma 100 metrów, w hali niespełna 50 metrów - podkreślił.

 

Z wielką energią podeszła do odprawy na lotnisku im. Chopina Sofia Ennaoui. - A co? Trzeba być pozytywnie nastawionym do wszystkiego, cieszyć się z tego co mamy, co osiągnęliśmy i realizować swoje pasje. I to jest klucz do sukcesu, który oczywiście musi być poparty ciężką pracą, ale ona musi być wykonywana stopniowo, mądrze. Dlatego ja się nie spinam. Podejdę do rywalizacji spokojnie, ale nie ukrywam, że moim celem jest medal. W gronie zawodniczek, które wystartują na 1500 m, mam czwarty wynik. Dużo zależy od taktyki. Mam nadzieję, że pobiegnę właśnie mądrze - zaznaczyła zawodniczka.

 

Piotr Lisek, który niedawno w ciągu dwóch dni złamał dwie tyczki przyznał, że nie potrafi racjonalnie wytłumaczyć co było tego przyczyną. - Doprawdy nie wiem, myślałem, analizowałem i nie znajduję przyczyny. A co ciekawe, że pękła zarówno nowa jak i stara tyczka. Na szczęście nie doznałem takiego urazu, który wyeliminowałby mnie z mistrzostw. Mam jedynie stłuczoną lewą nogę, ale da się żyć - powiedział rekordzista Polski (6 metrów).

 

Józef Lisowski, który od 1994 r. prowadzi kadrę czterystumetrowców uważa, że w Belgradzie sztafeta powinna - jak zwykle - ostro powalczyć.

 

- A co z tej walki wyniknie, zobaczymy. Nie chcę wywierać presji na zawodników i stawiać jakiekolwiek prognozy. Mam nadzieję, że z pozytywnej strony pokażą się młodzi zawodnicy i na tym mi bardzo zależy. W zespole jest trzech średnio starych: Kacper Kozłowski, Łukasz Krawczuk i Rafał Omelko oraz trzech bardzo młodych: Bartłomiej Chojnowski, Dariusz Kowaluk i Przemysław Waściński - zaznaczył szkoleniowiec.

 

Mistrzostwa rozpoczną się w piątek rano od kwalifikacji. Jako pierwszy z 34-osobowej reprezentacji Polski wystąpi w skoku w dal Tomasz Jaszczuk (WLKS Nowe Iganie). Tego dnia w programie jest pięć finałów.

 

Przed dwoma laty w Pradze biało-czerwoni zdobyli siedem medali, w tym jeden złoty – na najwyższym stopniu podium stanął wówczas Marcin Lewandowski, który wygrał na 800 m. W stolicy Serbii wystartuje na dystansie 1500 m, a na 800 m pobiegnie Kszczot, dwukrotny (Paryż 2011, Goeteborg 2013) mistrz Europy pod dachem. W tabeli medalowej Polacy uplasowali się na siódmym miejscu.

 

34. edycja imprezy odbędzie się w Kombank Arena – wielofunkcyjnej hali, znanej m.in. z meczów Ligi Światowej siatkarzy. Belgrad drugi raz jest gospodarzem HME – poprzednio, jeszcze jako stolica Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii, organizował zawody tej rangi w 1969 roku (wówczas pod nazwą Europejskie Igrzyska Halowe). 48 lat temu Polska z dorobkiem dziewięciu medali (w tym sześciu złotych) zajęła pierwsze miejsce w tej klasyfikacji, wyprzedzając m.in. takie potęgi jak ZSRR i NRD.