Piłka nożna

Finał Pucharu Polski: Lech Poznań - Arka...

Marcin Lepa: Łączymy dziś rok 1979 i 2017. Piękna historia na Narodowym wydarta sercem? Wiarą w to, że można ograć faworyta?

 

Historia pokazuje, że tak można. Również my ograliśmy w 1979 faworyta, mistrza Polski, dość mocnego, bo on w całych rozgrywkach nie przegrał żadnego meczu ligowego. Po przeciętnym meczu w czasie podstawowym trener Leszek Ojrzyński zrobił bardzo mocny ruch pod tytułem Siemaszko - Hofbauer. Nie wiem, czy Lech w jakimś stopniu tego meczu nie zlekceważył, myślał, że może łatwo będzie pokonać zagubioną w ostatnim okresie Arkę. Cały szacunek i honory dla tych ruchów, wprowadzenia tych zawodników oraz doskonałej ambicji Arki. Umiejętnościami wydawałoby się, że zespół Lecha będzie nas bił, ale dzisiaj tego nie było widać.

 

No właśnie, to wszystko wzięło się z wiary. Mimo, że 98 procentach znawców czy kibiców uważało, że Lech wygra 2:0 lub 3:0 to jednak była na początku wiara że być może rozegramy najlepszy mecz w sezonie. 

 

No więc właśnie o to cały czas chodziło. Żeby wszystko, co się ma w tym momencie, rzucić na szalę i walczyć do upadłego, nawet jak się nie do końca wytrzyma mecz. Dzisiaj to właśnie było widać, że Arka była bardzo mocno zmotywowana. Lech był moim zdaniem trochę "zarozumiały", bo jest piłkarsko i finansowo itd. itp. dużo lepszy. Cieszymy się, że zagramy w europejskich pucharach.

 

Cała rozmowa z Czesławem Boguszewiczem w załączonym materiale wideo.