Dwaj pierwsi są już zawodowymi mistrzami świata, a Gwozdyk ma również odpowiednie argumenty, by pójść w ich ślady. Takiej gali, by trzej pięściarze reprezentujący wschodnią Europę i trenowanych przez Anatolija Łomaczenkę, ojca jednego z nich, wypełnili całą transmisję amerykańskiej stacji telewizyjnej HBO jeszcze nie było.

 

Egis Klimas menedżer tej trójki podkreśla wprawdzie, że dziś trenerem Usyka jest Russ Abner, a nie Łomaczenko senior, ale każdy kto zna stosunki łączące ojca Wasyla z mistrzem wagi junior ciężkiej wie doskonale, że wciąż ma na niego duży wpływ. Pamiętam doskonale, co Usyk mówił o Anatoliju Łomaczence przed pojedynkiem z Krzysztofem Głowackim w Gdańsku. – To jest człowiek, który zbudował mój bokserski szkielet. Na tej konstrukcji opieram teraz wszystko – powtarzał dziennikarzom. A później już w trakcie walki spoglądał na siedzącego blisko ringu Łomaczenkę seniora i jego syna Wasyla, swojego serdecznego przyjaciela, choć miał w narożniku Ali Bashira.

 

Co do tego, że Anatolij Łomaczenko odegrał ogromną rolę w budowie potęgi ukraińskiego boksu olimpijskiego nikt nie ma jednak wątpliwości, wystarczy spojrzeć na wyniki mistrzostw świata w Baku (2011) poprzedzające igrzyska w Londynie, jak też na sam turniej olimpijski w 2012 roku. Wasyl Łomaczenko (60 kg) i Usyk (91 kg) zdobyli tam złote medale, a Gwozdyk (81 kg) brązowy. Ale na tym nie koniec. Denys Berińczyk (64 kg) wywalczył srebro, a Taras Szełestiuk (69 kg) brąz. Pięć medali, w tym dwa złote dla Ukrainy, czyli prawdziwy Dream Team.

 

Teraz jednak już o samej gali w Maryland. Najpierw do ringu w MGM National Harbor   wyjdzie 30 letni Ołeksandr Gwozdyk (12-0, 10 KO), by zmierzyć się z o rok starszym Kubańczykiem Yunieski Gonzalezem (18-2, 14 KO) i będzie w tym starciu faworytem. , Później zobaczymy już w akcji broniących mistrzowskich tytułów, Usyka i Łomaczenkę. Pierwszy z nich, złoty medalista z Londynu oraz amatorski mistrz świata walczyć będzie z podobnie jak on niepokonanym Amerykaninem Michaelem Hunterem (12-0, 8 KO), a Łomaczenko, jeden z najlepszych dziś pięściarzy bez podziału na kategorie wagowe, dwukrotny mistrz olimpijski (Pekin – 2008 i Londyn – 2012), sprawdzi umiejętności rodaka Huntera, Jasona Sosy.

 

O 29 letnim Łomaczence (7-1, 5 KO) napisano już wszystko, dziś nie brakuje już głosów, że jest najlepszym bez podziału na kategorie. On sam jednak skromnie twierdzi, że na razie bardziej na to miano zasługują Giennadij Gołowkin i Siergiej Kowaliow, ale nie ukrywa, że marzą mu się najwyższe cele. I trzeba przyznać, że bardzo konsekwentnie do nich dąży. 396 wygranych na ringach amatorskich i tylko jedna porażka w finale MŚ w Chicago (2007) potwierdza jedynie, że od początku był wybitny. Zdobywał złote medale na mistrzostwach świata i Europy, dwukrotnie stał na najwyższym stopniu podium igrzysk olimpijskich, w Pekinie (2008 – waga piórkowa) i Londynie (2012 – waga lekka).  Na igrzyskach w Pekinie uhonorowano go Pucharem Vala Barkera, przyznawanym najlepszym technikom olimpijskiego turnieju, niewiele brakowało, by podobny zaszczyt spotkał go cztery lata później w Londynie.

 

Jak wspaniałym jest pięściarzem bardzo szybko udowodnił też na zawodowym ringu sięgając po pas mistrza WBO w wadze piórkowej w swojej trzeciej walce. Dziś jest już mistrzem kategorii superpiórkowej, pas ten odebrał Portorykańczykowi Romanowi Martinezowi efektownie go nokautując. W ostatniej walce pokonał przed czasem inną gwiazdę tej kategorii, Jamajczyka Nicholasa Waltersa, zmuszając go do poddania

 

Amerykanin Jason Sosa (21-1-4, 15 KO) jest dobrym bokserem, ale ciężko będzie mu dotrwać do końcowego gongu. Z kimś takim jak Wasyl Łomaczenko jeszcze nie walczył.   

 

To samo można powiedzieć o 28 letnim Hunterze (12-0, 8 KO), rywalu Usyka, choć są tacy, którzy twierdzą, że będzie tym, który sprawi sensację i odbierze pas WBO Ukraińcowi.

 

Obaj startowali na igrzyskach w Londynie, tyle że Amerykanin przegrał pierwszą walkę z Arturem Bietierbijewem, którego Usyk w ćwierćfinale pokonał, a później zdobył złoty medal. Warto jednak przypomnieć, że Hunter stoczył z Rosjaninem bardzo wyrównany, remisowy (10:10) pojedynek, a o awansie Bietierbijewa do dalszej rundy zadecydowały tzw. małe punkty.

 

Nie ukrywam, że jestem wielkim zwolennikiem boksu prezentowanego przez Wasyla Łomaczenkę i Usyka, od początku wróżyłem im wielkie sukcesy i nie sądzę, by zostali zatrzymani przez swoich najbliższych rywali.  Usyk  chce zdobyć w wadze junior ciężkiej wszystkie cztery pasy, a później przenieść się do najcięższej kategorii. Tam będzie miał jednak już znacznie trudniej.

 

A jakie szanse na wielkie sukcesy ma Ołeksandr Gwozdyk, trzeci z ukraińskiej drużyny marzeń? Ten pochodzący z Charkowa, mierzący 188 cm pięściarz, ma w osobach Łomaczenki i Usyka dobre wzory, więc droga na szczyt wydaje się być wytyczona. Teraz musi tylko pokonać kubańskiego uciekiniera, Yunieski Gonzaleza (18-2, 14 KO),  i czekać na swoją szansę. Waga półciężka jest bardzo mocno obsadzona, a kolejka do mistrzowskich pasów długa, więc być może Ukrainiec będzie musiał uzbroić się w cierpliwość, ale jeśli będzie wygrywał w takim stylu, jak dotychczas, to o przyszłość może być spokojny.