Inne

SL i-League StarSeries: Bezlitosne Fnatic...

Ubiegły rok nie należał do najbardziej udanych w wykonaniu reprezentantów polskiej formacji. Media społecznościowe zaroiły się od komentarzy sugerujących, że trzon Złotej Piątki powinien odwiesić myszkę na kołku i pomyśleć o emeryturze. Wówczas przyszło przełamanie, które pozwoliło Virtusom znowu znaleźć się na szczycie rankingów.

 

Virtus.pro zaliczyło wyjątkowo udany początek bieżącego roku. Zwycięstwo w finale ELEAGUE Major wisiało na włosku. Niestety w kluczowym momencie zabrakło zimnej krwi, a szczęście było po stronie Astralis. Polacy włożyli ogrom serca w ten turniej, więc porażka w decydującym momencie okazała się wyjątkowo bolesnym doświadczeniem.

 

W tym samym czasie na horyzoncie pojawił się DreamHack Masters Las Vegas, gdzie Polacy zyskali doskonałą okazję do rewanżu. Jak obiecali, tak też zrobili. Virtusi odpłacili się z nawiązką, gromiąc Astralis w widowiskowym stylu. Po wyrównaniu rachunków z duńską formacją przyszedł czas na spektakularne zwycięstwo w finałowym meczu z SK Gaming.

 

Wydawałoby się, że udana passa dodała Polakom pewności siebie, a eksplozja ich formy przypadnie na IEM Katowice 2017. Turnieje w Spodku zajmują szczególne miejsce w sercach zawodników Virtus.pro. Możemy sobie tylko wyobrażać ich rozgoryczenie, kiedy odpadli w fazie grupowej i to przed własną publicznością. Niewykluczone, że pasha wraz z kompanami aż za bardzo pragnęli zdobycia trofeum, przez co zjadła ich presja. Gorycz porażki była trudna do przełknięcia, lecz należało wyciągnąć wnioski i z optymizmem patrzeć w przyszłość.

 

Kolejnym sprawdzianem dla Virtusów stały się lanowe finały SL i-League StarSeries rozgrywane w Kijowie. Podopieczni kubena zaliczyli udany start z koreańską ekipą MVP Project. Przeciwnik oczywiście nie był z najwyższej półki, lecz łatwość z jaką poczynali sobie Polacy napawała optymizmem na dalszą część zmagań. Już drugiego dnia zawodów biało-czerwoni zostali praktycznie zmiażdżeni przez brazylijskie SK Gaming. Polscy kibice nie załamywali rąk po jednym potknięciu. Wnikliwi obserwatorzy doskonale wiedzą, że polska formacja potrzebuje czasu, żeby złapać odpowiedni rytm, a z każdym meczem staje się coraz silniejsza. Niestety tym razem fani znad Wisły nie doczekali się na powrót ich ulubieńców. W kolejnych spotkaniach Virtusi zostali rzuceni na kolana przez NiP oraz fnatic. W konsekwencji Polacy po raz kolejny pożegnali się z zawodami już podczas fazy zasadniczej.

 

Najwyższy czas zadać sobie fundamentalne pytanie. Co się dzieje z zespołem Virtus.pro? Z odpowiedzią spieszy Kubik, popularny trener i streamer. Na jego kanale znajduje się film przedstawiający wnikliwą analizę nieudanego meczu z SK Gaming. Kuba zwraca uwagę na el solidne przygotowanie ze strony biało-czerwonych. Według niego Polacy doskonale wiedzieli jak przeciwdziałać sztandarowym zagrywkom swojego przeciwnika. Kubik wyszczególnił kilka ustawień, które teoretycznie powinny przyprzeć Brazylijczyków do muru. Jaka była przyczyna tak wysokiej porażki? Były trener PRIDE uważa, że Virtusom zabrakło sprawnej komunikacji, skuteczności w indywidualnych pojedynkach oraz po prostu szczęścia.

 

Po nieudanym występie w Kijowie głos w tej sprawie zabrał również kuben, trener Virtus.pro. Poniżej możecie zapoznać się z treścią jego oświadczenia.

 

Nie ma co ukrywać, to był dramat. Kompletny brak formy.

Dla zainteresowanych, wiernych fanów - najbliższy pewny lan w naszym wykonaniu będzie miał miejsce na początku lipca w Kolonii.

Czas skupić się internetowych eliminacjach do ESL Pro League i ECS. Jeśli uda się do nich zakwalifikować, to ujrzycie nas jeszcze dwukrotnie w czerwcu, w Dallas i w Londynie.

Przyłożymy się i wrócimy, obiecuję!

 

Wszystko wskazuje na to, że zarówno w kwietniu, jak i w maju nie zobaczymy Virtusów na turniejach lanowych. Przez ten czas Złota Piątka poświęci więcej czasu treningom oraz internetowym ligom. Miejmy nadzieję, że ten plan pozwoli poczynić stosowne przygotowania do ESL Cologne, a zwłaszcza przed PGL Major Kraków.