- Czarnogórzanie są groźni zwłaszcza na swoim boisku, gdzie mogą liczyć na pomoc żywiołowo i prowokacyjnie - w stosunku do rywali - zachowującej się publiczności. Gorący teren jest większym niebezpieczeństwem dla naszej drużyny, niż forma polskich zawodników. W obecnej kadrze jest wielu doświadczonych piłkarzy, grających w mocnych klubach i ligach, a więc o ich dyspozycję jestem spokojny - stwierdził dawny napastnik m.in. Legii Warszawa.

 

Zgrupowanie reprezentacji w Warszawie rozpoczęło się w poniedziałek. Biało-czerwoni trenować będą do piątku, a w sobotę udadzą do stolicy Czarnogóry. Mecz odbędzie się w niedzielę o godz. 20.45.

 

- Jesteśmy liderami swojej grupy z przewagą trzech punktów nad Czarnogórą. Wyjazdowe zwycięstwo nad tym rywalem sprawi, że będziemy już blisko awansu, tym bardziej, że kalendarz dalszych gier mamy niezły. Zdecydowanym faworytem w Podgoricy nie będziemy, ale mając ten skład i pamiętając jesienne występy, jesteśmy w stanie wygrać różnicą jednej bramki. I mimo - jak mówiłem - prowokacji i z trybun, i z boiska, bo pewnie różne rzeczy będą się działy, jak pięć lat temu w poprzednich kwalifikacjach. Pewną niewiadomą jest długa, czteromiesięczna przerwa w grach kadry, lecz i z tym trener Adam Nawałka sobie poradzi - dodał Adamczyk.

 

W sezonie 1980/1981 w barwach Legii Adamczyk został królem strzelców ekstraklasy z dorobkiem 18 bramek. W tamtym czasie dwa razy zdobył Puchar Polski. Obecnie z Legii w drużynie narodowej są Michał Pazdan i Artur Jędrzejczyk.

 

- Pazdan, co pokazuje w kadrze i lidze, nawet we wczorajszym spotkaniu z Lechią Gdańsk, jest podporą bloku obronnego polskiej reprezentacji. Jędrzejczyk ostatnio nie jest w najwyższej formie, ale w kadrze gra dobrze, przydaje się jego doświadczenie. Zapewne Nawałka nie ruszy "starej" defensywy, zwłaszcza, że ma solidną czwórkę. Spodziewam się, że od początku w Czarnogórze zagrają Łukasz Piszczek, Pazdan, Kamil Glik i Jędrzejczyk - powiedział trener Wichru Kobyłka, który wcześniej prowadził m.in. Orlęta Radzyń Podlaski, Narew Ostrołęka i Górnika Konin.

 

Adamczyk uważa, że na powołanie zasłużył też Michał Kucharczyk, który w niedzielnym spotkaniu Legii z Lechią (2:1) zdobył dwie bramki dla mistrzów Polski. - Wszedł w trudnym momencie w wyjazdowym meczu i potrafił odwrócić losy potyczki. Taki skrzydłowy przydałby się zespołowi narodowemu, zwłaszcza, że Kuba Błaszczykowski ma już swoje lata i nie wiem czy obecnie jest w formie na 90 minut - dodał.

 

W reprezentacji, na przełomie 1980 i 1981 roku, Adamczyk zagrał w trzech spotkaniach. Debiutował z Hiszpanią w Barcelonie (1:2).

 

- Później zagrałem jeszcze z Algierią i na wiosnę z Rumunią. W tym ostatnim meczu selekcjonerem był już Antoni Piechniczek, a nie Ryszard Kulesza, u którego miałem większe szanse na grę, bo lubił takich zawodników jak ja, czyli dobrych technicznie, ale może mniej walecznych. Piechniczek potem mnie nie powoływał, ale wyniki go obroniły, przecież na mistrzostwach świata w Hiszpanii Polska zajęła trzecie miejsce. Dlatego pretensji nie mam. Ale przyznaję, nie zawsze wtedy profesjonalnie podchodziłem do swych piłkarskich obowiązków. Zresztą to były ponure czasy, stan wojenny... Gdybym urodził się wiele lat później, inaczej pokierowałbym swoją karierą - ocenił 61-letni Adamczyk.