Borek kontra hejterzy. "Jeśli gala się nie sprzeda, będę musiał sprzedać jedno mieszkanie"

Sporty walki

- Przemek, znamy się bardzo długo. Nie pomijaj żadnych pytań, odpowiem na każde - takie było moje pierwsze piętnaście sekund rozmowy z Mateuszem Borkiem przed polską edycją "wywiadu hejtera". Formuła jasna - z jednej strony, bezpiecznie schowany w anonimowości internetowego forum czy medium społecznościowego hejter, z drugiej postać publiczna. Temat gorący - Mateusz Borek jako twórca gali Polsat Boxing Night, 24 czerwca w Gdańsku. Zaczynamy!

Jak Borek będzie mógł uczciwie mówić o gali jako dziennikarz, skoro jest jej promotorem? Obłuda.

 

Mateusz Borek: Kompletnie nie przeszkadza mi taka opinia. Każdy kibic, internauta ma prawo do swojej. Jak zawsze jesteśmy pierwsi w krytykowaniu. Gorsi w konstrukcji. Są dziennikarze, którzy piszą książki ze sportowcami za pieniądze wydawnictwa, zarabiają na tym kasę. Później idą do tych samych sportowców na kolanach robić wywiady. Ja to wszystko robię za swoje pieniądze, ryzykując przynajmniej jedno mieszkanie. Nie muszę się później tym panom, którzy mi coś zarzucają, z niczego tłumaczyć. Ich problem, ich sprawa. Jestem gruboskórny. Niech szczekają, karawana jedzie dalej.

 

Myśmy to uszczypliwie powtarzali na forum, ale widzę, że ambitny jest facet: komentator, organizator, promotor, trener, cutman, anonser, jeszcze tylko do ringu mógłby wyjść.

 

Do ringu nie mogę wejść, bo jestem na to za stary. Nie przypominam sobie funkcji cutmana. To część poważnych zawodów, które wykonuję. Resztę robię dla zabawy, przyjemności.

 

Borek, jak będzie Tyson Fury u ciebie na gali to mnie zaimponujesz, bo na resztę się nie da patrzeć na tych waszych galach!!!

 

Polski rynek bokserski jest biedny, jest w regresie. Część zawodników złapanych na dopingu, część na innych zajęciach. Dziś to spora odwaga, żeby zrobić dużą galę w polskich realiach, gdzie bilet nie kosztuje 45 dolarów czy 45 funtów, tylko niecałe dziesięć dolarów. Mniej niż bilet do kina. Karta walk w Polsat Boxing Night 24 czerwca w Gdańsku, kosztuje dokładnie tyle samo, ile kosztowałaby w Londynie,  gdzie wpływy byłyby zupełnie inne. Tyson Fury z kimś w Anglii, to 30 mln przychodu. Funtów. Jeśli chodzi o wartość sportową gali w Gdańsku, to w stosunku do finansów, które generuje polski rynek, to my żyjemy ponad stan. Poziom tej gali jest za wysoki w stosunku do możliwości sprzedażowych.

 

Borek jako promotor  PBN to ściema. Kombinują galę razem z Wasilewskim, a publicznie się kłócą. Ciekawe, kto za tym naprawdę stoi.

 

Kolejna kompletna abstrakcja. Pan Andrzej Wasilewski nie ma nic wspólnego z tą galą – z wyjątkiem tego, że musiałem się z nim spotkać, porozmawiać na temat obecności dwóch zawodników, którzy są albo w stu procentach z nim związani, albo są współpromowani. Zanim się ustali z zawodnikiem gażę, to warto porozmawiać z jego promotorem. Dogadaliśmy sprawę z panem Andrzejem szybko, w kilka minut, bo pan Andrzej rozumie, że przy trudnościach finansowych polskiego boksu, każdy występ, zwłaszcza na Polsat Boxing Night, to dla pięściarzy nobilitacja. Pan Andrzej Wasilewski nie ma natomiast nic wspólnego z finansowaniem PBN "Nowe Rozdanie" w Gdańsku. Dlatego to jest nowe rozdanie - to jest rozdanie Mateusza Borka, MB Promotions.

 

Powiedz prawdę, to Ty namówiłeś Adamka, czy Adamek Ciebie? Kasa po połowie?

 

Tomek był najłatwiejszym człowiekiem w negocjacjach. Do tej pory nie mamy podpisanego kontraktu. Ustaliliśmy pierwszą kwotę, później kwotę niższą bo się okazało, że gala  nie odbędzie się w Londynie, więc konieczne były inne rozwiązania finansowe. Chęć powrotu na ring, tęsknota, uzależnienie od adrenaliny były decydujące. Nie pieniądze - na tę chwilę, to pieniądze się w tym projekcie wydaje. Zobaczymy, czy sie na tym projekcie pieniądze zarobi – przy dzisiejszym stanie polskiego boksu.

 

Powinni zrobić Wawrzyk kontra Adamek w main event. Każdy zje tego samego batona z Ameryki.

 

Andrzej Wawrzyk obecnie nie trenuje i nie był brany pod uwagę przy ustalaniu karty walk na PBN. Obecnie zajmuje się otwartymi/zamknietymi puszkami z odżywkami.

 

Grasz odważnego, a jak będzie wtopa z kasą, to wujek Kmita dołoży.

 

Ani dyrektor Marian Kmita, ani prezes Zygmunt Solorz, który mnie bardzo lubi, szanuje, pracuje ze mną siedemnaście lat - niczego nie dołożą. To była moja świadoma decyzja – związanie się z pewnym modelem biznesowym telewizji Polsat. Polsat da mi promocję, podzielimy jakoś wpływy z PPV – jeśli takowe będą. Od początku do końca, ciężar fiansowy czyli gaże zawodników, ich sprowadzenie do Polski,  organizację gali, wynajem sali, produkcja TV, produkcja samej gali – wszystko jest po mojej stronie.

 

Nikt nie kupi  PPV na starego na Adamka. Nikt nie kupił na Molinę, sam mówiłeś, a teraz będzie gorzej.

 

Nigdy czegoś takiego nie powiedziałem. To jakiś komplenty absurd. Każda gala z Tomaszem Adamkiem sprzedała się albo dobrze albo bardzo dobrze. Próbowali swoich sił w PPV w Polsacie Krzysztof Włodarczyk, Andrzej Wawrzyk, nawet walka na najwyższym światowym poziomie pomiędzy Usykiem i Głowackim nie była w sprzedaży kawałek, ale daleko za wynikami PPV Tomka. Nie powiem, że trzy okrążenia za, ale zostając w terminologii lekkoatletycznej – została ta walka zdublowana.  

 

Mogę się założyć, że to bedzie pierwsza i ostatnia gala z Borkiem w roli głównej.

 

Jeśli Borek nie sprzeda jak trzeba PPV, jeśli ta gala nie będzie budziła zainteresowania, to będzie dla mnie papierek lakmusowy, że Polska nie potrzebuje większego boksu. Że może się koncentrować na małych w skali wydarzeniach, małych galach. Że to kibicom wystarczy. Jak się nie sprzeda gala, to ja będę musiał sprzedać jedno mieszkanie. Żonę już uprzedziłem, i nie wierzę – jeśli projekt się nie powiedzie - by zgodziła się na taką kolejną próbę, przy PBN 8 jesienią. Na kolejną sprzedaż, kolejnego mieszkania.

   

Polski boks trzeba zaorać, często tak mówisz o sprawach piłki. PBN z Adamkiem niczego nie uratuje, bo pacjent boks już umarł.

 

Niekoniecznie. Na tle starego, uznanego mistrza ma się pokazać kilka postaci, które będą w stanie sprzedawać bilety czy PPV. Jest w Polsce wielu samozwańczyk mistrzów świata, którzy sporo o  sobie myślą, ale ani biletów, ani PPV nie sprzedają. Na tej gali chciałbym pokazać kilku nowych pięściarzy, którzy w przyszłości może zainteresują większą grupę kibiców. Może będą to w przyszłości główne postacie nie tylko PBN czy innych polskich gal, ale także poza Polską. Taki jest pomysł.  Mierzę wysoko, jak zawsze.

 

Mateusz, zamykając, proszę skonfrontuj ekipy hejterów w piłce nożnej z tymi w boksie. Olbrzymia skala emocji negatywnych.

 

Dziś jest to nieporównywalne, bo polska piłka jest na fali, na najwyższym miejscu w historii. Naprawdę trudno się do czegoś przyczepić. W boksie made in Poland jest zamieszanie – skandale, konflikty środowiskowe. Krytykują i czepiają się wszystkiego, hejtują cały czas ci sami ludzie. Jest po jednej stronie grupa, która ma sympatie do nowego projektu, do nowej inicjatywy. Jest grupa, jak ja to nazywam, męczybułów, którym cały czas coś się nie podoba. Oni na przykład nie przyjmują do wiadomości, że David Haye może na zupełnie innym rynku boksować z DeMori i przychodzi 15 000 ludzi i się cieszą, że wygrał z bumem. Cieszą się w Bułgarii, że Pulew walczy z jakimś Kevinem Johnsonem, który jeździ po świecie tylko dla pieniędzy. W Polsce? Wraca, bo ma taki kaprys stary mistrz Adamek, ktoś mu pomaga to zrobić, ma na jego plecach, na tej gali wypromować się kilku dobrych zawodników, są dobre zestawienia walk. Na tych z Pulewem czy Haye robi się main event, a undercard już nie istnieje. PBN to jednoczenie środowiska, a ja mam swoja ambicje, żeby każda walka na gali w Gdańsku miała jakąś historię, ładunek emocjonalny plus wartość sportową. Ja żyję wyzwaniami. Lubię ryzyko. Nawet jak stracę, to przeżyję wspaniałą przygodę. Jestem entuzjastą życia.

Przemysław Garczarczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze