Inne

Groenewald: Nie znam drugiej takiej drużyny...

Był Lublin na nowowybudowanym obiekcie miejskim, teraz Łódź, gdzie miasto całkiem niedawno oddało stadion, na którym na co dzień rozgrywa swoje mecze piłkarska drużyna Widzewa. Jest więc podwójna okazja, by przybyć dziś na aleję Piłsudskiego 138 – zobaczyć kolejny milowy krok w poprawie infrastruktury polskiego sportu oraz oddać się emocjom, jakie z pewnością zaprezentują rugbiści. Co do pierwszego trudno o gwarancję satysfakcji, w końcu „De gustibus non est disputandum”, z drugim każdy sprawa jest oczywista, bo przecież każdy mecz biało-czerwonych niezależnie od wyniku nie pozwala przejść nad tymi charakternymi chłopakami obojętnie.

 

Rugbiści mają jednak problem, bo choć do ich etosu, przywiązania do barw, nieskrywanej ambicji, walki na całego wszyscy chętnie nawiązują, zdani są oni sami na siebie. Brakuje sponsorów, należytego wsparcia samorządów, nie ma wreszcie systemu, który gwarantowałby polskim klubom pomysł i byt. Całe szczęście znajduje się grono pasjonatów, którzy kosztem prywatnego czasu, swoich rodzin, a często i portfeli pielęgnują w sobie i najbliższym otoczeniu tę piękną pasję.

 

Gdyby nie oni, rugby nad Wisłą pewnie by istniało, ale nie oglądalibyśmy dziś reprezentacji Polski na tak flagowych obiektach, tylko na prowincjonalnych stadionikach, które zebrałyby może z tysiąc osób. Trudno nie odnieść się do konkretnych osób. To dzięki Maciejowi Brażukowi, wieloletniemu menedżerowi reprezentacji, obserwatorzy meczów mogą cieszyć oko widowiskami na miarę Europy. Oni nie zaglądają za kulisy, gdzie bieda aż piszczy, ledwie wiąże się koniec z końcem, widzą efekt końcowy, na który Brażuk i jego ludzie pracują przez wiele miesięcy w roku. Nie chcę wymieniać wszystkich, którzy dokładają swoją cegiełkę, skupiam się na tym jednym, by być może potencjalni sponsorzy dowiedzieli się, że być może niszowa nad Wisłą dyscyplina sportu ma lub chociaż próbuje mieć profesjonalną twarz.

 

Nie wiem, gdzie byłoby polskie rugby, gdyby nie selekcjonerzy, że wymienię tylko Tomasza Putrę, Marka Płonkę, czy obecnie oddającego swoją nadprzeciętną wiedzę Blikkiesa Groenewalda. Każdy z nich wnosi lub wnosił nie tylko trenerski warsztat, ale również organizacyjny zmysł oraz intuicję, jak zarazić rugby tych, którzy być może jeszcze tego sportu nie znają, a są w stanie się zakochać.

 

Polskie rugby to jednak przede wszystkim zawodnicy, którzy planując karierę przyjmują w ciemno, że nie zarobią na niej kokosów. Robią to w myśl głębokiej idei tego sportu, która sięga blisko półtora wieku, odwołują się do współczesnych, ale znanych od lat niepisanych kodeksów braterstwa i jedności. To nie piłkarze, z których można wybierać, selekcjonować, wybrzydzać. To polscy rugbiści, którzy być może nie mają umiejętności jak najlepsi na świecie, ale mają serducho, które za każdym razem zostawią na boisku.

 

Nie wspominam jedynie o działaczach, bo ci nie zrozumieli jeszcze, że rugby w Polsce to tak niewielkie środowisko, że nie warto go dzielić. Mówiąc wprost nie stać go na to, by drzeć koty, wyrywać sobie wcale nie wysoko opłacane synekury, rugby potrzebuje ludzi, którzy być może nie będą się ze sobą zgadzać, ale będą robić to twórczo. Mimo upływu lat, mimo szans, jakie rugby dostaje choćby od przychylnych mu mediów (wcale nie chodzi tylko o Polsat), trudno wyzbyć się wrażenia rywalizacji zamiast służącej jednemu celowi współpracy.

 

Całe szczęście to nie działaczy obejrzymy dziś w Łodzi na boisku, tylko 23 polskich herosów, którzy rozwalcują holenderską pomarańczę. Nawet jeśli tego nie zrobią, bądź jakimś trafem mecz zostanie przegrany, pozostawią po sobie wrażenie widowiska, o którym mówi się jeszcze przez kilka dni. Bo takie właśnie jest rugby. Kto jeszcze chciałby się w nim dziś zakochać?

Polacy zagrają w nieco osłabionym składzie z powodu kontuzji. Mimo to selekcjoner zapowiada walkę o wygraną. Holendrzy po czterech meczach mają trzy wygrane i jedną porażkę, z Portugalią, która już wywalczyła awans do wyższej grupy. Polakom zostały jeszcze dwa mecze, 22 kwietnia zmierzą się jeszcze ze Szwajcarią i mogą zakończyć rozgrywki z bilansem czterech wygranych i zaledwie jednej porażki (także z Portugalią).

 

Transmisja spotkania Polska - Holandia w sobotę w Polsacie Sport Extra od godz. 18:00.