Inne

HME Belgrad 2017: Kszczot po raz trzeci...

W Belgradzie od trzech dni realizował swój plan. Czuł, że jest bardzo dobrze przygotowany.

 

"Tempo w finale było wolne, więc przez pierwsze 400 m mogłem nadłożyć troszeczkę po zewnętrznych torach. Wiedziałem, że trzech Hiszpanów będzie chciało powalczyć o nawet dwa krążki. Nie pozwoliliśmy im na to z Duńczykiem Andreasem Bube, który trenował jeszcze niedawno razem ze mną w grupie Zbigniewa Króla. Jestem szczęśliwy, że skompletowałem hat-tricka w mistrzostwach Europy zimą" - podkreślił Kszczot.

 

Na najwyższym stopniu podium stawał w 2011 roku w Paryżu i 2013 w Goeteborgu. W 2015 do Pragi nie pojechał, a na "pudle" zastąpił go Lewandowski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL).

 

"Lubimy złote medale. Mamy bardzo dobry warsztat szkoleniowy. Przygotowanie do biegów średnich jest skomplikowanym procesem. Nie da się tego robić z kartki na zasadzie - zrobić, zapomnieć, pobiec. Tu jest więcej sztuki. Trenujemy na granicy możliwości, a jej przekroczenie jest bardzo kosztowne, bo może odebrać nawet cały sezon.

 

- Jesteśmy jednak w tym niezwykle sprawni i skuteczni. Warto podkreślić, że nie przygotowujemy się z jednym szkoleniowcem, a mamy kilku na światowym poziomie. Indywidualizacja obciążeń i sposobu przygotowań na 800 czy 1500 m jest konieczna - nie ma bowiem jednego przepisu na sukces" - wspomniał mistrz Europy.

 

Kszczot będzie teraz przez kilka dni odpoczywał w Polsce. "Znajdę w końcu czas, żeby +podłubać+ ze szwagrem przy samochodach. To moja pasja. Kocham auta, o których się mówi muscle car. Pojadę też z żoną nad polskie morze, żeby powdychać jodu" - wyjawił.