Roman Kołtoń: Nie udało się panu dostać do Komitetu Wykonawczego w 2003 roku...

 

Michał Listkiewicz: O to naprawdę trudno. Przegrałem minimalnie. Nominację zdobyło ośmiu działaczy. W pierwszej turze zająłem - ex aequo z Włochem – ósme miejsce, ale w drugiej turze kilku kolegów czmychnęło z mojego obozu... Dużo gorszy wynik miał Grzesiu Lato, gdy startował w 2011. Lato to wielkie nazwisko w świecie futbolu – jednak okazuje się, że samo nazwisko w świecie kulis futbolu to za mało.

Słyszałem, że w drugiej turze na Latę oddano tylko dwa głosy. Jeden otrzymał od siebie, a drugi od kogoś, kto się pomylił...

 

Boniek nie jest Latą – myślę, że szanse obecnego prezesa PZPN są zdecydowanie większe. Rozmawiałem z wieloma ludźmi i wybór Zbyszka jest praktycznie przesądzony. Boniek ma świetne relacje z Giannim Infantino...

Tyle, że Infantino to już były prezydent UEFA – Europejskiej Unii Piłkarskiej. Obecnie jest szefem FIFA -  Światowej Federacji Piłki Nożnej.

 

Fakt, ale w UEFA na kluczowych stanowiskach zostali jego ludzie. Sekretarzem generalnym UEFA jest Grek Theodore Theodorakis, a dyrektorem rozgrywek jest Włoch Giorgio Marchetti. Niewątpliwie z obozu Infantino wywodzi się również obecny prezydent UEFA, Słoweniec Aleksander Ceferin. Zbyszek ma świetne relacje z nimi i mnóstwo pomysłów. Na pewno jest nadzieją dla słabszych w UEFA.

Słabszych federacji?

 

Małych, średnich, z ambicjami. Wiadomo, że „big five” - wielka piątka - chciałaby o wszystkim decydować – Anglicy, Francuzi, Hiszpanie, Niemcy i Włosi. Tyle, że UEFA liczy obecnie 55 federacji.

Prezes Boniek jako członek Komitetu Wykonawczego UEFA będzie mógł coś pozyskać dla Polski?

 

To aż tak proste nie jest, ale niewątpliwie przynależność do tego grona ułatwia wiele dyskusji. Można bezpośrednio negocjować. Polska i tak była silna w ostatnich latach w tym względnie. Za moich czasów udało się pozyskać finały EURO 2012, a z inicjatywy Zbyszka finał Ligi Europy w 2015 roku, a także finały EURO U-21, które rozegrane zostaną w czerwcu. Niewątpliwie przełomem było jednak EURO 2012. UEFA od tego czasu w pełni nam ufa...

Kiedyś dla Zbigniewa Bońka problemem było uczestnictwo w różnych kongresach, zjazdach, obradach...

 

Przytaczałem już tę anegdotę kilka razy, ale przypomnę, że kiedyś gościłem ze Zbyszkiem w FIFA. Był z nami Kazimierz Górski. Pan Kazimierz miał jechać na lotnisko, więc Zbyszek zaoferował się, że zawiezie legendarnego trenera. Dzwonię do Bońka dwie godziny później, gdzie jest – dlaczego nie wraca na obrady, a Zbyszek się śmieje, że już w Rzymie cieszy się słońcem i pije espresso. Jednak to się zmieniło. Gdyby ktoś kiedyś powiedział „Zibiemu”, że ma jechać na jubileusz podkarpackiego związku, to usłyszałby śmiech. A ostatnio prezes Boniek zawitał na Podkarpacie i bawił do późnych godzin. Wiem, co mówię, bo byłem i też bawiłem... Boniek zresztą potrafi wszystko świetnie zorganizować. Zarządy PZPN nie ciągną się w nieskończoność. Mistrzem w tym względzie był Marian Dziurowicz, który najważniejsze sprawy zostawiał na popołudnie, aby błyskawicznie przeprowadzić głosowania – wiadomo, działacze spieszyli się na popołudniowe pociągi ekspresowe z Warszawy Centralnej. A teraz do obiadu wszystko rozstrzygnięte.

To czego życzyć Bońkowi, jak się już dostanie do władz UEFA?

 

Żeby był bohaterem tych słabszych i mniejszych. I za cztery lata – gdy znowu wystartuje – żeby wybór Zbyszka był formalnością.