Rywalizacja w tej parze nie była tak jednostronna, jak pokazuje wynik końcowy. Wszystkie trzy wcześniejsze mecze "Kaczory" wygrywały różnicą jednej bramki.

 

- W takiej sytuacji uświadamiasz sobie, jak cienka jest granica między sukcesem a porażką - podkreślił kapitan "Płomieni" Mike Giordano.

 

Minionej nocy Ducks szybko złapali właściwy rytm. W siódmej minucie prowadzili już 2:0, a na listę strzelców wpisali się Patrick Eaves i Nate Thompson. W drugiej tercji kontaktowego gola zdobył Sean Monahan, a w trzeciej wynik ustalił Ryan Getzlaf.

 

Ducks muszą teraz zaczekać na rozstrzygnięcie w parze Edmonton Oilers - San Jose Sharks. Na razie jest remis 2-2.

 

Zakończyć rywalizacji nie udało się hokeistom St. Louis Blues. Tym razem przegrali we własnej hali z Minnesota Wild 0:2, ale wciąż prowadzą 3-1. Bramki dla gości zdobyli Charlie Coyle i Czech Martin Hanzal.

 

Jednego triumfu brakuje także ekipie Ottawa Senators, która z Boston Bruins także wygrywa 3-1. Kanadyjska drużyna zwyciężyła na wyjeździe 1:0, a autorem jedynego trafienia był Bobby Ryan.

 

Nadspodziewanie dużo emocji jest w rywalizacji Washington Capitals - Toronto Maple Leafs. Stołeczny zespół był najlepszy w sezonie zasadniczym, ale z "Klonowymi Liśćmi" gra mu się ciężko. W środę Capitals wygrali na wyjeździe 5:4 i doprowadzili do remisu 2-2.

 

Dla gości bramki zdobyli: Tom Wilson i T.J. Oshie po dwie oraz jedną Rosjanin Aleksandrer Owieczkin. Wśród pokonanych natomiast z goli cieszyli się: Zach Hyman, James van Riemsdyk, Auston Matthews i Tyler Bozak.

 

- Myślę, że po raz pierwszy chyba nie wystarczająco obawialiśmy się rywala, bo nie daliśmy z siebie odpowiednio dużo - powiedział trener Maple Leafs Mike Babcock.