Warriors to najlepsza ekipa fazy zasadniczej. W pierwszym spotkaniu wygrana nad Portland Trail Blazers nie przyszła "Wojownikom" łatwo, ale tym razem nie dali rywalom szans, choć musieli sobie radzić bez Kevina Duranta, który narzeka na uraz łydki.

 

Gospodarze już po pierwszej kwarcie prowadzili różnicą 16 punktów, a ostatecznie wygrali 110:81. Warriors nie imponowali w ofensywie. Najlepszy w ich szeregach był Stephen Curry, który zdobył 19 punktów, trafiając jednak tylko sześć z 18 rzutów z gry. Kluczem okazała się obrona. W trzeciej kwarcie Trail Blazers zdołali zdobyć tylko 12 pkt.

 

Znacznie więcej emocji było w Houston, gdzie Rockets podejmowali Oklahoma City Thunder. Teksańczycy, odwrotnie niż Warriors, na inaugurację odnieśli gładkie zwycięstwo, a tym razem musieli o nie walczyć do samego końca. Co więcej, przez zdecydowaną większość meczu inicjatywa należała do gości.

 

Thunder już w pierwszej kwarcie osiągnęli 15-punktowe prowadzenie, a niesamowicie w ich szeregach grał Russell Westbrook. 28-letni rozgrywający zakończył spotkanie z imponującym triple-double, na które złożyło się 51 pkt, 13 asyst i 10 zbiórek. Po ostatniej syrenie o swoim wyczynie nie chciał jednak mówić.

 

"Przegraliśmy i tylko to się liczy" - podkreślił.

 

Choć dorobek jest niesamowity, to cieniem na niego kładzie się skuteczność Westbrooka w ostatniej kwarcie. W niej trafił tylko cztery z 18 rzutów z gry. Gospodarze w pełni to wykorzystali. Remis był jeszcze na 3.15 min przed ostatnią syreną, ale od tego momentu w niespełna dwie minuty Rockets zdobyli 10 punktów z rzędu.

 

Wśród zwycięzców najlepszy był James Harden, który na swoim koncie zapisał 35 pkt.

 

"Nie graliśmy pięknie. Dużo pudłowaliśmy, a rywale osiągnęli przewagę. Walczyliśmy jednak do końca i udało się znaleźć drogę do wygranej" - ocenił słynny brodacz.

 

Natomiast Wizards Marcina Gortata wygrali z Atlanta Hawks 109:101. Polski środkowy znów rozegrał dobry mecz, uzyskując 14 pkt i 10 zbiórek.