Lechia w tym sezonie odważnie mówi o zdobyciu mistrzostwa Polski. Niezdobycie miejsca gwarantującego chociażby gry w Lidze Europy byłoby więc katastrofą. Cicho o pucharach marzy również Wisła, ale nikt przed Kiko Ramirezem nie stawia ultimatum.

 

 Wagę pojedynku widać było szczególnie w pierwszej połowie. Obie drużyny grały zachowawczo i bały się otworzyć. Mimo wszystko gra każdego z zespołów była inna. Wisła ograniczała się do głębokiej defensywy i posyłania długich piłek w stronę ofensywnych zawodników, co nie przynosiło efektu. Lechia częściej starała się szukać podań po ziemi w pole karne. Sytuacja stuprocentowa w pierwszej części gry była jedna i mieli ją właśnie gdańszczanie. Podanie Rafała Wolskiego niesamowicie zmarnował jednak Marco Paixao.

 

Co ciekawe, Wisła nie oddała do tego momentu strzału na bramkę. Miało to się zmienić w drugiej połowie, ale… plan popsuł Tomasz Cywka, który po pięciu minutach otrzymał dwie żółte kartki. Chwilę później prowadzili już goście. Lukas Haraslin mocno uderzył piłkę z ostrego kąta, ta zaplątała się między nogami Łukasza Załuski i przekroczyła linię bramkową. Wiślacy szukali wyrównania, ale byli tego wieczoru bez amunicji. Szansa na remis była sekundy po wejściu Jakuba Bartosza, ale w sytuacji sam na sam górą był Dusan Kuciak.

 

Meczu nie będzie mimo wszystko najlepiej wspominał trener Lechii…

Lechia dzięki trzem punktom wskoczyła na pozycję wicelidera i do Jagiellonii traci tylko punkt. Wisła jest piąta. Wydaje się, że to koniec marzeń Białej Gwiazdy o europejskich pucharach. Do trzeciego Lecha traci aż osiem punktów, a Kolejorz w tej kolejce jeszcze nie grał.

 

Wisła Kraków - Lechia Gdańsk 0:1 (0:0)

Bramka: Lukas Haraslin (58).