Kołtoń: Puchar Polski podgrzał Ekstraklasę "do czerwoności"!

Piłka nożna

Pierwsza czwórka w Ekstraklasie wydawała się skazana na europejskie puchary. Jednak triumf Arki Gdynia w finale Pucharu Polski spowodował, że rywalizacja została podgrzana "do czerwoności". Ktoś z kwartetu Jagiellonia Białystok - Legia Warszawa - Lech Poznań - Lechia Gdańsk będzie wielkim przegranym sezonu!

Na razie najbardziej przegranym wydaje się Lech Poznań. Przegrał trzy razy z rzędu finał Pucharu Polski. W tym sezonie na Stadionie Narodowym był zdecydowanym faworytem - ostatni mecz ligowy z Arką Gdynia rozstrzygnął na swoją korzyść efektownym 4:1 - i to na wyjeździe. Ba, mogło się skończyć nawet jeszcze wyższym wynikiem podopiecznych Nenada Bjelicy.

 

Ojrzyński - ryzyko personalne, ale i wielkie natchnienie

 

Arka od kilku miesięcy znajdowała się w permanentnym kryzysie. Ostatni mecz wygrała 28 lutego - 3:0 z Wigrami w Suwałkach w pierwszym półfinale Pucharu Polski. Później przyszło dziewięć kolejnych meczów bez wygranej! Trzy remisy i aż sześć porażek, w tym przegrana w rewanżu z Wigrami 2:4... Po klęsce 1:5 w Szczecinie - na początku kwietnia - prezes Wojciech Pertkiewicz zdecydował o zwolnieniu trenera Grzegorza Nicińskiego. Nowy szkoleniowiec Leszek Ojrzyński potrafił nie tylko zaryzykować w finale przeciwko Lechowi, ale i natchnąć swoich piłkarzy. Ryzyko związane było choćby z personaliami - dwóch najlepszych piłkarzy "Śledzi" znalazło się początkowo wśród rezerwowych: pomocnik Dominik Hofbauer i napastnik Rafał Siemaszko. W dodatku Arka nie mogła skorzystać z Dariusza Formelli - zabraniała tego klauzula wypożyczenia z Lecha. Ojrzyński zachowywał się jak opętany przy linii bocznej, ale podobny duch walki o wszystko wykazywali doświadczeni Krzysztof Sobieraj i Antoni Łukasiewicz. Charakterystyczna była odprawa przed drugą połową dogrywki - w kole, pełna ekspresji. A lechici w tym czasie? Każdy sobie rzepkę skrobie...

 

Teraz Lech jedzie do Niecieczy.... Pytanie, z czym wróci?

 

Bjelica staje przed największym wyzwaniem w czasie swojej pracy z "Kolejorzem" - podnieść morale na decydujące mecze w fazie mistrzowskiej. Po przegranej z Legią - dotkliwej, bo gol na 2:1 dla "Wojskowych" padł w ostatniej sekundzie spotkania - Chorwat znalazł klucz do głów piłkarzy. Oświadczył: "Kto nie wierzy w mistrza Polski, jutro może nie przyjść na trening". Zameldowali się wszyscy, aby następnie odnieść trzy zwycięstwa ligowe z rzędu. Jednak jak będzie w niedzielę w Niecieczy? Porażka w finale Pucharu Polski to ból nadzwyczajny. Tomasz Kędziora przeżył to już po raz trzeci, podobnie jak Łukasz Trałka, Darko Jevtić, Dawid Kownacki, czy Szymon Pawłowski, a także Jasmin Burić, który bronił po raz drugi, ale raz był rezerwowym. Interwencje Burica - szczególnie ta przy golu na 0:1 - to istne kuriozum. Numerem jeden Lecha jest Matus Putnocky - pytanie, czy nie powinien bronić ze względu na stawkę spotkania? Zawiódł Kownacki, ale jest w tym jakaś wina Radosława Majewskiego, który grał manierycznie - jakby się uparł, aby wszystkie piłki adresować do Marcina Robaka. Notabene do 35-letniego Robaka można mieć najmniej pretensji - był aktywny nadzwyczajnie, a przy sytuacji w drugiej połowie - gdy po jego strzale piłka trafiła w wewnętrzną część słupka - miał po prostu pecha.

