Wygodny fotel, przestronne biuro i możliwość podejmowania strategicznych decyzji. Tak na pierwszy rzut oka wygląda rola prezesa klubu. W rzeczywistości jest to mozolna praca wymagająca przygotowania merytorycznego oraz charakteru umożliwiającego łączenie świata polityki, biznesu i sportu.

 

To zdecydowanie wystarczający zakres obowiązków dla jednej osoby. Jeśli budżet pozwala, między prezesem, a trenerem powinien znaleźć się dyrektor sportowy – osoba  z ogromnym doświadczeniem stricte sportowym. Były zawodnik lub trener, najlepiej z międzynarodową przeszłością i znajomością rynku, która pozwala realnie ocenić panującą sytuację.

 

Dobry dyrektor sportowy ma świadomość zależności panujących na rynku transferowym. Wybór menadżera decyduje o tym, który trener trafi do twojego zespołu i z jakiego grona zawodników będziesz wybierał przyszłą kadrę. Co najważniejsze, jest to osoba, która potrafi realnie ocenić wartość i przydatność danego zawodnika. Tak funkcjonuje to w modelu włoskim: ten, kto płaci, chce decydować bezpośrednio, lub wyznacza zaufaną osobę, która przy współpracy z trenerem kompletuje zespół.

 

Właśnie wtedy dyrektor sportowy wykorzystuje swoją wiedzę i kontakty, nie polega wyłącznie na opinii menadżerów. Jest w stanie ustalić najdrobniejsze szczegóły, tak ważne przy doborze charakterologicznym drużyny. Osoba pełniąca tę funkcję zna problemy drużyny, jest bliżej ekipy niż prezes, a może na to spojrzeć z trochę szerszej perspektywy niż trener.

 

Z kolei w Rosji funkcja dyrektora sportowego teoretycznie istnieje, ale tylko na papierze. Choć sztaby szkoleniowe są mocno rozbudowane, o tym, jak pracuje drużyna decyduje prezes.

 

Chyba nie po to powiększaliśmy ligę do szesnastu zespołów, by bawić się w sportową turystykę. Kontrakt jednego obcokrajowca, który występuje na pozycji klaskającego w kwadracie dla rezerwowych, spokojnie możemy przeznaczyć na pensję dla dyrektora sportowego, który swoją pracą poprawi wydajność zespołu.

 

Rola dyrektora sportowego polega na tym, żeby być jak najbliżej drużyny, a nie siedzieć w wygodnym fotelu pana prezesa.