Gollob jeszcze niedawno ścigał się w barwach toruńskich "Aniołów". Zawodnicy tej drużyny, jak i sztab szkoleniowy, są poruszeni niedzielnym wypadkiem najbardziej utytułowanego polskiego żużlowca na torze motocrossowym w Chełmnie.

 

"Gdy o tym usłyszałem wczoraj, to przeszły mnie ciarki. Kiedy zaczynałem jeździć na żużlu, Tomek był już gwiazdą. W momencie, w którym kończyłem karierę – on nadal się ścigał. To legenda, ale ten wypadek pokazuje, że nad nikim nie ma parasola ochronnego - nawet nad największymi mistrzami. To przerażające, że coś takiego mogło się zdarzyć. Życzę mu, żeby stanął na nogi, bo zdrowie jest w tej chwili najważniejsze" - dodał Kościecha, który jeździł w swojej karierze zarówno w drużynach z Torunia, jak również bydgoskiej Polonii, gdzie Gollob zaczynał przygodę z czarnym sportem.

 

Kościecha i Gollob w Polsce nie jeździli w tym samym teamie. Mijali się, ale przez rok reprezentowali barwy tego samego klubu w lidze szwedzkiej.

 

"Jeździł ode mnie o wiele dłużej i bez wątpienia jest najlepszym zawodnikiem wszech czasów w Polsce i jednym z najlepszych na świecie. W życiu nie znasz dnia ani godziny. Wychodzi na to, że takie wypadki zdarzają się nawet najlepszym na świecie, chociaż oczywiście trudne jest do uwierzenia, że mogło do tego dojść przy relatywnie niskiej prędkości na okrążeniu rozgrzewkowym. (…) Sport motocyklowy jest bezwzględny" - podkreślił Kościecha.

 

Były zawodnik ocenił, że "sportowcy z większości wypadków podnoszą się szybciej, gdyż mają ogromną wolę walki. Chcą po prostu zawsze wrócić na tor. Mam nadzieję, że Tomasz też się z tego dźwignie i stanie na nogi". Przypomniał tragiczną historię australijskiego żużlowca Leigha Adamsa, który po zakończeniu kariery przewrócił się jeżdżąc na torze motocrossowym i musi korzystać obecnie z wózka inwalidzkiego.

 

"Paradoksalne jest to, że Gollob nigdy nie doznał tak poważnego i tragicznego wypadku jeżdżąc bardzo szybko na motocyklu żużlowym, a właśnie na zapoznawczym okrążeniu na torze motocrossowym. Nie wiadomo co się tam stało – czy był to błąd ludzki, sprzętu czy wypadła zwierzyna. Ciężko będzie to dociec, bo nikt tego wypadku nie widział, a sam poszkodowany go pewnie za bardzo nie pamięta. Z tego co wiem znaleziono Tomka już leżącego na torze" - przyznał Kościecha.

 

Podkreślił, że cała drużyna z Torunia kieruje swoje myśli w stronę szpitala w Bydgoszczy i życzy Gollobowi jak najszybszego powrotu do zdrowia.

 

"Jest powszechny smutek i szok. Całe środowisko nie może w to uwierzyć" - zakończył.