- Międzynarodowy Komitet Olimpijski wyraża głębokie rozczarowanie decyzją NHL i szczerze współczuje sportowcom, którzy nie będą uczestniczyć w swoich narodowych reprezentacjach w walce o medale w Pjongczangu. Decyzja jest niefortunna biorąc pod uwagę, że Międzynarodowa Federacja Hokeja na Lodzie (IIHL) zaproponowała NHL te same warunki finansowe dotyczące ubezpieczenia i transportu, jak w przypadku poprzednich igrzysk - napisano w opublikowanym we wtorek w Lozannie oświadczeniu.

 

MKOl nadmienił przy okazji, że na rozwój sportu na świecie przeznacza 90 procent przychodów i nie może traktować narodowej ligi komercyjnej inaczej niż działające non-profit międzynarodowe federacje sportowe.

 

- Jestem zmartwiony. Władze NHL spodziewały się więcej pieniędzy, a właściwie nie wiem czego one rzeczywiście chciały - powiedział dziennikarzom w Kopenhadze przewodniczący MKOl Thomas Bach.

 

Z decyzji NHL ucieszył się Niemiecki Związek Hokeja na Lodzie (DEB).

 

- Oczywiście współczujemy sportowcom, którzy chcieli wystąpić w igrzyskach. Z drugiej jednak strony stanowisko NHL daje szansę drużynom, które nie mają w składzie tylu graczy zawodowych. Jeśli do Pjongczangu nie przyjedzie 100 zawodników NHL poziom wyrówna się - powiedział prezes DEB Franz Reindl.

 

Na kompromis w rozmowach z udziałem MKOl, NHL i stowarzyszenia graczy tej ligi (NHLPA) liczyła Rosyjska Federacja Hokeja na Lodzie (FHR).

 

- To bardzo dobrze, że decyzja zapadła właśnie teraz. Będziemy przygotowywać się do turnieju olimpijskiego własnymi siłami, liczymy na zawodników grających w kraju - powiedział prezes FHR znakomity przed laty bramkarz Władysław Tretjak.

 

W bawełnę nie owijał swoich słów prezydent IIHF Szwajcar Rene Fasel mówiąc: - To grabież zawodników. Hokej poniósł ogromną porażkę - stwierdził.

 

Organizatorzy przyszłorocznych zimowych igrzysk w Pjongczangu nadal mają nadzieję, że w turnieju olimpijskim udział wezmą hokeiści na co dzień grający w lidze NHL. - Jest jeszcze czas na dyskusje - powiedziała rzeczniczka prasowa Komitetu Organizacyjnego Nancy Park.

 

- Na pewno znajdziemy jakieś rozwiązanie - dodała.

 

W poniedziałek wieczorem władze ligi NHL poinformowały, że zawodnicy grający w niej nie pojadą do Korei. W oficjalnym komunikacie napisano, że to ostateczna decyzja.

 

- Obecnie finalizujemy ustalenia dotyczące programu rozgrywek sezonu regularnego 2017/18, nie ma w nim miejsca na żadną przerwę w czasie igrzysk w Pjongczangu - wyjaśniła NHL podkreślając, że sprawa jest oficjalnie zamknięta i dalsze negocjacje już nie będą na żadnym szczeblu prowadzone.

 

Na takie słowa zareagowali także zawodnicy. Stowarzyszenie zrzeszające graczy także wystosowało oficjalne pismo, w którym wyraziło swoje zdziwienie i zawód. - Nie popieramy i nie zgadzamy się z decyzją ligi NHL - napisano.

 

- Decyzja jest trudna do zaakceptowania. Oni widzą tylko dolary, ludzkie podejście do tego tematu jest równie ważne - powiedział mistrz olimpijski z Soczi 2014 bramkarz Montreal Canadiens Kanadyjczyk Carey Price.

 

Wtórował mu na Facebooku szwedzki golkiper, złoty medalista olimpijski z Turynu 2006 Henrik Lundqvist pisząc: "przepadła szansa gry na najwyższym poziomie".

 

Problem udziału zawodników NHL pojawia się przed każdą edycją zimowych igrzysk. Jednak o medale olimpijskie walczą oni regularnie od 1998 roku. Przed imprezą w Soczi w 2014 roku liga zgodziła się na udział swoich zawodników dopiero w lipcu 2013 roku.

 

Teraz jednak nie doszło do porozumienia, choć mediacji podjęły się władze międzynarodowej federacji IIHF. Przedstawiciele NHL podkreślali, że nie mogli się zgodzić m.in. na dyktat MKOl, który - jak twierdzą - zażądał, aby warunkiem udziału zawodników NHL w igrzyskach w Pekinie w 2022 roku, był ich start w 2018 w Pjongczangu.

 

Kwestią sporną były m.in. koszty ubezpieczeń, transportu i pobytu zawodników podczas igrzysk. IIHF zaproponowała, że przekaże na ten cel klubom 10 milionów dolarów, ale dla zespołów NHL to było za mało, choć większość hokeistów deklarowała chęć wyjazdu do Korei Południowej.