Spotkanie GKS Katowice - GKS Tychy zapowiadało się bardzo emocjonująco, mimo że oba zespoły grały o zupełnie inne cele. Gospodarze biorą czynny udział w wyścigu o awans do Lotto Ekstraklasy, więc koniecznie musieli dopisać kolejne trzy punkty. Z kolei goście nie mogą być pewni utrzymania: mają tylko jedno oczko przewagi nad Wisłą Puławy, znajdującą się w strefie spadkowej.

Katowiczanie musieli radzić sobie bez najlepszego strzelca, gdyż Grzegorz Goncerz pauzował z powodu żółtych kartek. Do tego z powodu zawieszenia za czerwoną kartkę w poprzednim spotkaniu w składzie zabrakło Olivera Praznovskiego. To jednak nie przeszkodziło im w szybkim objęciu prowadzenia. Po kwadransie ładnym podaniem popisał się Mikołaj Lebedyński, a gola strzelił Andreja Prokic. Goście też mieli swoje szanse, ale dobrze dysponowany tego dnia był Sebastian Nowak.

Na początku drugiej połowy gospodarze podwyższyli prowadzenie. Po bardzo ładnie przeprowadzonym ataku bramkę zdobył Dawid Abramowicz. W doliczonym czasie gry, kiedy wydawało się, że wynik nie ulegnie już zmianie, stało się coś niesamowitego. Tomasz Foszmańczyk uderzył z ponad 35 metrów na bramkę Pawła Florka. Piłka leciała długo, ale w końcu odbiła się od słupka i... zdezorientowanego golkipera, który próbował rozpaczliwie interweniować. To mu się nie udało, a futbolówka wylądowała w siatce.

 

GKS Katowice cały czas będzie liczyło się w walce o awans do Lotto Ekstraklasy.

GKS Katowice - GKS Tychy 3:0 (1:0)

Bramki: Prokic 15, Abramowicz 56, Florek 90+2 (sam.).

GKS Katowice: Nowak - Czerwiński, Kamiński (82 Sapała), Wisio, Garbacik - Zejdler, Kalinkowski (74 Pielorz) - Foszmańczyk, Lebedyński, Abramowicz - Prokic.

GKS Tychy: Florek - Grzybek, Boczek, Tanżyna, Szywacz - Pruchnik, Gancarczyk (79 Tornros) - Kowalski (75 Błanik), Grzeszczyk, Radzewicz - Świerczok.

Żółte kartki: Kamiński - Gancarczyk.