Marcin Lepa: W tych dniach, kiedy obchodzona jest rocznica tragedii smoleńskiej, wspominamy prezesa Piotra Nurowskiego. Na ile ta spuścizna, jego dorobek w roli prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego, jest jeszcze obecna i wymaga kontynuacji? Widzi Pan siebie, w roli przyszłego prezesa, jako kontynuatora tej myśli?

 

Ryszard Czarnecki: Dziękuję, że pan o nim mówi, bo myślę, że warto wspominać Piotra Nurowskiego – Nurka dla tych, którzy go lepiej znali. Był świetnym prezesem PKOl-u, a wcześniej był bardzo dobrym, potrafiącym skupić wokół siebie ludzi, prezesem Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, i to w czasach świetności tej dyscypliny sportu. Myślę, że Piotr Nurowski  dlatego może być wzorem, bo on bardzo mocno zainwestował w międzynarodowe kontakty PKOl-u. Bardzo mocno osobiście działał w europejskim ruchu olimpijskim, a także zdobywał kolejne bazy w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim. Myślę, że to, czego teraz brakuje – przy całym szacunku dla obecnego prezesa PKOl-u – to mocne osadzenie w strukturach międzynarodowego ruchu olimpijskiego. Polska jest jednym z największych krajów Europy, a patrząc na to, ilu mamy swoich ludzi, ilu mamy Polaków we władzach, w różnych strukturach, komitetach, komisjach MKOl, okazuje się, że kraje dużo od nas mniejsze mają większe aktywa personalne. Mają tam więcej swoich ludzi i trzeba to poprawić. Pod tym względem warto nawiązywać do spuścizny Piotra Nurowskiego, który kwestię naszej obecności na forum europejskiego i światowego ruchu olimpijskiego bardzo mocno stawiał.

 

Wspominał Pan o tych kwestiach międzynarodowych, które są jedną z części Pana pomysłu na Polski Komitet Olimpijski, co jeszcze uważa Pan za najważniejsze w misji PKOl-u?

 

Rzeczą, którą wymienię jako drugą – choć tak naprawdę jest ona numerem jeden – jest kwestia finansów. To jest kwestia zapewnienia stałego, przewidywalnego dopływu środków finansowych dla PKOl-u i dla polskiego sportu wyczynowego.

 

Skąd te środki miałyby pochodzić? Jakie byłyby to mechanizmy?

 

Nie dalej jak wczoraj miałem spotkanie z wiceministrem finansów. Mówiliśmy o przygotowaniu pewnej specustawy, która by zapewniła – wzorem niektórych krajów zachodniej Europy – specjalne odpisy podatkowe dla tych przedsiębiorców, którzy chcą inwestować w polski sport. Oprócz tego jest jeszcze kwestia zapewnienia stałych, niekoniunkturalnych dotacji ze strony Skarbu Państwa. Mamy taką tendencję, że MKOl daje dużo mniej środków dla komitetów narodowych, niż powinien. Ten strumień pieniędzy jest coraz słabszy. W związku z tym musimy rekompensować to pieniędzmi z naszego kraju.

 

Wspomniał Pan nazwisko obecnego prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego – pana Andrzeja Kraśnickiego. On powiedział, że do wyborów nie chce udzielać wywiadów. Jak będzie Pan chciał przekonać do siebie delegatów na zjeździe?

 

Ta organizacja będzie z mojej strony organizacją fair. Będziemy się pięknie różnić – jak to kiedyś powiedział Cyprian Kamil Norwid. Choć osobiście żałuję, że pan prezes Kraśnicki nie zgodził się na debatę ze mną na temat przyszłości polskiego ruchu olimpijskiego.

 

Wracając do finansowania. Biorąc pod uwagę układ sceny politycznej, nie sposób nie zapytać, czy nie boi się Pan, że ten ewentualny pomysł zmiany finansowania polskiego sportu będzie uzależniony od tego, kto jest obecnie u władzy i może zostać  storpedowany np. przy zmianach na scenie politycznej?

 

Zróbmy coś razem. Ja mam nadzieję, że ten polski fundusz olimpijski, z którego inicjatywą wychodzę, to będzie sprawa ponad podziałami i zmiana rządów w przyszłości nie przekreśli tego pomysłu. Chciałbym, żeby nad tym projektem pracowali ludzie różnych opcji. Sport jest dziedziną, w której się wszyscy odnajdujemy, ludzie o różnych poglądach, ludzie, którzy różnie głosują. W tej sprawie legitymacje partyjne i poglądy powinny mniej znaczyć. Chciałbym, żeby projekt polskiego funduszu olimpijskiego był projektem na kilkadziesiąt lat, a nie na jedną kadencję. W tym kierunku będę zmierzał i będę chciał rozmawiać z moimi kolegami, politykami, posłami z innych opcji.

 

Co w przypadku przegranej? Czy będzie Pan forsował swój pomysł we współpracy z Andrzejem Kraśnickim?

 

Twórca nowożytnych igrzysk, francuski baron Pierre de Coubertin mawiał, że nieważne jest zwycięstwo, ważny jest udział. Ja jednak tę dewizę odrzucam. Dla mnie ważne jest zwycięstwo, w polityce, i w sporcie również. Ten duch walki będzie mi przyświecał. Polski Związek Piłki Siatkowej zgłosił mnie również do zarządu PKOl-u i w każdej roli będę się starał głosić tę ideę funduszu olimpijskiego i pozyskiwać sojuszników. Oni są konieczni w rządzie, w sejmie, w związkach sportowych, które wraz z ruchem olimpijskim będą beneficjentem tego pomysłu.

 

Jest Pan pewny siebie?

 

Jestem człowiekiem skromnym, pełnym pokory, ale powalczę o zwycięstwo w wyborach na prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Delegaci zadecydują, kto nim będzie.

 

Cała rozmowa z Ryszardem Czarneckim w załączonym materiale wideo.