Liverpool przez ostatnie tygodnie był bardzo chimeryczny. Potrafił wygrać z Tottenhamem, by potem przegrać z Leicester. Arsenal podobnie, jednak w przeciwieństwie do rywali, ”Kanonierzy” walczą jeszcze w Pucharze Anglii oraz Lidze Mistrzów – tutaj został im zapewne do rozegrania jeden mecz.

 

Spotkania pomiędzy tymi ekipami zawsze elektryzowały fanów i nie dziwi to, bo dla przykładu w ostatnich dwóch potyczkach LFC z Arsenalem padło 13 bramek. Liverpool bardzo mądrze rozpoczął i szybko objął prowadzenie. Podanie Sadio Mane na gola zamienił Roberto Firmino. W 40. minucie ci dwaj piłkarze zaminili się rolami. Ty razem podawał Brazylijczyk, a na listę strzelców wpisał się Senegalczyk.    

 

Podopieczni Arsene’a Wengera przycisnęli w drugiej połowie, na boisku pojawił się Alexis Sanchez i to rozruszało drużynę z Londynu. Chilijczyk w 57. minucie podał do Danny’ego Welbecka, a ten zdobył bramkę kontaktową. W końcówce "zabić mecz" mógł Divock Origi, ale trafił tylko w słupek. Jednobramkowa strata zapowiadała bardzo nerwowe ostatnie minuty. "Kanonierzy" nie potrafili jednak stworzyć choćby jednej dobrej sytuacji. Gola strzelili natomiast gospodarze i trzy punkty zostały na Anfield.

 

Liverpool - Arsenal 3:1 (2:0)

 

Bramki: Firmino 9', Mane 40', Wijnaldum 92' - Welbeck 57'

 

Liverpool: Mignolet - Clyne, Matip, Klavan, Milner - Wijnaldum, Can, Lallan (Lucas 90') - Mane (Arnold 90'), Firmino, Coutinho (Origi 80').

 

Arsenal: Cech - Bellerin, Mustafi, Koscielny, Monreal - Welbeck (Walcott 74'), Xhaka, Coquelin, (Sanchez 46') Iwobi, Oxlade-Chamberlain - Giroud (Perez 74').