75. urodziny legendy! "Oficjalnie kariery jeszcze nie zakończyłem"

Inne
75. urodziny legendy! "Oficjalnie kariery jeszcze nie zakończyłem"
fot. PAP

Waldemar Marszałek przyznał, że nie miał "jeszcze" oficjalnego pożegnania na zakończenie kariery, może dlatego, iż ciągle związany jest ze sportem motorowodnym. Jeden z najbardziej utytułowanych zawodników w historii tej dyscypliny obchodzi w czwartek 75. urodziny.

Pożegnanie utytułowanego sportowca planowano w Warszawie w 2002 roku podczas mistrzostw Europy w klasie O-350.

 

"Na Wiśle miałem się ścigać po raz ostatni, ale... oddałem łódkę synowi po tym, jak zatarł mu się silnik. Bernard wywalczył srebrny medal, wszyscy się cieszyli, a o moim pożegnaniu zapomniano, albo też postanowiono zaczekać do następnego startu, faktycznie ostatniego. Summa summarum oficjalnego zakończenia kariery nie było" - wspomniał z uśmiechem Waldemar Marszałek, który sześć razy był mistrzem świata i cztery razy Europy. Łącznie z tych dwóch imprez ma aż 27 medali.

 

Dodał, że niebawem, 30 kwietnia minie 10 lat od śmierci syna Bernarda, który w 2003 roku został mistrzem globu w klasie O-350, a w dorobku miał jeszcze cztery medale mistrzostw kontynentu. W 2005 roku zaczął startować w tej dyscyplinie drugi syn - Bartłomiej.

 

"Od paru lat jako jedyny Polak występuje w motorowodnej Formule 1. Tam prędkości bolidów znacznie przekraczają 200 km/h. To już zupełnie inna bajka, inny świat. Nie dostał się tam na kredyt. Na takie wyróżnienie zasłużył swoją postawą. Nie zaniedbał przy tym studiów, kończąc AWF Józefa Piłsudskiego. Podziwiam jego zaangażowanie w ten sport i się martwię, bo nie ma czasu na sen. Szykuje się do pierwszego w tym sezonie startu, 23 kwietnia w Portugalii. Dotychczas największym jego osiągnięciem jest piąte miejsce, ale marzy o podium" - powiedział Waldemar Marszałek.

 

Jak przyznał, żal mu jest, że minęły już lata świetności sportu motorowodnego w Polsce. "W porównaniu z tym co było, dziś jest degrengolada. Wszystko się gdzieś rozlazło, klas przybyło. Czasami wpadnie nam jakiś medal, ale z takich zawodów, gdzie startuje kilku zawodników. Ja pamiętam lata, gdy do rywalizacji przystępowało 24, a nawet 36".

 

Trzeba też zaznaczyć, że żaden polski sportowiec nie miał tylu makabrycznych wypadków, co Marszałek: przebite żebrami płuco, przecięte ścięgno w nodze, zdruzgotane biodro, ułamana kość udowa, uraz czaszki, uszkodzony nerw wzrokowy, urwana pięta... W 1982 roku, po bardzo groźnym wypadku podczas zawodów pod Berlinem na jeziorze Gatow, przeżył nawet śmierć kliniczną.

 

"Nie zaprzeczę - lubiłem tę adrenalinę. Jak wsiadałem do łódki, to byłem wyprany z uczuć. Zapominałem o żonie, o synach. To prawda, że wiele razy ocierałem się o śmierć, ale... jeszcze żyję. A zdrowie? Alkoholu do organizmu nie wprowadzałem, od kilkunastu lat papierosów nie palę i... wszystko mnie boli. Wychodzą pourazowe dolegliwości. To w biodrze, to w kręgosłupie, to w lewej nodze, krótszej o dwa centymetry (pozostałość po zdruzgotanym biodrze). Muszę się oszczędzać, takie mam zalecenia" - wyjawił.

 

Marszałek podkreślił, że 13 kwietnia nie ma w planach żadnego bankietu urodzinowego. "Nie te lata. Im człowiek starszy, tym ma mniej szalonych pomysłów. Poza tym jestem przesądny, ale ani kalendarza nie zmienię, ani daty narodzin. Jak tylko mogę, wystrzegam się trzynastki. Nigdy nie startowałem też z trzynastym numerem. Prawie przez całą karierę miałem na łodzi jedenastkę. Z drugiej strony nie przypominam sobie, aby coś złego mnie spotkało w związku z tą liczbą, więc może faktycznie trzynastka jest dla mnie szczęśliwa?"

 

Utytułowany motorowodniak przyznał, że bardzo lubi spędzać czas na działce nad Narwią. "Kiedyś hodowałem rybki, teraz usiłuję je łowić. Mamy dwa jamniczki - Bubę i Lulę. Zabawa z nimi to wielka przyjemność, świetny relaks".

RM, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze