Widzowie, którzy zasiedli w sobotni wieczór na Artemio Franchi mogli się spodziewać spotkania dwóch czołowych włoskich firm, jednak mało kto przypuszczał, że za kilkadziesiąt euro obejrzy być może najlepsze piłkarskie widowisko tego sezonu. Pierwsza połowa zaprosiła widzów na prawdziwy rollercoaster w sposób nieśmiały: Inter na półmetku prowadził 2:1 po trafieniach Ivana Perisica i Mauro Icardiego, którzy odpowiedzieli na otwarcie wyniku przez Matiasa Vecino.

Druga połowa to prawdziwa sinusoida i huśtawka nastrojów. Z rzutu karnego nie trafił Federico Bernardeschi, jednak dla Violi były to złe dobrego początki. W ciągu dwudziestu minut gospodarze pokonali bowiem Samira Handanovica aż czterokrotnie! Byli to kolejno: Davide Astori, Vecino po raz drugi i dwukrotnie Khouma Babacar. Inter był już na deskach, jednak podniósł się w ostatnim możliwym momencie.

Oczywiście za sprawą swojego supersnajpera Icardiego, który trafił do siatki dwukrotnie w ostatnich sekundach i dał swojemu zespołowi szansę na remis. W ostatniej akcji meczu w pole karne gospodarzy udał się Handanović i zabrakło centymetrów, aby Słoweniec trafił główką w światło bramki. Sekundy później jeden z obrońców gospodarzy wybił mocny strzał z woleja, a sędzia zakończył szalone spotkanie.

Fiorentina - Inter 5:4 (1:2)

Bramki: Vecino 23', 64', Astori 63', Babacar 70', 79' - Perisic 29', Icardi 34', 88', 90+2'