Inne

Powstanie e-sportowa liga Ekstraklasy

Adam Łuczka: Panie Mateuszu, jest Pan osobą, która od lat zajmuje się komentowaniem piłki nożnej, sportów walki oraz ogólnie szeroko pojętego sportu tradycyjnego. Jak zapatruje się Pan na coraz większą popularność rywalizacji elektronicznej?

Mateusz Borek: Myślę, że jest to znak czasu. Wszystko się rozwija i idzie do przodu. Ja jestem z tego pokolenia, w którym człowiek umawiał się na randkę z dziewczyną dzwoniąc przez telefon domowy. Zwykle dzwoniło się w poniedziałek i umawiało na piątek. Teraz wszystko jest skomputeryzowane, mamy komórki, smartphony, tablety, komputery. Szczerze mówiąc ja nie do końca to ogarniam, chociaż muszę powiedzieć, że jako dziecko grałem w pierwsze, raczkujące jeszcze wtedy gry wideo. Był to hokej, tenis, a także piłka nożna. Patrzę na to zjawisko z wielkim zainteresowaniem, z wielkim podziwem, czasami także z pewnym niezrozumieniem. Brakuje mi jednak wiedzy stricte merytorycznej. Jestem osobą zajętą i jeśli mam trochę czasu, to raczej skupiam się na sporcie tradycyjnym. Lubię wyjść z kumplami na piłkę, pograć w tenisa, pobiegać czy też po prostu pójść na siłownię. Widzę natomiast, że jest popyt na e-sport. Transmisje przyciągają wiele osób, ludzie chcą to oglądać, a młodzież się tym "jara". Ostatnio widziałem relację z imprezy w Spodku i zauważyłem, że występujący tam zawodnicy traktowani są jak ikony popkultury.

Poruszył Pan kwestię finansową przedsięwzięcia jakim jest sport elektroniczny. Według danych, od początku tego roku do siódmego lutego polska drużyna Counter-Strike: Global Offensive Virtus.pro zarobiła 1 600 000 złotych. Jest to o ponad 250 000 więcej niż w tym okresie uzbierała kadra polskich skoczków narciarskich Stefana Horngachera. Jak skomentowałby Pan to zjawisko?

Skoro dzisiaj świat przeniósł się do internetu, to kompletnie nie dziwi mnie, że idą za tym wielkie pieniądze. W tej chwili jest to już nie tylko rozrywka, ale i ogromny biznes. Słyszałem również, że niektórzy e-sportowcy i komentatorzy e-sportu zarabiają dużo więcej niż ich koledzy działający na polu sportów tradycyjnych. Ja nie zazdroszczę i specjalnie mnie to nie martwi, ponieważ prawdopodobnie miałbym problem, żeby odnaleźć się w rzeczywistości wirtualnej. Być może paru moich kolegów było jednak inspiracją dla komentatorów gier komputerowych?

Czyli innymi słowy z tematyką e-sportową nie łączy Pana wiele?

Raz uczestniczyłem w projekcie o nazwie Pro Evolution Soccer. Ja dostałem wtedy tylko skrypt kilkunastu tysięcy słów i zwrotów, a na koniec i tak wszystko zależało od programisty, który to montował. W tym zakresie znacznie bardziej aktywny jest mój ośmioletni syn, który ma wszystkie wersje FIFY i przed konsolą najchętniej spędzałby całe dnie. My z żoną mamy trochę inne spojrzenie na tę kwestię i staramy się wydzielać mu w tygodniu czas na gry. Zdaję sobie również sprawę, że dziecka nie można od tego zupełnie odseparować, gdyż nie chciałbym, żeby mój syn był wyalienowany we własnym środowisku. Dzisiaj dzieci grają i grać będą, ale moim zdaniem dobrze by było, gdyby udało się zachować proporcje między e-sportem i sportem tradycyjnym, który jest znacznie zdrowszy i którego jestem wielkim miłośnikiem!

 

Całą rozmowę z Mateuszem Borkiem zobaczcie w materiale wideo.