 

Probierz o "pucharze maja", ale Kulesza kupił jak nigdy!

 

Gdyby Lech wygrał Puchar Polski, czołowa czwórka podzieliłaby miejsca w europejskiej rywalizacji. A tak ktoś będzie wielkim przegranym. Jagiellonia Białystok gra suwerennie. W ostatnich ośmiu meczach zdobyła 20 na 24 możliwe punkty. Trener "Jagi" Michał Probierz robi wszystko, aby ściągnąć presję z piłkarzy. Po rundzie zasadniczej rzucił hasło, że teraz przyjdzie rywalizować o "puchar maja". Te zmagania Jagiellonia zaczęła od wygranej z Pogonią. Jeśli w piątek zwycięży w Kielcach, będzie na najlepszej drodze, aby wywalczyć pierwszy historyczny triumf w lidze - a po drodze wygrać "puchar maja"... O determinacji prezesa lidera Cezarego Kuleszy świadczy zimowy transfer Cilliana Sheridana. Irlandczykowi za pół roku kończył się kontrakt z Omonią Nikozja, a mimo to Kulesza nie wahał się wydać 300 tysięcy euro. Wcześniej nigdy nie płacił takich sum odstępnego. Zimą uznał, że to jest to brakujące ogniowo w zespole, aby do końca bić się o czołowe lokaty. Sheridan już strzelił 5 goli i 3 dograł.

 

Bogusław Leśnodorski swoje, Dariusz Mioduski swoje...

 

Pikantna sytuacja panuje w Legii Warszawa - szef rady nadzorczej, Bogusław Leśnodorski wypowiada się w innym duchu, niż obecny prezes, a zarazem 100-procentowy właściciel Dariusz Mioduski. Presja na Mioduskim jest niesłychana. Rozczarowanie po remisie z Wisłą było wyczuwalne na Łazienkowskiej, jak mało kiedy. Piłkarze Legii pokornie udali się pod "Żyletę", gdzie usłyszeli: "Legia grać, k... mać". W najbliższej kolejce Legia ma stosunkowo najłatwiejszego rywala - Pogoń, która w dogrywkach do sezonu permanentnie oddaje punkty. Legia nawet nie grając dobrze, pokazuje często mentalność zwycięzcy. Tak było w Gdańsku, gdzie wygrała z Lechią, tak się stało w Poznaniu, gdzie pokonała Lecha, mimo że straciła gola na 0:1 w 82. minucie... Po stronie Legii jest nie tylko mentalność, ale i umiejętności takich piłkarzy, jak Vadis Odjidja-Ofoe, czy Miroslav Radović. Zagadką jest Lechia Gdańsk, która zimą dla wielu była głównym faworytem do wygrania tytułu mistrza Polski. Świadczyła o tym siła kadry, którą dysponuje Piotr Nowak. Lechia - jak na polskie warunki - płaci krocie. Prezes Adam Mandziara w Cafe Futbol powiedział: "Ważne jest, abyśmy znaleźli się w TOP 5". Prawda jest jednak taka, że miejsce poza pucharami, to byłaby klęska - również dla funduszy inwestycyjnych, które wykładają pieniądze. Lechia przezwyciężyła marcowy kryzys, gdy przegrała trzy mecze z rzędu (z Lechem, Ruchem i Legią). Po Ruchu straciła fotel lidera, a po porażce z Pogonią - na koniec rundy zasadniczej - spadła na 4. miejsce. Sobotni mecz z Wisłą w Krakowie i kolejny z Koroną u siebie urastają do rangi "być albo nie być" na podium, a tym samym uratować sezon... Sezon w Ekstraklasie, który finał Pucharu Polski podgrzał "do czerwoności".

Roman Kołtoń, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze