Adam Kszczot z czasem 1.48,37 wygrał swoją serię eliminacyjną biegu na 800 m i awansował do sobotniego półfinału. W eliminacjach odpadł natomiast jego klubowy kolega Mateusz Borkowski. - Życzcie mi trzeciego tytułu mistrzowskiego w niedzielę. Wiem, że w eliminacjach Szwed pobiegł bardzo szybko, tylko pytanie: po co? Trzeba rozłożyć siły na trzy starty i unikać przepychanek na bieżni, bo one mogą pokrzyżować każdemu plany. Odpocząłem w ostatnich dniach po wielu startach i realizuję swój cel. Szkoda, że odpadł Mateusz Borkowski - powiedział po eliminacjach Kszczot.

 

Anna Jagaciak-Michalska uzyskała 14,15 m w trójskoku i awansowała do sobotniego finału. Jej rezultat to wynik zaledwie centymetr gorszy od rekordu Polski: - Już w trakcie mistrzostw Polski czułam, że mogę "zakręcić się" w pobliżu rekordu kraju. W eliminacjach zabrakło mi centymetra, ale oddałam tylko jeden skok. Jest szansa, żeby ten wynik wyśrubować w Belgradzie. Startujemy na deskach i jeżeli ktoś umie opóźnić odbicie i nie bazuje tylko na szybkości, to jest w stanie uzyskać dobrą odległość. Po mistrzostwach Bałkanów rozmawiałam z tatą-trenerem, że muszą być tutaj dogodne warunki do skakania, bo wskazywałe na to osiągane rezultaty - mówiła Jagaciak-Michalska.

 

By znaleźć się bezpośrednio w rozgrywce o medale w pchnięciu kulą trzeba było uzyskać 17,70. Udało się to siedmiu zawodniczkom. Pierwszą spoza tego grona była Paulina Guba. Pierwszą próbę spaliła, w kolejnej miała 17,30, a w ostatniej poprawiła się na 17,62. To wystarczyło, by zapewnić sobie miejsce w finale. - Sędzia pokazał, że spaliłam pierwszą próbę. Potem przeprosił, ale co by było, gdybym odpadła przez ten błąd? Zagotowałam się i pojawiły się niepotrzebne nerwy. Na szczęście zebrałam się w ostatnim pchnięciu. Teraz jest chwila na to, żeby pojechać do hotelu, wyciszyć się i umyć. Najważniejsze, żebym wyglądała dobrze technicznie, bo moc jest - powiedziała.