Wisła rozpoczęła trzecie finałowe spotkanie w składzie: Nadziałek, Hatala, Gorzewska, Łozowska, Ciaszkiewicz-Lach, Sobczak i na libero Saad. W zespole z Proximy pojawiła się natomiast na parkiecie Iwona Krochmal. Przypomnijmy, że pierwsza atakująca Proximy doznała urazu stopy w 1. secie meczu inaugurującego finałową rywalizację. O tym, że w Krakowie nie gra się łatwo, wiadomo nie od dziś. I tak również było i w sobotę. Pierwszy set był bardzo wyrównany do stanu po 18. Potem stołeczne zawodniczki popełniły kilka niewymuszonych błędów czego efektem było zwycięstwo Proximy 25:20. Ostatnią akcje skończyła właśnie Iwona Krochmal.

Początek drugiego seta również należał do Proximy, która wygrywała 2:0 i 6:2. Wtedy o czas poprosił trener Mirosław Zawieracz. Już po kilku minutach był remis 7:7 i na ten sam ruch zdecydował się Alessandro Chiappini. I tym razem efekt był podobny. Kolejne 3 punkty zdobyła Proxima. W międzyczasie na boisku w miejsce Katarzyny Nadziałek pojawiła się Lena Nowgorodczenko. A Wisła powoli zaczęła odrabiać starty i po chwili mieliśmy remis 11:11. Zawodniczkom z Warszawy to jednak nie wystarczyło. W drużynie gości bardzo dobrze na środku spisywała się Monika Gorzewska, a w polu zagrywki potężnie serwowała Joanna Sobczak. Efekt 18:14 dla Wisły. Kiedy przy stanie 20:15 dla Wisły Anna Łozowska „poczęstowała czapą” Jowitę Jaroszewicz było już jasne, że Wisła tej partii nie przegra. Ostatecznie było 25:18, a ostatni punkt atakiem z obejścia zdobyła Anna Łozowska.

W trzeciej partii na boisku pozostała ukraińska rozgrywająca, a Wisła miała wyśmienity początek. Wynik 5:1 mówi sam za siebie. O czas poprosił włoski szkoleniowiec krakowianek. W kolejnych minutach przewaga Wisły tylko rosła. W pewnym momencie drużyna prowadzona przez Mirosława Zawieracza prowadziła 22:8. Ostatecznie stołeczne siatkarki wygrały 25:11 i wszystkim przypomniał się pierwszy set drugiego meczu finałowego. Czy tym razem po takiej porażce siatkarki Proximy się podniosą? Na to miał dać odpowiedź set nr 4.

A ten rozpoczął się od prowadzenia Wisły 7:2. O czas poprosił Alessandro Chiappini. Efekt był taki, że przewaga drużyny gości stopniała do 2 punktów (9:7). To był jednak tylko chwilowy przestój. Po kilku kolejnych minutach było 14:8, a po następnych 17:9. Po raz kolejny o przerwę na życzenie poprosił włoski szkoleniowiec. Jednak Joanna Sobczak wcale nie zamierzała schodzić z pola zagrywki. Za chwilę mieliśmy już 19:7. Końcówka tego spotkania była już dla kibiców Wisły prawdziwą przyjemnością. To był czas kiedy przyjezdne zaczęły delektować się smakiem mistrzostwa I ligi. Wiślaczki wygrały 25:15 i cały mecz 3:1.

To jest największy sukces w historii warszawskiego klubu. W barażu Wisła zmierzy się z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, który w drugim meczu co prawda pokonał Legionovię 3:0, ale przegrał złotego seta 13:15 i zajął ostatnie miejsce w Orlen Lidze.