Cezary z Pazurem: Lech Poznań ekspresem, Arka Gdynia na Wigrach

Piłka nożna

Piłkarze Lecha Poznań wjechali na finał Pucharu Polski na Stadionie Narodowym w ekspresowym tempie. Arka Gdynia "doczłapała się" na Wigrach, a cały paradoks polega na tym, że to właśnie piłkarze z Suwałk okazali się bohaterami tego wydarzenia.

Po pierwszych meczach półfinału Pucharu Polski, gdzie Lech i Arka wygrały po 3:0, mówiło się, że jest już pozamiatane, a zwycięzcy popsuli zabawę. Rewanże miały być formalnością, bo jak takie pierwszoligowe Wigry mają wbić cztery gole "ekstraklasowcom" i to jeszcze na wyjeździe? "Zamurujecie bramkę i będziecie czekać na kontry?" - zagaiłem przed meczem w Gdyni trenera Dominika Nowaka.

"Przeciwnie, możecie się uśmiechać, ale ja tu przyjechałem po awans! Mam plan! Ruszamy na nich od samego początku. Będziemy grać w piłkę, bo potrafimy to robić. Zdominujemy ich, strzelimy pierwszego gola. Kibice, którzy są na nich od dawna wściekli, stworzą presję, a my wtedy im BACH! Druga bramka! Jeszcze przed przerwą!".

 

Patrzyliśmy na siebie z Tomaszem Łapińskim z politowaniem... A Nowak ciągnął dalej: "Morale drużyny jest wysokie. Wszyscy wierzą tak jak ja, że Suwałki będą miały ten finał. Pokombinowaliśmy trochę, wystawiam sześciu ofensywnych zawodników. Zobaczycie, jaki będzie fajny mecz". Kiedy na przerwę prowadzące 2:0 Wigry schodziły do szatni, Nowak mienił się niczym cudotwórca.

Po przerwie mimo dwóch straconych bramek, jego piłkarze dołożyli jeszcze dwie i walczyli jak lwy i walczyli o piątą! Wbili nawet piłkę do szatni, lecz z minimalnego spalonego. Po meczu padli na murawę zrozpaczeni, ale tak naprawdę mogli być z siebie dumni. Uratowali swój honor, pokazali klasę, a kibicom dali sprawili nie lada frajdę dając tyle emocji. Właśnie o to w Pucharze Polski chodzi! Jest to miejsce, gdzie "mały" może pogonić "dużego", a przecież o to w sporcie chodzi.

Morał tej historii odnosi się do postawy trenera, która jest podstawą w takiej sytuacji, w jakiej znajdowały się Wigry. Pewnie zdawał sobie sprawę, że szanse są marne, ale stworzył taką aurę... jakby były ogromne! Wmówił to po prostu zawodnikom. Piłkarze to kupili i dali się tej fantazji ponieść. Bez tego mielibyśmy zapewne takie "dożynki", jak w Szczecinie, gdzie Lech dobijał Pogoń. To dobrze, że w polskiej piłce są trenerzy tak optymistycznie nastawieni do swojego zawodu, jak Dominik Nowak. Jestem pewien, że z takim podejściem Wigry Suwałki i Dominik Nowak mają szansę wdrapać się jeszcze wyżej.

Cezary Kowalski, WP, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze