W drugim sobotnim meczu najwyższej polskiej klasy rozgrywkowej spotkały się drużyny z dwóch przeciwnych biegunów tabeli. Przedostatni Ruch stał przed ciężkim zadaniem wydarcia punktów Lechii, która po dwudziestu czterech seriach zajmowała fotel lidera. Trzeba jednak zaznaczyć, że wiosna jest łaskawa dla podopiecznych Waldemara Fornalika. W obecnej rundzie odnieśli oni dwa zwycięstwa, raz podzielili się punktami i tylko raz ponieśli porażkę. Było to 10 lutego w meczu z Cracovią (0:1).

 

Na początku pierwszej połowy Ruch pokazał, że nie zamierza składać broni przed teoretycznie dużo silniejszą Lechią. W 8. minucie w pole karne gdańszczan zagrał Michał Koj. Do piłki dobiegł Jarosław Niezgoda, który próbował jeszcze dograć do nadbiegającego Łukasza Monety, ale jego podanie zostało zablokowane. Sześć minut później powinno być już 1:0, ale Moneta nie dał rady oddać strzału do pustej bramki, po wycofaniu piłki przez Patryka Lipskiego. Lechia prowadziła atak pozycyjny i miała swoje szanse, jednak pod koniec pierwszej części gry blisko wyjścia na prowadzenie byli gospodarze. Wówczas w polu karnym przyjezdnych świetnie główkował Niezgoda, ale Dusan Kuciak był czujny i popisał się fenomenalną paradą.

 

Sześć minut po gwizdku wznawiającym grę "Niebieskim" udało się w końcu otworzyć wynik. Do rzutu wolnego podszedł wówczas Lipski, który posłał bardzo mocne dośrodkowanie w kierunku bramki lechistów. Piłka po jego centrze zmieniła tor lotu i trafiła w głowę Pawła Stolarskiego, a następnie wpadła do bramki. W 60. minucie trener Piotr Nowak zdecydował się na podwójną zmianę. Na boisko wbiegli Marco Paixao i Lukas Haraslin, po czym zaliczyli prawdziwe wejście smoka! Minutę później Słowak dośrodkował z prawej strony boiska do znajdującego się w polu karnym Portugalczyka, a ten strzałem prawą nogą doprowadził do wyrównania. Na odpowiedź chorzowian trzeba było czekać zaledwie sześć minut. Wówczas, po pięknej akcji Monety, uderzeniem z pierwszej piłki swoją drużynę na jednobramkowe prowadzenie wyprowadził Niezgoda. Tym samym aspirująca do mistrzowskiego tytułu Lechia, podobnie jak trzy tygodnie temu Legia, zaliczyła wpadkę w meczu z chorzowianami.

 

Ruch Chorzów - Lechia Gdańsk 2:1 (0:0)

 

Bramki: Stolarski 51' (samobójcza), Niezgoda 67' - Paixao 61'.

 

Żółte kartki: Koj, Arak - Mila.

 

Ruch Chorzów: Libor Hrdlicka - Martin Konczkowski, Rafał Grodzicki, Michał Helik, Michał Koj (81' Paweł Oleksy) - Miłosz Przybecki (90' Miłosz Trojak), Łukasz Surma, Patryk Lipski, Maciej Urbańczyk, Łukasz Moneta - Jarosław Niezgoda (84' Jakub Arak).

 

Lechia Gdańsk: Dusan Kuciak - Paweł Stolarski, Joao Nunes, Mario Maloca, Jakub Wawrzyniak - Flavio Paixao (60' Marco Paixao), Ariel Borysiuk (60' Lukas Haraslin), Milos Krasic, Simeon Sławczew (78' Sebastian Mila), Rafał Wolski - Gino van Kessel.

 

Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).