Inne

Esportowy psycholog o klęsce Virtus.pro w...

- Mocne lanie od Na'Vi. No cóż, nie ma co się łamać, trzeba wyciągać wnioski i dalej pracować – napisał tuż po meczu Damian ‘furlan’ Kislowski. Grzegorz ‘SZPERO’ Dziamałek także nie udawał, że nic się nie stało: - Warzywo^Day^Very^Hard z mojej strony dzisiaj, ale trudno... ciągle mamy spore szanse pozostać w ESL Pro League, więc następnym razem będzie dobrze – mówił, puszczając do fanów oczko.

 

A zaczęło się naprawdę obiecująco. Polacy rewelacyjnie rozegrali pierwszą pistoletówkę na Mirage, pokazując, że mają chrapkę na coś wielkiego. Niestety, zawodnicy Na’Vi szybko odpowiedzieli im, wygrywając rundę z osłabionym budżetem i sprowadzili biało-czerwonych na ziemię. „Pingwiny” do głosy doszły ponownie, kiedy pierwszy raz stać było je na karabiny maszynowe, ale ponownie był to tylko chwilowy przebłysk. Największym problemem podopiecznych Mariusza ‘Loorda’ Cybulskiego było właśnie to, że po każdym zdobytym punkcie kilka innych oddawali oponentom, pogarszając swoją ekonomię. Nie podnieśli się nawet po wygranej rundzie eco. W obronie zdołali zdobyć łącznie tylko cztery rundy. W ataku dwie. A na Inferno było jeszcze gorzej. Trzy zgarnięte oczka w ofensywie i dwa, broniąc BS-ów nie zachwycają.

 

Team Kinguin 6:16 Natus Vincere – Mirage

Natus Vincere 16:5 Team Kingun – Inferno

 

Po zwycięstwie Natus Vincere awansowało na pierwsze miejsce w tabeli ESL Pro League. Team Kinguin natomiast ranking ten zamyka. Nie zmienia to jednak faktu, że SZPERO ma rację, twierdząc, że szansy na pozostanie w rozgrywkach na kolejny sezon Polacy jeszcze nie stracili. Muszą jednak poważnie podejść do kolejnych konfrontacji. Konkurencja nie śpi i nawet ostatni do wczoraj Team LDLC wyprzedził formację znad Wisły, dwukrotnie ogrywając Virtus.pro.