Przed meczem w o wiele lepszej sytuacji byli podopieczni Janne Anderssona, którzy w czterech pierwszych spotkaniach odnieśli dwa zwycięstwa, ponieśli jedną porażkę i raz zremisowali. Dorobek siedmiu punktów pozwolił im uplasować się na trzeciej lokacie, ze stratą trzech "oczek" do zasiadających na fotelu lidera Francuzów. W tym samym czasie nasi wschodni sąsiedzi przegrali dwukrotnie i tyle samo razy podzielili się punktami, zajmując piąte miejsce, tuż nad zamykającym tabelę Luksemburgiem.

Od początku spotkania na boisku było widać wyraźną przewagę Szwedów. Już w 10. minucie imponującym rajdem popisał się Emil Forsberg, który niczym Wilfried Zaha, w piątkowym towarzyskim meczu Wybrzeża Kości Słoniowej z Rosją, minął paru bezradnych defensorów i uderzył na bramkę Harbunou. W odróżnieniu od strzału Iworyjczyka, piłka po jego próbie poleciała jednak nie pod, lecz nad poprzeczkę.

Szwedzi górowali nad Białorusinami w dosłownym tego słowa znaczeniu, ponieważ bez problemu wygrywali większość pojedyjnków w powietrzu i groźnie główkowali na bramkę przeciwników. Uderzeniom Marcusa Berga i Andreasa Granqvista brakowało jednak precyzji i ich uderzenia minimalnie mijały cel.

W 18. minucie w polu karnym przyjezdnych przytrzymywany był Berg i sędzia Lechner nie miał wątpliwości z podyktowaniem rzutu karnego. Do jedenastki podszedł Forsberg i strzelił w kierunku prawego słupka. Harbunou wyczuł jego intencję, ale strzał był zbyt mocny i przełamał rękę golkipera.

Na początku drugiej odsłony Szwedom udało się podwyższyć prowadzenie, choć w dość nietypowym stylu... kiedy po teoretycznie niegroźnym uderzeniu Forsberga, fatalnie skiksował Harbunou. Bramkarz chciał złapać piłkę w "koszyczek" jednak ta przeleciała mu między rękami i wturlała się do bramki!

Trzecia bramka dla gospodarzy również padła w osobliwych okolicznościach. Po dośrodkowaniu z lewej strony boiska do piłki wyskoczył białoruski bramkarz, jednak ponownie źle obliczył tor lotu piłki. Jego błąd wykorzystał Berg i skierował futbolówkę w kierunku bramki przyjezdnych. Z linii bramkowej wybił ją jeden z obrońców, jednak austriacki sędzie pomylił się i uznał nieprawidłowo strzelonego gola.

W 74. minucie na placu gry pojawił się Isaac Kiese Thelin i zaliczył prawdziwe wejście smoka. Cztery minuty po wbiegnięciu na murawę otrzymał dokładne prostopadłe podanie i uderzeniem w kierunku dalszego słupka podwyższył na 4:0.

Szwecja - Białoruś 4:0 (1:0)

Bramki: Fosberg 19' (rzut karny), 49', Berg 57', Kiese Thelin 78'.

Żółta kartka: Martynowicz.

Szwecja: Robin Olsen - Ludwig Augustinsson, Andreas Granqvist, Pontus Jansson, Mikael Lustig - Emil Forsberg, Albin Ekdal (68' Jakob Johansson), Oscar Hiljemark, Jimmy Durmaz (85' Viktor Claesson) - Ola Toivonen (74' Isaac Kiese Thelin), Marcus Berg.

Białoruś: Andrej Harbunou - Maksim Bardaczou (69' Aleksandr Volodjko), Jahor Filipienka, Siarhiej Paliciewicz, Alaksandr Martynowicz, Ihar Szytau - Michaił Gordejczuk, Ivan Mayevskiy (66' Stanisłau Drahun), Renan Bressan, Alaksiej Ryas - Mikałaj Sihniewicz (71' Witalij Radzionau).

Sędzia: Herald Lechner (Austria).