Bjelica: Zwycięstwo dedykuję naszemu kucharzowi

Piłka nożna
Bjelica: Zwycięstwo dedykuję naszemu kucharzowi
fot. Cyfrasport

Chcę pochwalić naszego... kucharza. Upiekł bardzo smaczne ciasto, które przyczyniło się do naszego zwycięstwa. Wielu ludzi stoi za sukcesami naszej drużyny, dlatego tą wygraną chcę zadedykować naszemu kucharzowi - stwierdził po meczu Lech Poznań - Lechia Gdańsk trener Nenad Bjelica.

Po bardzo nerwowym spotkaniu Lech pokonał prowadzącą w tabeli Lechię Gdańsk 1:0 i zmniejszył straty do lidera do dwóch punktów. To czwarte ligowe zwycięstwo "Kolejorza" z rzędu i piąte wliczając Puchar Polski. Hit 24. kolejki dostarczył sporo emocji, ale nie do końca sportowych. Goście kończyli mecz w dziewiątkę, czerwone kartki ujrzeli Grzegorz Kuświk, Sławomir Peszko oraz rezerwowy golkiper Lechii Vanja Milinkovic-Savic. Z kolei trener poznaniaków Nenad Bjelica drugą połowę obejrzał z trybun.

 

Po meczu Lech - Lechia powiedzieli:

 

Nenad Bjelica (trener Lecha): "Uważam, że wygraliśmy absolutnie zasłużenie. Graliśmy przeciwko zespołowi, który ma bardzo silną ofensywę, ale przez te 96 minut pozwoliliśmy rywalowi na zbyt wiele. Lechia nie miała ani jednej szansy bramkowej. To własnie pokazuje, jaką pracę nasza drużyna wykonała w defensywie. Naturalnie mogliśmy wygrać wyżej, mieliśmy szanse w ostatnich minutach na strzelenie kolejnych bramek. Nawet w takich meczach, gdy zespół gra tylko w dziewiątkę mogą zdarzyć się niebezpieczne sytuacje, szczególnie przy stałych fragmentach gry. Dzisiaj muszę pochwalić cały zespół.

 

- Chcę także pochwalić naszego... kucharza. Upiekł bardzo smaczne ciasto, które przyczyniło się do naszego zwycięstwa. Wielu ludzi stoi za sukcesami naszej drużyny, dlatego tą wygraną chcę zadedykować naszemu kucharzowi.

 

- Jeśli chodzi o moje zachowanie po zakończeniu pierwszej połowy, to dotyczyła ono sytuacji, gdy zawodnik Lechii leżał na murawie, my wybiliśmy piłkę, a Peszko oddał nam ją w niezbyt ładny sposób. Peszko grał dla Lecha, dla jego kibiców i powinien wykazać więcej szacunku dla tego klubu. Tyle mu tylko powiedziałem. Natomiast zdaniem sędziego było to zbyt wiele i dlatego zostałem odesłany na trybuny. To zdarzyło mi się po raz pierwszy podczas pracy w Lechu, natomiast we Włoszech to... standard. Dlatego już zdążyłem się przyzwyczaić do takiej sytuacji, choć czułem się bezsilny oglądając mecz z trybun. Z moim asystentem Rene Pomsem znamy się wiele lat, mieliśmy dwa warianty na drugą połowę.

 

Piotr Nowak (trener Lechii): "Mój komentarz do meczu może być zbyteczny, jeśli chodzi o grę. Jestem dumny z moich chłopaków, powiedziałem im to zaraz po meczu w szatni. Ja wierzę w ten zespół, mimo przeciwności losu, przy odrobinie mądrości można było ten mecz wygrać. Z takim zresztą przekonaniem wyszliśmy dziś na boisko. To co się zdarzyło w drugiej połowie... to się zdarzyło. Ale nawet w dziewięciu graliśmy w piłkę. Czeka nas wyboista droga, ale wierzę, że damy sobie radę.

 

- Jeśli chodzi o kartki, to zmieniły się trochę proporcje. Na boisku były emocje, które są skutkiem czegoś, co zdarzyło się wcześniej na boisku, czy na ławce rezerwowych. Takie spotkania się zdarzają. Ten mecz do przerwy wyglądał bardziej pod nasze dyktando, Lech nie stworzył klarownej sytuacji. Pod względem organizacji gry byliśmy dobrze ustawieni. Graliśmy mądrze, a sytuacje na boisku były takie, że każdy z zespołów próbował zrobić coś z niczego".

RM, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze