Tak złego startu w Legii od dawna nie miał żaden piłkarz. Oczekiwania wobec Vadisa Odjidjy-Ofoe, najlepiej zarabiającego gracza Ekstraklasy, trzykrotnego reprezentanta Belgii i faworyta trenera Besnika Hasiego, były olbrzymie. Zamiast tego w Zabrzu obejrzeliśmy zawodnika ślamazarnego, którego większe wrażenie, niż utalentowane nogi, robił duży brzuch. Jakby tego było mało, Legia tamten mecz Pucharu Polski przegrała 2:3, mimo iż… prowadziła dwiema bramkami. Obrońcy tytułu odpadli z rozgrywek, a Belg stał się symbolem tamtej porażki. – Miałem świadomość, że nie jestem przygotowany do gry. O tym, że wyjdę na boisko, zdecydował Hasi. Ja sam nie podjąłbym takiej decyzji – mówi i wyjaśnia skąd wzięły się kłopoty: „Byłem bez treningu, brakowało mi rytmu. Miałem też problemy rodzinne, koncentracja nie była na odpowiednim poziomie”.

Pół roku po sierpniowym blamażu z Górnikiem z Odjidjy-Ofoe już nikt się nie śmieje. Dziś 28-latek jest idolem trybun, motorem napędowym stołecznych, zawodnikiem, na którym wzorują się młodsi koledzy. – Jeśli ktoś spodziewał się, że sam odmienię grę Legii, to znaczy, że nie zna się na piłce. Wiedziałem co potrafię, miałem świadomość, że po prostu potrzebuję czasu – mówi Polsatsport.pl piłkarz wyceniany na kilka milionów euro.

O ławce w hrabstwie Norfolk

W sierpniu 2014 roku nawet najwięksi adwersarze talentu chłopaka z Gandawy nie mogli przypuszczać, że na jego piłkarskiej drodze pojawi się stacja Warszawa. Anglicy z hrabstwa Norfolk przelali wówczas na konto Brugii 5 mln euro, sprowadzając do siebie pomocnika, który przez pięć lat opuścił zaledwie kilkanaście spotkań tego czołowego belgijskiego klubu. – Trenerem, który sprowadził mnie do Anglii, był Neil Adams. Po czterech miesiącach został jednak zwolniony. Zastąpił go Szkot Alex Neil. A mi w międzyczasie przytrafił się uraz kolana… – wspomina lider warszawskiej Legii.

Na Wyspach Vadis doświadczył awansu do Premier League i spadku do Championship. W Norwich City grał jednak mało – i w drugiej lidze, i w pierwszej. Łącznie w kanarkowej koszulce Belg wystąpił tylko 15 razy. W tym czasie jego zespól rozegrał na obu frontach łącznie… 80 meczów. To liczby zgoła inne, niż te, którymi Odjidja-Ofoe mógł chwalić się w Brugii. – Praktycznie nie dostawałem szans. A jeśli grałem, to nie na swojej pozycji – wyjaśnia. Jak twierdzi, sytuacja miała się odmienić po awansie do Premier League.

– Na obozie przygotowawczym prezentowałem się dobrze. Trener mówił, że zasłużyłem na szansę, że zacznę grać. I znów nic z tego nie wyszło. Byłem za to na wypożyczeniu w Rotherham United – mówi z żalem. Grał także w zespole Norwich do lat 23. Kiedy pytam go, czy mógł zostać w klubie znad rzeki Wensum, odpowiada bez wahania: „Po spadku do Championship Neil obiecał mi kolejne szanse, ale nie uwierzyłem. Miałem już dość”.

Powrót do Belgii? Zostaję!

Na decyzję o przenosinach 28-latka do Polski wpłynął znany mu z ligi belgijskiej trener Besnik Hasi (kiedy Odjidja-Ofoe rozpoczynał karierę w Jupiler Pro League, Hasi ją kończył). – Gdyby go tu nie było, pewnie nikt z klubu nie spojrzałby w moją stronę. Ludzie się znają i dzięki tym kontaktom można dużo zdziałać – mówi piłkarz i przyznaje, że gdy po raz pierwszy dowiedział się o propozycji z Warszawy, nie miał pojęcia ani o Legii, ani o Ekstraklasie, ani nawet o Polsce. – Wiedziałem tylko, że mój kumpel Arnaud Sutchuin-Djoum przez chwilę grał w Lechu Poznań, z którym rywalizowałem zresztą w Lidze Europy w 2009 r. I tyle. Arnaud dał mi jednak wiele informacji – mówi Vadis.

Już latem ubiegłego roku Odjidja-Ofoe nie narzekał na brak ofert. – Wybór był spory – przyznaje. Kolejne propozycje pojawiły się zimą. Na początku stycznia dziennik „Het Laatste Nieuws” donosił, że pozyskaniem piłkarza zainteresowany jest KAA Gent, w którym Vadis zaczynał karierę. Choć Belg nie chce przyznać, że chodzi o ten klub, potwierdza, że mógł opuścić stolicę. – Było kilka ofert, ciekawych i konkretnych. Ale powiedziałem szefom klubu, że z Legią chce zdobyć mistrzostwo, a ja swoich słów dotrzymuję.

Gdy pytam trzykrotnego reprezentanta Belgii czy przedłuży kontrakt z Legią na kolejne sezony, długo myśli nad odpowiedzią. W końcu mówi: „Obecnie mam umowę ważną jeszcze przez rok. Czuję się tu dobrze, jestem szczęśliwy. A jeśli wszyscy są szczęśliwi, to może warto kontynuować tę współpracę? Będziemy rozmawiać”. Dopytuję, jak widzi swoją przyszłość: „Widzę siebie w Warszawie przez dłuższy okres, niż jeden sezon…”.