Odkąd w maju Mourinho objął Manchester United, Bastian Schweinsteiger wybiegł na boisko zaledwie cztery razy i spędził na nim tylko 134 minuty. Mało tego, był czas, że miał zakaz trenowania z pierwszym zespołem, a wcześniej skonsternowani kibice zauważyli jego brak na zdjęciu drużynowym, które na początku sezonu obiegło całą Europę. Mourinho po prostu nie wiedział go w swoim zespole, ale wydawało się, że mimo wszystko traktuje go, mistrza świata i wicemistrza Europy, nieco zbyt brutalnie.

Rozstanie było nieuniknione, ale miało swoje miejsce dopiero 21 marca - 32-letni Niemiec udał się wtedy na "piłkarską emeryturę" do USA. Na łamach "New York Times" stwierdził, że całą tę sytuację z Mourinho traktował jako próbę charakteru. Cieszył się również, że chociaż na koniec miał okazję wystąpić w trzech spotkaniach, a w jednym z nich zdobyć nawet bramkę i zanotować asystę (4:0 z Wigan). W jakimś sensie dopiął swego. Wygrał.

W piątek pożegnał go sam Mourinho, który, jak to on, znów zaskoczył wszystkich.

– Bastian znajduje się w kategorii tych piłkarzy, wobec których nie byłem w porządku. Kiedy odchodził, powiedziałem mu: "Nie byłem wobec ciebie fair na początku, dlatego muszę się tak zachować teraz.". Więc jak zapytał mnie, czy pozwolę mu na zmianę klubu, musiałem się zgodzić. Nie mogłem go źle potraktować po raz drugi - stwierdził szkoleniowiec.

– Jest mi naprawdę przykro za ten początkowy okres naszej współpracy i Basti doskonale o tym wie. Będzie mi go brakowało, jego charakteru, profesjonalizmu i wpływu jaki miał na resztę drużyny. Nie mogłem go jednak zatrzymać, mając nawet na uwadze tę ciężką końcówkę sezonu, która nas czeka. Mogę mu tylko życzyć szczęśliwego życia w Chicago – zakończył "The Special One".

Schweinsteiger reprezentuje dziś barwy Chicago Fire. Okazję do debiutu będzie miał już w sobotę, kiedy w czwartej kolejce MLS jego zespół podejmie Montreal Impact.