GKS zyskał przewagę już w pierwszych minutach - w piątej piłka wylądowała nawet w bramce Stomilu, ale biorący udział w akcji Mikołaj Lebedyński był na spalonym. Szczególnie błyszczał Kamil Jóźwiak, który między szóstą a siódmą minutą aż trzy razy niepokoił Piotra Skibę. Od szczęścia dzieliło go naprawdę niewiele.

Gol wisiał na włosku. Wkrótce jeszcze bliżej szczęścia niż Jóźwiak był Mateusz Kamiński, który po dośrodkowaniu z rzutu rożnego pomylił się naprawdę nieznacznie i piłka po jego strzale wylądowała na poprzeczce. GKS nie zdejmował jednak stopy z gazu - żółte koszulki praktycznie nie znikały z połowy Stomilu.

Później szturm nieco stracił na sile, ale pojedyncze zrywy "GieKSy" również nie oznaczały dla Stomilu niczego dobrego. W 26. minucie Skiba musiał się sporo nagimnastykować przy strzale Tomasza Foszmańczyka, a cztery minuty później jeszcze bliżej szczęścia był Lebedyński, ktory po dośrodkowaniu Alana Czerwińskiego trafił w... popczeczkę!

W 40. minucie w końcu się udało. Duet Foszmańczyk-Lebedyński dwoma podaniami kompletnie rozmontował defensywę Stomilu i w rezultacie ten pierwszy stanął oko w oko ze Skibą. Strzał w dolny róg i pozamiatane. To już jego szósta bramka i czwarta asysta Lebedyńskiego w tym sezonie 1 ligi. Do przerwy nic się nie zmieniło.

Na początku drugiej połowy stało się natomiast coś zupełnie nieoczekiwanego. Nieistniejący do tej pory Stomil Olsztyn wyrównał. Wszystko za sprawą indywidualnej akcji Marcela Ziemanna. Prawy obrońca ruszył prawym skrzydłem, wpadł w pole karne, wykonał ładną przeplatankę, która może specjalnie rywala nie zmyliła, ale najważniejsze, że wiedział, w którym momencie uderzyć. Zawodnicy "GieKSy" w szoku.

A Stomil uwierzył w siebie. Tym razem to niebieskie koszulki nie znikały z połowy rywala. "GieKSa" natomiast zatraciła gdzieś umiejętność tworzenia groźnych akcji, ale jak się już przekonaliśmy - tu obraz meczu mógł się zmienić w ciągu sekundy.

I tak też się stało. Po okresie posuchy, w polu karnym Stomilu odnalazł się Kamil Jóźwiak. Wypożyczony z Lecha 18-latek wykorzystał zdenerwowanie Dawida Abramowicza, minął go i uderzył w prawy gorny róg bramki. Błąd Piotra Skiby polegał na tym, że poszedł od razu w dół, nie dając sobie żadnych szans na skuteczną interwencję.

Ale to bynajmniej nie koniec emocji w Katowicach - w 71. minucie Czerwiński sfaulował we własnym polu karnym Pawła Wojowskiego. Sędzia nie miał wątpliwości - jedenastka. Podszedł do niej Rafal Kujawa, który potężnym strzałem w prawy dolny róg strzelił i wyrównał na 2:2. Po tej bramce rollercoaster w Katowicach miał się już jednak ku końcowi. Ostatnim akcentem była druga żółta kartka dla Piotra Klepczarka, którą zawodnik Stomilu ujrzał w 88. minucie. GKS zmarnował kapitalną okazję na przeskoczenie w tabeli liderującej Chojniczanki.

W pozostałych piątkowych meczach 1 ligi rzeczona Chojniczanka zremisowała ze Zniczem Pruszków 3:3, a Miedź Legnica pokonała Drutex-Bytovię Bytów 2:1.   

GKS Katowice - Stomil Olsztyn 2:2 (1:0)
Bramki: Foszmańczyk 40, Jóźwiak 64 - Ziemann 50, Kujawa 72.

Znicz Pruszków - Chojniczanka Chojnice 3:3 (1:1)
Bramki: Jagiełło 9, Kubicki 54, Misztal 90 - Mikołajczak 45, Podgórki 48, 52.

Miedź Legnica - Drutex-Bytovia Bytów 2:1
Bramki: Forsell 58, 88 - Mandrysz 12.