Polsat Boxing Night: Masternak poznał rywala!

Sporty walki

Wiemy już, że 24 czerwca na Polsat Boxing Night w Gdańsku rywalem Mateusza Masternaka (38-4, 26 KO) będzie 32-letni Ukrainiec, Ismajił Siłłach (25-3, 19 KO). Wybór więcej niż ciekawy, gwarantujący widowisko na wysokim poziomie.

Kariera Ukraińca, to historia pięściarza niespełnionego, który miał wszystko, by walczyć o olimpijskie medale, a później zostać zawodowym mistrzem świata. Ale wciąż się nie poddaje, wciąż szuka swoje szansy i wierzy, że wygrana z Masternakiem na polskim ringu katapultuje go na szczyt tej dyscypliny, bo „Master” to przecież czołowy pięściarz kategorii cruiser.

Ismajił Siłłach (25-3, 19 KO) urodził się 32 lata temu w Zaporożu. Matka Ukrainka, ojciec obywatel Sierra Leone, to była typowa studencka miłość. Kiedy Ismajił miał siedem lat bajka się skończyła, ojciec opuścił rodzinę, a matka z trzema synami wyjechała do Mariupola (wschodnia Ukraina w obwodzie donieckim), gdzie mieszkali jej rodzice. To właśnie tam, ponoć za namową babki, Ismajił ze starszym bratem rozpoczęli treningi bokserskie.

Sukcesy przyszły szybko. Już w 2000 roku Ismajił sięgnął po srebrny medal mistrzostw Europy kadetów w wadze piórkowej (57 kg), a rok później był już mistrzem świata i Europy kadetów w półśredniej (67 kg). W 2002 roku doszedł do ćwierćfinału MŚ juniorów w wadze lekkośredniej (71 kg). Trenerzy wiedzieli, że trafili na diament, który wymagał jedynie oszlifowania. Był wysoki, dojrzewał, nabierał masy i szybko szedł w górę.

Mając 18 lat rywalizował z seniorami w kategorii średniej (75 kg) i wygrywał międzynarodowe turnieje. Mistrzem Ukrainy został rok później i poleciał na mistrzostwa Europy do Puli, które były jednocześnie kwalifikacją do igrzysk olimpijskich w Atenach (2004). Wrócił bez sukcesu, ale odbił to sobie na MŚ w Myanyang w Chinach, w 2005 r. Zdobył tam srebrny medal przegrywając w finale z Rosjaninem Matwiejem Korobowem.


W 2006 roku walczył już w wadze półciężkiej i na ME w Płowdiw znów stał na podium, podobnie jak rok wcześniej w Chinach ze srebrnym medalem na szyi. I znów przegrał z Rosjaninem, tym razem z Arturem Bietierbijewem. Wtedy wydawało się, że wszystko co najlepsze w amatorskim boksie dopiero przed nim, że pojedzie na igrzyska i odegra na nich ważną rolę, że częściej niż dotychczas będzie stawał na najwyższym stopniu podium tych najbardziej prestiżowych imprez.

Sensacyjna porażka z przeciętnym Amerykaninem Christopherem Dawnsem na mistrzostwach świata w Chicago (2007) była jednak bolesna. Z USA, gdzie liczył na złoto, wracał na tarczy. Wygrał wprawdzie w roku olimpijskim (2008) turniej kwalifikacyjny w Pescarze, ale do Pekinu nie poleciał. W jego organizmie wykryto ślady carfedonu, stymulantu dozwolonego wprawdzie podczas przygotowań, ale zabronionego w okresie startowym. Nie pomogły zapewnienia samego pięściarza, wówczas kapitana bokserskiej reprezentacji Ukrainy, ani związkowego lekarza. AIBA zdyskwalifikowała go na dwa lata. Wtedy podjął decyzję o wyjeździe do USA, gdzie w lipcu 2008 roku, jeszcze przed rozpoczęciem igrzysk w Pekinie, gdzie miał walczyć o olimpijskie złoto, zadebiutował na zawodowym ringu.

I początkowo szedł przez nie jak burza, co nie powinno dziwić biorąc pod uwagę jego amatorski bilans: 302 wygrane i zaledwie 16 porażek. Kiedy znokautował w drugiej rundzie Daniela Judaha (brata Zaba) i zdobył wakujący pas NABF w wadze półciężkiej, kwestią czasu było kiedy dostanie walkę o mistrzostwo świata. W wielkim stylu pokonał Kubańczyka Yordanisa Despaigne, w Moskwie znokautował Alego Ismajłowa, sądzono więc, że podobnie zakończy się jego pojedynek z Rosjaninem Denisem Graczewem.

Ale trafiła kosa na kamień. Siłłach prowadził na punkty, Graczew okazał się jednak twardzielem. Pierwsza porażka w zawodowej karierze Ukraińca, do tego przed czasem, była dla niego ciosem. Po drugiej, znokautowany przez broniącego tytułu WBO Siergieja Kowaliowa, nie podnosił się długo.


Teraz znów jest w formie i wierzy, że w nowej kategorii (junior ciężkiej)  spełni swoje marzenie i zostanie mistrzem świata. Ale w starciu z dwa lata młodszym Masternakiem nie będzie faworytem. „Master” nie może się wprawdzie pochwalić tak dobrym amatorskim rekordem, nie ma koncie takich sukcesów jak Siłłach, ale jako zawodowiec był mistrzem Europy i naprawdę niewiele zabrakło, by miał na rozkładzie Tony’ego Bellew, mistrza świata WBC z którym na jego terenie przegrał minimalnie. Z Grigorijem Drozdem też długo bił się jak równy z równym, a od pokonania Youri Kalengi i zdobycia pasa interim WBA dzieliło go dosłownie kilka ciosów. A Siłłach w ubiegłym roku przegrał  z Maksymem Własowem w Moskwie. To jego trzecia porażka z Rosjaninem (Graczew, Kowaliow, Własow) na zawodowym ringu, trzecia przed czasem.

Mateusz Masternak (38-4, 26 KO) jest od Siłłacha silniejszy, twardszy i powinien z tej rywalizacji wyjść wygrany, choć umiejętności techniczne Ukraińca są bezsporne, więc walka powinna być naprawdę interesująca. Ale do czasu, „Master” jest przekonany, że wcześniej czy później go złamie, choć zwolennicy Siłłacha myślą zapewne inaczej. Ich zdaniem górą w tej frapującej, bokserskiej wojnie będzie Ukrainiec.

A jak będzie przekonamy się na Polsat Boxing Night, 24 czerwca w gdańskiej Ergo Arenie. Dopiero tam poznamy odpowiedź, który z nich jest lepszy i przed kim lepsza przyszłość.

Informacja prasowa, MB Promotions

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze